Zmiany mentalne to coś, czego teraz – w dobie kryzysów – bardzo nam potrzeba. Zjawiska, które do tej pory były nam obce, oglądane najwyżej w telewizji, dotknęły i nas. Zmiany klimatyczne, o których niektórzy mówią, że ich nie ma albo że są czymś zupełnie normalnym, wchodzą do nas przez otwarte drzwi i nie pytają, co o nich sądzimy. A za to wszystko odpowiedzialny jest człowiek.

Za realizację od kilkudziesięciu lat bezrefleksyjnej gospodarki liniowej. Za bycie ekspansywnym pożeraczem, a nie gospodarzem. Za nasze polskie „chłop żywemu nie przepuści”. I choć „chłop” kojarzy nam się raczej z terenami wiejskimi, to dziś atakuje on przykładowo centra miast w myśl idei „rewitalizacji po polsku”. Może czas na refleksję? Również tę dotyczącą przestrzeni. Zmianę języka, nomenklatury, nawyków zawodowych w bańce architektury krajobrazu. Czas na zmianę percepcji w projektowaniu, tworzeniu i eksploatacji terenów zieleni. Projektowanie odpowiedzialne, cyrkularne powinno zawitać pod strzechy uczelni wyższych, a myślenie o gospodarce obiegu zamkniętego zamiast o gospodarce liniowej powinno być czymś naturalnym i oczywistym, a nie egzotycznym. Pojęcie „betonozy” trawiącej naszą przestrzeń powinno się zamienić w „zarastanie” przestrzeni miejskiej. Jak już wielokrotnie wspominałem, przyroda, natura to lepsi inżynierowie niż my. Skorzystajmy z tego i uczmy się od niej.

Plastikowe różowe nic za 5 zł

Tysiące kilometrów przemieszcza się „plastikowe różowe nic”, aż trafia w nasze czy naszych dzieci ręce. To „nic” przepłynęło lub przeleciało pół świata, potem przyjechało ciężarówką do...