Branża recyklingowa ma coraz większe problemy. Zachwianie jej prawidłowego funkcjonowania jest już na tyle poważne, że rynek reaguje na to złośliwymi komentarzami, a nawet czarnymi żartami. Ostatni, który krąży wśród przedsiębiorców, chyba znakomicie pokazuje skalę trudności, z jakimi się obecnie zmagają: „Mamy teraz gospodarkę obiegu nie zamkniętego, lecz śmieciowego”.

Ireneusz Siewski z firmy Evoltaic w województwie świętokrzyskim, która skupuje folie poużytkowe, zabrudzone, opakowaniowe czy po sianokiszonkach, przerabiane potem m.in. na regranulat, mówi miesięcznikowi „Energia i Recykling”: – Niestety, spora część firm z branży recyklingowej upadła ze względu na zbyt duże koszty funkcjonowania, ale również z powodu zbyt restrykcyjnej polityki państwa w tym zakresie. Wiele z tych przedsiębiorstw, które jeszcze pozostały, muszą balansować na granicy opłacalności.

Za jeden z takich elementów I. Siewski uważa Bazę danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce opakowaniami (BDO). To rozwiązanie bowiem, według przedsiębiorcy, zostało wprowadzone zbyt szybko, w rezultacie czego podmioty gospodarcze nie miały odpowiedniej ilości czasu, aby zrealizować regulacje nowych przepisów, a także nie dysponowały odpowiednimi pieniędzmi na ich wprowadzenie w życie. Chodzi choćby o dostosowanie terenów – placów służących do gromadzenia i przetrzymywania odpadów – na których muszą być spełniane nowe normy ilościowe oraz zaostrzone przepisy przeciwpożarowe. Między innymi dlatego wiele firm zniknęło z rynku. 

– To bardzo energochłonna działalność, szczególnie teraz. Gdyby rząd albo resort środowiska wprowadziły ulgi dla branży, na pewno pozwoliłoby to...