Bo nie muszą. W tym krótkim zdaniu mógłbym praktycznie zamknąć całą analizę. Jednak chciałbym przybliżyć temat pokrywania kosztów gospodarowania odpadami przez firmy wprowadzające produkty na rynek. Produkty specyficzne. Takie, które wykorzystujemy na co dzień – samochody.

Aby bardziej zgłębić zagadnienie, musimy cofnąć się w czasie do lat 2014-2016, kiedy dyskutowano i wdrażano przepisy znowelizowanej ustawy o recyklingu pojazdów wycofanych z eksploatacji. Ustawodawca dokonał zmiany w zakresie obowiązku zapewnienia sieci zbierania pojazdów. Każdy wprowadzający pojazdy (importer lub producent) ma obowiązek zapewnić taką sieć. Rozwiązanie z założenia miało być skutecznym instrumentem wsparcia dla rynku recyklingu pojazdów, a w rzeczywistości stało się administracyjnym wymogiem do spełnienia. Zaznaczmy, że to już drugie podejście ustawodawcy do administracyjnego rozwiązania problemu szarej strefy w branży oraz wsparcia stacji demontażu pojazdów w realizacji obowiązków osiągnięcia poziomów odzysku i recyklingu. Czy się udało? Moim zdaniem – nie.

Przede wszystkim modyfikacja (nowelizacja) przepisu powoduje wykluczenie części przedsiębiorców z systemu już na samym starcie. Na ponad tysiąc istniejących stacji demontażu tylko wąska grupa, ok. 60 przedsiębiorstw, otrzymuje pieniądze na zagospodarowanie odpadów powstałych w wyniku demontażu pojazdów. Można by rzec, że jest to grupa uprzywilejowana, a nawet stwierdzić, iż jest to grupa firm, które nie muszą martwić się o swoje finanse. Jednak nic bardziej...