Instytucji prosumenta nie trzeba nikomu przedstawiać. Funkcjonuje w polskim porządku prawnym od 2016 r. i przez ten czas podlegała już pewnym zmianom. Chyba jednak nigdy zmiany te nie były tak obszerne i nie wywoływały takich kontrowersji jak obecnie.

Korzyści wynikające z posiadania statusu prosumenta energii odnawialnej są istotne. Istniejący system opustów, w którym prosument może wprowadzić nadwyżki energii do sieci, a potem odebrać 80% (lub 70% – w zależności od mocy instalacji) energii z sieci za darmo, przyczynił się do sukcesu fotowoltaiki w Polsce i jej istotnego wpływu na transformację energetyczną. Jak podają Polskie Sieci Elektroenergetyczne, spośród ponad 5 GW mocy zainstalowanej w fotowoltaice za prawie 4 GW odpowiadali właśnie prosumenci (w liczbie – tym razem według Ministerstwa Klimatu i Środowiska – przeszło 600 tys.).

Pomimo takich sukcesów wiadomo było, że przyjdzie czas na zmiany. Ważny argument miał charakter technologiczny: sieć była zaprojektowana pod dostarczanie energii elektrycznej, a nie jej odbiór od coraz większej liczby dostawców. Modernizacja sieci wymaga czasu i pieniędzy. Pojawiał się też argument prawny – konieczność dostosowania istniejących rozwiązań do wymogów dyrektyw unijnych w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych i w sprawie wspólnych zasad rynku wewnętrznego energii elektrycznej.

Kontrowersji nie budzi więc sam fakt zmiany dotychczasowych zasad. Budzi je sposób, w jaki je się wprowadza. Ok. pół roku temu opublikowano dwa projekty zmian: rządowy i poselski, sygnowany przez pochodzącą...