Szykuje się awantura. I to niejedna. Zgodnie z zapowiedziami – a już one wywołały szum i protesty w kraju – Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego, skreśliła ponad połowę z indykatywnej listy projektów kluczowych, którą w listopadzie ub.r. odziedziczyła po poprzednim rządzie i szefowej resortu, Grażynie Gęsickiej. Chodzi o projekty, które wpisane na listę mają pierwszeństwo (bo jeszcze nie gwarancję) przy ubieganiu się o dotacje Funduszu Spójności w ramach Programu Operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko” (PO IiŚ). 1 lutego br. niezrażona gwałtownym atakiem politycznym w poprzednich tygodniach i ostrym sprzeciwem wielu podmiotów (samorządy, organizacje polityczne i społeczne, szkoły wyższe) minister Bieńkowska ogłosiła nową listę, na której największe cięcia (oprócz całkowicie wykreślonej turystyki) dotknęły projektów ekologicznych. Życzenia bez pokrycia Minister Bieńkowska powiedziała na konferencji prasowej, że to właśnie obecny minister środowiska szczególnie mocno optował za radykalnymi zmianami na liście przygotowanej przez ministra Jana Szyszko i jego zastępczynię Agnieszkę Bolestę. Ale faktem jest, że poprzednia lista była kuriozalna, a kulisy jej powstawania dość tajemnicze i zabawne. Kuriozalna dlatego, że składała się aż z niemal 400 wskazanych palcem projektów, z których znaczna część nie była jeszcze przygotowana do realizacji, a niektóre sprowadzały się w zasadzie jedynie do koncepcji z szacunkowo przypisanymi kosztami. Elżbieta Bieńkowska powiedziała, że wartość projektów...