Co łączy miasta, takie jak Włocławek, Bartoszyce, Kutno, Radzyń Podlaski, Kielce, Parczew i Skierniewice? Otóż całkiem sporo – chociaż nie jest to niestety zamiłowanie do zieleni jak u europejskich społeczeństw.

Nie jest to też z pewnością skłonność do czerpania z doświadczeń innych i uczenia się na błędach popełnionych wcześniej. Ta lista jest też jedynie symboliczna i celowo skrócona, bo gdybyśmy chcieli wymienić wszystkie miasta, w których doszło do  tzw. betonowego ataku rewitalizacji na rynku czy w innej ważnej przestrzeni publicznej, to szybko byśmy doszli do wniosku, że przepisujemy tabelki z kodami pocztowymi jak leci. Wyjątków od tej reguły jest w zasadzie niewiele i ciężko z głowy przywołać jakieś udane przykłady.

Rewitalizacja rewitalizacji

Od kilku lat słowo „rewitalizacja”, które było groteskowe już wcześniej, ale z innych powodów, zaczyna się nam w tym kraju kojarzyć z atakiem panów w pomarańczowych kamizelkach, z piłami mechanicznymi. Gdy widzimy, że gdzieś tną drzewa, to myślimy podświadomie: „Oho, chyba rewitalizują”. Rynek po rynku. Duże, okazałe drzewa, stanowiące nierzadko najważniejszą zieleń w centrum tego czy innego miasta, padają ofiarą tej dziwacznej intelektualnej choroby, jaką są remonty nawierzchni.

Jednym z pierwszych miast, które wybetonowało rynek w tym duchu, był Włocławek. Wydarzyło się to już ponad 7 lat temu i od samego początku szokowało. Masowa krytyka, która spotkała wtedy władze Włocławka, była stanowczo odpierana, ignorowana i deprecjonowana na wszelkie sposoby. Ludzi, którzy zwracali uwagę na to, że na...