Kariera prof. Kozłowskiego prowadziła od asystentury na Uniwersytecie Jagiellońskim poprzez udział w obradach Okrągłego Stołu do stanowiska dziekana w Wyższej Szkole Ekologii i Zarządzania. Taką drogę wyznaczyła… reforma rolna z 1944 r.

- Miałem być rolnikiem, a zostałem geologiem – powiada, uśmiechając się, prof. Stefan Kozłowski. – Jedna i druga profesja
jest blisko ziemi. Mój ojciec posiadał majątek w Przybysławicach, w powiecie miechowskim, więc było naturalne, że jako najstarszy z rodzeństwa zostanę na roli. Tymczasem, kiedy zdawałem maturę, reforma rolna pokrzyżowała rodzinne plany i dziedziczenie majątku przestało być aktualne. Dlatego, gdy Kozłowscy przeprowadzili się do Krakowa, niedoszły rolnik wybrał za przedmiot studiów kierunek najbliższy ziemi – geologię.
- Miałem szczęście – wspomina profesor. – Szefem katedry był wybitny znawca geologii, prof. Walery Goetel, u którego już na III roku studiów zostałem asystentem. Tworzył on wówczas koncepcję sozologii, opartą na zasadzie zrównoważonego rozwoju, która dawała szersze spojrzenie na walory i zasoby przyrody. Sozologia zajmowała się poszukiwaniami surowców i ich eksploatacją w sposób zapewniający trwałość ich użytkowania, co w warunkach rabunkowej gospodarki socjalistycznej nie wszystkim się podobało.

Prof. S. Kozłowski w ubiegłym roku został uhonorowany Nagrodą Pracy Organicznej w Ochronie Środowiska im. Wojciecha Dutki. Nagroda ta przyznawana jest raz do roku w dwóch kategoriach: dla osób aktywnie działających na rzecz zrównoważonego rozwoju i ochrony środowiska oraz dla dziennikarzy, publicystów i zespołów redakcyjnych, promujących postawy ekologiczne.

Szkoła szybkiego działania
Dlatego pod koniec studiów podstawowa organizacja partyjna na Akademii Górniczo-Hutniczej doprowadziła do wymiany wszystkich asystentów prof. Goetla. Kozłowski, student tuż przed dyplomem, rozpoczął więc wędrówkę po rozmaitych krakowskich firmach. Pracę znalazł w Biurze Projektów Przemysłu Materiałów Budowlanych. – Było to niezwykłe miejsce, ponieważ dawało ogromną swobodę działania. Budowano wówczas drugą Polskę, a Kraków był głównym ośrodkiem poszukiwań surowców skalnych. Jeździliśmy więc po całym kraju. Wkrótce Biuro Projektów przekształcono w Przedsiębiorstwo Geologiczne Surowców Skalnych, w którym Stefan Kozłowski szybko awansował na stanowisko głównego inżyniera, samodzielnie prowadząc dokumentację poszukiwań surowców skalnych. Jednocześnie kierował on Biurem Studiów i Projektów, przygotowującym teoretyczne zasady prowadzenia tych poszukiwań.
- Była to szkoła niezwykle sprawnego i szybkiego działania oraz błyskawicznych efektów – opowiada profesor. – Przemysł wyrywał nam gorącą jeszcze dokumentację wprost z rąk i przekuwał ją w projekty inwestycyjne. Wtedy naszła mnie refleksja, że przecież nie można tak brutalnie ingerować w środowisko przyrodnicze, bo szybko ulegnie ono degradacji. Kozłowski zaczął więc pisać pierwszą pracę na temat Roztocza, gdzie prowadzono wówczas poszukiwania surowców skalnych, w której próbował równoważyć warunki przyrodnicze z surowcowymi. W tym samym czasie w Krakowie powstał Ośrodek Badań Fizjograficznych, który zajmował się racjonalnymi sposobami gospodarowania surowcami. W Ośrodku powstają liczne monografie, poświęcone różnym obszarom Polski, w których wskazuje się, w jaki sposób prawidłowo zagospodarować dany region. – Była to znakomita szkoła współpracy geologów, geografów i przyrodników. Nie mówiliśmy wówczas o zrównoważonym rozwoju, ale o to w gruncie rzeczy chodziło – wyjaśnia prof. Kozłowski. Żarłoczny przemysł domagał się coraz większej ilości surowców, a to naruszało równowagę przyrodniczą w środowisku. Na Uniwersytecie Jagiellońskim funkcjonowała wówczas grupa geologów, ze Stanisławem Siedleckim na czele, która miała ciekawe spojrzenie na środowisko geologiczno-przyrodnicze. Stefan Kozłowski chłonął wszystkie nowości, które pojawiały się w tej dziedzinie. – Siedlecki zaproponował mi, abym uczestniczył w jego pierwszej wyprawie na Spitsbergen, gdzie zamierzał wybudować pierwszą polską stację geologiczną. I z pewnością bym pojechał, gdyby nie fakt, że będąc na wspinaczce w Tatrach, lawina zgruchotała mi lewą nogę, co wyłączyło mnie na wiele miesięcy z aktywności.
Krakowscy żacy szukali w Tatrach upragnionej wolności, której brakowało im na uczelniach. Na stokach można było wówczas szusować, nie bacząc na przepisy ochrony przyrody i granic. Kurując nogę, Stefan Kozłowski pisał krótkie rozprawy na temat prowadzonych przez siebie projektów poszukiwawczo-geologicznych. Ich publikacje sprawiły, że Państwowy Instytut Geologiczny postanowił ściągnąć do siebie młodego, nietuzinkowo myślącego geologa. – Zaproponowano mi pracę w Warszawie – opowiada profesor. – Miałem nie lada orzech do zgryzienia. Krakowskie Przedsiębiorstwo Poszukiwań Geologicznych właśnie zaczęło podbijać świat.

Drzwi do świata
- W 1962 r. wyjechałem z przedsiębiorstwa na pierwszą wielką polską ekspedycję do Mongolii. Otwierała ona nowy rozdział współpracy polsko-mongolskiej w zakresie poszukiwań geologicznych. Była to ogromna przygoda. Zawieziono nas na mongolskie stepy, gdzie mieszkaliśmy w jurtach. Do dyspozycji mieliśmy konie i wielbłądy, na których przemierzaliśmy ogromne, stepowe przestrzenie. Spotykaliśmy po drodze niezwykle sympatycznych ludzi, zaskakujących nas swoją życzliwością, przyjaźnią, kulturą i zamiłowaniem do gry w szachy. Mimo tęsknoty do świata wybrałem Warszawę i zostałem kierownikiem Zakładu Surowców Skalnych w Państwowym Instytucie Geologicznym. Kierownictwo Instytutu dawało ogromną swobodę w działaniu, tak że w krótkim czasie wykonaliśmy mapę surowców skalnych Polski w skali 1:300 tys., która odzwierciedlała zasobność kraju w zakresie 52 surowców skalnych. Instytut dawał duże możliwości działań praktycznych i publikowania rozpraw na temat surowców skalnych. Polscy geolodzy byli wówczas bardzo cenieni na świecie, zwłaszcza w krajach Trzeciego Świata. Praktycznie nie ma kraju w Afryce czy Ameryce, w którym polscy geolodzy nie zaznaczyliby swojej obecności. – Odwiedziłem Kubę, Libię, jeszcze raz zawitałem do Mongolii. Świat dla polskiej geologii był otwarty. Ale nie tylko ekspedycjami wówczas żyłem – mówi profesor.
Stefan Kozłowski pracował także społecznie. Za namową prof. Goetla został wciągnięty do prac w Państwowej Radzie Ochrony Przyrody, gdzie przez wiele lat prowadził Komisję Przyrody Nieożywionej. – Zajmowaliśmy się zabezpieczaniem i udostępnianiem świeżo odkrytych w Polsce jaskiń, takich jak Jaskinia Raj w Górach Świętokrzyskich czy Jaskinia Niedźwiedzia na Dolnym Śląsku – wspomina S. Kozłowski. Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie zmieniła obraz całej doliny – mała wieś przerodziła się w tętniący życiem skrawek Polski. – Przykład Kletna pokazuje, w jaki sposób umiejętne zagospodarowanie walorów przyrodniczych daje impuls dla rozwoju gospodarczego w regionie – podkreśla profesor. W tym czasie PAN stworzył Komitet Inżynierii Środowiska pod przewodnictwem prof. S. Kozłowskiego. Stamtąd przeszedł do Komitetu Człowiek Środowisko, gdzie przez wiele lat pełnił funkcję sekretarza, a po śmierci prof. Kostrzewskiego został przewodniczącym. Komitet uruchomił dwie serie wydawnicze: „Studia nad zrównoważonym rozwojem” oraz „Problemy ekologii”, w których na grunt polski transponowane są nowe idee z Europy i świata na temat ekologii.

Idea zrównoważonego rozwoju
Promowanie idei zrównoważonego rozwoju stało się pasją prof. S. Kozłowskiego. Już w latach 70. zaczął sprzeciwiać się tworzeniu wielkich okręgów przemysłowych i pomysłom inwestycyjnym, takim jak Elektrownia Jądrowa w Żarnowcu czy Kopalnia Węgla Odkrywkowego k. Poznania. – Wydaliśmy nawet tom ekspertyz, który pokazywał, dlaczego należy z tych inwestycji zrezygnować – opowiada profesor. Jednak tego typu opinie na początku lat 80. były niepopularne. W efekcie w 1983 r. Stefana Kozłowskiego odwołano z funkcji kierownika Zakładu Poszukiwań Skalnych PIG. Był to dla niego silny cios, po którym z trudem doszedł do siebie. Profesor żył dotychczas w świecie idei twórczych, a tymczasem przyszło mu zapłacić za to, co myśli. Na taki obrót sprawy nie był przygotowany – skończyło się to dla niego zawałem serca. Jednak ten bolesny epizod na dokonania profesora zwrócił uwagę ośrodków niezależnej myśli, które szukały dla siebie alternatywy politycznej. – Zacząłem więc pisać dla nich rozmaite ekspertyzy, w których wskazywałem na zagrożenia dla środowiska – mówi S. Kozłowski. Kiedy w Polsce przystępowano do Okrągłego Stołu, uznano, iż problemy ekologiczno-społeczne są w kraju tak nabrzmiałe, że wymagają osobnego potraktowania. „Solidarność” powierzyła prof. Kozłowskiemu prowadzenie podstolika ekologicznego w czasie obrad Okrągłego Stołu. – Po drugiej stronie stołu – rządowej – siedział prof. Kołodziejski z Gdańska, z którym świetnie się rozumieliśmy – mówi, uśmiechając się, S. Kozłowski. – Dzięki temu niemal we wszystkich sprawach szybko uzyskaliśmy konsensus i mogliśmy zaproponować nową wizję zrównoważonego rozwoju kraju. Tylko w jednej kwestii spisaliśmy protokół rozbieżności – w sprawie energetyki jądrowej. W efekcie podstolik ekologiczny jako pierwszy zakończył obrady i spisał 27 postulatów, które dawały podwaliny dla Polityki Ekologicznej Państwa. – Jednakże wiele z tych postulatów do dziś nie doczekało się realizacji, np. połączenie ochrony środowiska z planowaniem przestrzennym – ubolewa profesor.

Na urzędach
W wyborach do Sejmu Kontraktowego w 1989 r. „Solidarność” wystawiła na Opolszczyźnie kandydaturę prof. S. Kozłowskiego. Kontrkandydatem profesora był dyrektor największego w tym województwie przedsiębiorstwa – Zakładów Azotowych w Kędzierzynie-Koźlu. Partyjny kandydat był pewny wygranej, bo za sobą miał własny elektorat – blisko 10-tysięczną załogę. Stąd wielkim zaskoczeniem było zwycięstwo mało znanego w tym regionie geologa, prof. Stefana Kozłowskiego. – Spotkania w Komitetach Obywatelskich stanowiły niezwykłe doświadczenie – wspomina profesor. - Nigdy w życiu nie spotkałem tylu ludzi z tak nieprawdopodobną solidarnością wewnętrzną i oddaniem. W Sejmie prof. S. Kozłowskiego wybrano wiceprzewodniczącym Komisji Ochrony Środowiska, Leśnictwa i Zasobów Naturalnych. Dzięki inicjatywom poselskim Sejm w krótkim czasie doprowadził do uchwalenia istotnych dla ochrony środowiska w Polsce aktów prawnych: ustawy o lasach, ustawy o Państwowej Inspekcji Ochrony Środowiska oraz Prawa geologicznego i górniczego. W zasadniczy sposób zmieniły one podejście do spraw ochrony środowiska w kraju.
Kiedy Jan Olszewski pod koniec 1991 r. tworzył swój rząd, powierzył Stefanowi Kozłowskiemu tekę ministra ochrony środowiska. Pełniąc tę funkcję, profesor przewodniczył polskiej delegacji na Szczyt Ziemi w Rio de Janeiro, gdzie podpisał Konwencję o Ochronie Różnorodności Biologicznej. – Przygoda ministerialna trwała jednak bardzo krótko. Do Rio pojechałem w randze ministra, a wróciłem zdymisjonowany – wspomina profesor. – Rząd J. Olszewskiego został odwołany podczas mojego pobytu na Szczycie Ziemi.
Po przyjeździe z Rio de Janeiro prof. Kozłowski wykładał ochronę środowiska w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu, a później objął Katedrę Ochrony Środowiska na KUL. Po przejściu na emeryturę został kuratorem tej Katedry, a od dwóch lat jest dziekanem Wydziału Ekologii w Wyższej Szkole Ekologii i Zarządzania w Warszawie, gdzie prowadzi wykłady na temat zagrożeń cywilizacyjnych i ochrony środowiska. Jego naukowe doświadczenia znaleźć można w wielu publikacjach, z których najważniejsze to: „Droga do zrównoważonego rozwoju” i „Przyszłość ekorozwoju”.

Alicja Kostecka