Rzymski cenzor Appiusz Klaudiusz, zwany Ślepcem (Caecus), jest autorem powiedzenia: faber est suae quisque fortunae, czyli każdy jest kowalem swojego losu.
Proces legislacyjny ma zawsze dwie strony: administrację (rządową, parlamentarną) oraz lobbystów (przedstawicieli przemysłu). Tylko współdziałanie obu grup może doprowadzić do sukcesu. W sferze zagospodarowywania odpadów z opakowań ważnym wyznacznikiem

działań administracji w ostatniej dekadzie była jej inercja i niechęć do wprowadzania zmian. Nawet tych oczywistych, wynikających np. z wyników kontroli innych organów państwa.
Postępowanie przemysłu w sferze opakowaniowej – uwagi te kieruję do wszystkich uczestników procesu, w tym do wprowadzających towary w opakowaniach, handlujących, firm zbierających odpady komunalne, prowadzących odzysk i recykling – były bardzo chaotyczne i nieskoordynowane. Niebywałą rozrywkę zapewniali administracji przedstawiciele przemysłu kłócący się między sobą na różnego rodzaju spotkaniach. Brak jakiejkolwiek koordynacji działań przemysłu w tej sferze, nie mówiąc już o konieczności omawiania wcześniejszych (wobec wystąpień do administracji) uzgodnień planów i działań świadczy dobitnie o całkowitym zaniku instynktu przetrwania i, niestety, jest klasycznym przykładem polskiego „sobiepaństwa”, tak dobrze znanego z kart naszej historii. Ale czy tylko?

Człowiek istotą społeczną
Jeżeli chcemy osiągnąć sukces, na jakimkolwiek polu, to musimy działać wspólnie. Dlaczego tak się nie dzieje? Według powszechnej w naszym środowisku opinii, jedną z podstawowych przyczyn jest bardzo widoczny w naszym kraju podział przemysłu na ten z zagranicy, reprezentowany przez duże korporacje ponadnarodowe, i ten krajowy – mały i średni biznes. Obie grupy należą do odrębnych organizacji biznesowych i obie kierują się w swoich działaniach celami, które nie są wspólne.
Korporacje ponadnarodowe nigdy nie kierują się w swoich działaniach celami narodowymi. Z racji swojej wielkości zawsze myślą „globalnie”. Ale muszą działać tu i teraz. To dlatego ukuły slogan, który bardzo często przywołują „myśl globalnie, działaj lokalnie”. Brzmi to ładnie, ale w praktyce oznacza brutalne narzucanie lokalnym rynkom własnych „filozofii” i metod działania. Także w sferze legislacji. Korporacje ponadnarodowe nigdy nie kierują się dobrem państwa. Nie uwzględniają także potrzeb miejscowego przemysłu, nawet jeżeli ściśle z nim kooperują. Zakres swobody lokalnych przedstawicieli korporacji ponadnarodowych zawsze jest ograniczony i na bieżąco kontrolowany przez ich ponadnarodowe centrale. W praktyce oznacza to bardzo małą podatność i elastyczność na współdziałanie z przedstawicielami lokalnego biznesu.
Z kolei lokalny polski biznes z reguły nie ma ani chęci, ani dostatecznej wiedzy i środków, w tym finansowych, aby skutecznie móc nie tylko działać, ale także w sposób artykułować swoje potrzeby. W naszym środowisku jest wielu takich przedstawicieli lokalnego biznesu, których śmiało można by ochrzcić mianem „inspektor bełkot”.
Niestety, podział przemysłu jest wielopłaszczyznowy. Niejako naturalny wydaje się konflikt interesów pomiędzy recyklerami a ich klientami, czy konflikt firm zbierających odpady z firmami je przetwarzającymi. Jednak ten przykład potwierdza, że konflikty interesów nie są rzeczą złą, lecz stanowią część biznesu. Tylko złe sposoby rozwiązywania konfliktów mogą stać się zarzewiem prawdziwych problemów, ale taka konstatacja do niczego nie prowadzi.
Jedynym postulatem może być nawoływanie do tworzenia jednolitych organizacji, reprezentujących wszystkie branże uczestniczące w procesie zagospodarowywania odpadów opakowaniowych. Musi także w tym środowisku zrodzić się wreszcie przekonanie, iż tylko wspólne działanie może prowadzić do sukcesu. Ale i to nie wystarczy!

Fatalne skutki
Skutek jest taki, że pomiędzy poszczególnymi grupami interesów nie dochodzi do kontaktów, a jeżeli tak, to wyłącznie na gruncie, który nie jest przyjazny i nie sprzyja prowadzeniu jakiejkolwiek ukierunkowanej na znalezienie kompromisu dyskusji. Od początku istnienia w Polsce systemu zagospodarowywania odpadów opakowaniowych (2002 r.) nie doszło do spotkania uzgodnionego pomiędzy walczącymi obozami. I to właśnie w takiej postawie obozów trzeba szukać źródeł obecnej sytuacji – zarówno w sferze legislacyjnej, jak i faktycznej, realnej gospodarki.
Jeżeli obecny stan będzie nadal trwał, to nie wróży to dobrze polskiemu systemowi zagospodarowywania odpadów. I to nie tylko dlatego, że nie powstanie żadna sensowna legislacja, ale przede wszystkim ze względu na to, iż brak współdziałania to oznaka słabości tych sektorów gospodarczych (np. korporacje vs. firmy krajowe) i niezrozumienie przez obie strony tego, co to oznacza i czemu służy dialog społeczny.
Dialog społeczny (czyli ogólna akceptacja wspólnych dla całego społeczeństwa sposobów działania) jest jedyną formułą mogącą zapewnić sukces! Kto tego nie rozumie, powinien zmienić zawód. Bez powszechnej akceptacji nie uda się osiągnąć wiele. Niemniej akceptacja ta nie oznacza, że wszyscy ze wszystkim muszą się zgadzać. Ona warunkuje konieczność prowadzenia dialogu nie tylko w gabinetach przedstawicieli przemysłu, ale także ze społeczeństwem. A do tego nie dochodzi! Dobitnym dowodem na to jest brak materiałów prasowych na interesujące nas tematy. A jeżeli już takowe ukazują się, to można między wierszami przeczytać, kto i co ma do powiedzenia.
Na drugiej stronie medalu jest więc sporo rys i zadrapań. Nie da się odpowiedzialności za obecny stan rzeczy zrzucić wyłącznie na administrację rządową. Przykłady dobrego współdziałania różnych branż przemysłowych znajdziemy np. tuż za polską granicą (Czechy, Niemcy). I tam przynosi to rezultaty. Polski przemysł musi poczuć się współodpowiedzialny za obecny zły stan rzeczy, bo nikt i nic go z tej odpowiedzialności nie zwolni. Samo narzekanie do niczego nie prowadzi! To, że polski system zagospodarowywania odpadów opakowaniowych jest najtańszy w Europie, to nie powód do chwały, to źródło problemów. Czas to wreszcie zmienić!
A poza tym sądzę, że centralny rejestr podmiotów i zdarzeń w polskim systemie odzysku powinien powstać! (Ceterum censeo Carthaginem esse delendam).

Jan Flis