Początkowo nazywano je piesznikami, przybrukami, a nawet piechotą. Ostatecznie przyjęły się nazwy „chodnik” lub francuskojęzyczny „trotuar”. W Polsce rozpoczęto je budować w miastach pod koniec XVIII w. Prawdziwy boom budowlany chodników przypadł na wiek XIX.  

Prawie dwieście lat temu, bo w 1829 r., pewna dama z Litwy w liście do przyjaciółki opisała swoje wrażenia z pobytu w Warszawie w następujący sposób: „(…) Dziś oglądałam dwa kawałki trotuarów na próbę zrobionych przed sklepem Kellera na Krakowskim Przedmieściu: jeden z piaskowca szydłowieckiego, drugi z cegły na sztorc kładzionej. Jeśli Warszawa dojdzie do tego kiedy, że będzie miała takie trotuary na wszystkich pryncypalnych ulicach miasta, będzie dobrze chodzić po mieście, bo dziś to wykręcanie nóg po kamieniach dla nieprzyzwyczajonych jest nie do zniesienia przykre (…)”1.

Dzisiaj trudno nam zrozumieć tamte problemy, gdy chodzimy po szerokich i równych chodnikach wykonanych z różnych materiałów. Płyty chodnikowe, asfalt czy kostka brukowa o fantazyjnych kształtach to tylko niektóre z nich, dodatkowo zabarwione lub nawet pokryte substancjami pochłaniającymi spaliny. Wszystko to pozwala na dostosowanie estetyki nawierzchni chodnika do otoczenia, zapewniając jednocześnie łatwość przejścia – i to „suchą nogą”. 

XVIII-wieczne początki

A w dawnych czasach w miastach nie było chodników. Jak bowiem pisał jeden z badaczy dziejów Warszawy: „(…) dopiero za rządów Michała Mniszcha marszałka wielkiego koronnego, od roku 1783 zaczęto dawać po bokach ulic chodniki, czyli trotuary, z kamienia zwyczajnego polnego, brukowego,...