Zarząd Zieleni zwany inaczej Tutejszym Zarządem to bohater tragiczny każdego szanującego się dramatu miejskich inwestycji i utrzymania przestrzeni publicznych. Wyróżniamy dwa rodzaje TUT Zarządów. Zarządy Zieleni żyjące w odwiecznym konflikcie z Zarządami Dróg, które nadają im sens życia oraz Zarządy Dróg i Zieleni żyjące w odwiecznym konflikcie z samymi sobą. 

Jako autor profilu „Sto Lat Planowania”, zajmującego się kuriozami w przestrzeniach publicznych naszego kraju, mogę z pełnym przekonaniem i ręką na sercu powiedzieć, że bez tych szacownych instytucji prawdopodobnie zjawisko zdefiniowane jako „Sto Lat Planowania” nigdy by się nie narodziło, a moja wyobraźnia głodna figlarnych kuriozów i przestrzennych paradoksów nie byłaby się w stanie wyżywić. Z jednej strony TUT Zarząd w każdym mieście stara się być jak prawdziwa Pocahontas. Dbać o przyrodę, sadzić kwiaty, być bratem i siostrą lasów i strumieni. Z drugiej strony tym większy budzi czasem nasz szok, gdy jakiegoś mroźnego grudniowego dnia przed sylwestrem widzimy ją, jak w zamieci śnieżnej stara się kosić zamarznięte na kość pobocze drogi albo ni z tego ni z owego postanawia ostrzyc drzewa na jakimś osiedlu na modną Maczugę Herkulesa. W takich chwilach myślimy sobie „Co się stało z tą biedną dziewczyną?”. Ciśnie się na myśl podejrzenie, że pewnie zwariowała. Otóż nie jest to też legendarna biurokracja. Wydaje mi się, że po części rozgryzłem już tę zagadkę, ale niczym w dobrym kryminale postaram się dojść do tego...