Rozszerzony katalog znaków ze szczególnym uwzględnieniem pojazdów niskoemisyjnych? Nie, to nie jest projekt Szwajcarów, Holendrów, Niemców czy Szwedów, ale rodzima inicjatywa, która zagwarantuje elektromobilności stałe miejsce w krajowym prawie drogowym. Jeszcze przed postawieniem pierwszego znaku adresowanego do zwolenników niskoemisyjnego transportu warto się zastanowić, kto będzie beneficjentem nowych przepisów. Według „Licznika Elektromobilności”, prowadzonego przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, pod koniec maja br. po krajowych drogach jeździło 25 407 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Wśród tej puli znaczną część stanowią pojazdy w pełni zelektryfikowane, a więc tzw. BEV (Battery Electric Vehicles). Odpowiadają one 48,9% polskiej floty (12 432 szt.). Na pierwszym miejscu jednak znajdują się hybrydy typu plug-in, czyli PHEV (plug-in hybrid electric vehicles). Pod koniec maja 2021 r. w Polsce zarejestrowanych było 12 975 tego typu pojazdów. Mowa tutaj, oczywiście, o samochodach osobowych, ponieważ wielkogabarytowe modele w kraju nad Wisłą wciąż uchodzą raczej za ciekawostkę aniżeli drogowy standard. W Polsce flota elektrycznych samochodów dostawczych oraz ciężarowych liczy dokładnie 966 szt. Dla porównania, według raportu BIL Sweden, tylko do grudnia 2017 r. szwedzkie urzędy zarejestrowały 1676 elektrycznych samochodów ciężkich. Nie oznacza to jednak, że w Polsce nie jesteśmy jeszcze na etapie, w którym elektromobilność powinna zejść na drugi plan w kontekście prawa drogowego – wręcz przeciwnie. 

W czerwcu br. na stronach...