Przedstawiany w filmach gangsterski świat bywa dla niektórych pociągający. Uzbrojeni faceci, z pozoru silni, a tak naprawdę tylko nadużywający przemocy w każdej formie, za nic mają prawo i normy społeczne. Zdarza się przez to, że stają się idolami zagubionych nastolatków. Sytuacja komplikuje się, gdy idole nie pochodzą z ekranu, a z sąsiedztwa, np. z południowej dzielnicy Los Angeles, i mają realny wpływ na życiowe wybory młodych gniewnych. Wówczas na ratunek ulicy wyrusza Ron Finley – miejski gangster ogrodnik. Oto jak zieleń miejska może wpływać na wybór życiowej drogi młodych ludzi.

W kraju o swobodnym dostępie do broni problem miejskiej łobuzerki jest poważniejszy niż w Polsce. Amerykańskie dzielnice wykluczenia można porównać co najwyżej do polskich klubów kibiców, z tą tylko różnicą, że urządzane tam ustawki nie rozgrywają się w okolicznościach przyrody tylko na ulicach. No i jeszcze ta broń. Przełamanie kultu siły, kultury machismo i tolerowania przemocy jako metody rozwiązywania spraw codziennych staje się dużym wyzwaniem. Ale kropla wody drąży kamień nie siłą, lecz częstym spadaniem. Rękawicę podjął wspomniany Ron Finley.

Ring wolny

Ogrodnik z grabkami i szpadelkiem nie jest, w potocznym rozumieniu, uosobieniem męskości. Trudno zatem oczekiwać, że osoba niepostrzegana jako silna i skuteczna byłaby dla młodych wzorem do naśladowania. By stać się dla nastolatków kimś, kto stanowi przeciwwagę dla silnego gangstera, i z kim warto rozmawiać, Finley miał w zanadrzu swoje doświadczenie w uprawianiu boksu. Ktoś...