Każde miasto i każda gmina same ustalają, jak często sprzątane będą ich ulice i chodniki. Brakuje standardów dotyczących sprzętu oraz zasad ustalania harmonogramów. Czy ustanowienie sztywnych reguł utrzymania czystości na jezdniach i chodnikach w miastach miałoby sens?

Ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach porządkuje m.in. sprawy utrzymania czystości gmin, określając przede wszystkim współodpowiedzialność właścicieli nieruchomości, gminy i zarządu dróg.

Nawet tak prozaiczna – wydawać by się mogło – kwestia jak sprzątanie chodnika może stać się elementem sporów. Tego typu dyskusje pojawiają się choćby na sesjach rad gmin. Mieszkańcy pytają: na kim ciąży ten obowiązek? Kiedy pas zieleni należy do gminy, a kiedy do właściciela posesji? Co w sytuacji, jeśli sprawdzanie tego na mapach geodezyjnych przez przeciętnego mieszkańca okazuje się problematyczne? A co, jeśli na chodniku parkują samochody, a zarządca drogi pobiera opłaty z tytułu parkowania pojazdów? To są kwestie, które można jednoznacznie wyjaśnić.

Bardziej szczegółowe zadanie

Wciąż brakuje jednak standardów: zarówno sprzętowych, jak i zasad ustalania harmonogramów, w których określone będą jakość sprzętu, częstotliwość czyszczenia, ilość wody potrzebna do mycia czy prędkości samochodu czyszczącego.

Pewnym chlubnym wyjątkiem na mapie Polski jest Kraków, który kilkukrotnie podjął się badań w zakresie redukcji zanieczyszczeń środowiska miejskiego w wyniku wdrażania zasad utrzymania czystości. Ich wyniki każdorazowo wskazywały na konieczność wdrażania tego rodzaju rozwiązań jako elementu zarówno smart city, jak...