Zgodnie z polityką Unii Europejskiej odpady ulegające biodegradacji powinny stanowić zasoby i surowiec do wytwarzania m.in. energii czy kompostu. Na drodze do spełnienia tych wytycznych w Polsce stają jednak problemy natury technologicznej, finansowej oraz prawnej.

Odpady ulegające biodegradacji stanowią 36,7% masy wszystkich wytwarzanych odpadów. To ok. 1 mln ton odpadów zielonych i ogrodowych oraz ok. 3 mln ton bioodpadów kuchennych wydzielanych ze strumienia, które kiedyś, jako odpady zmieszane, trafiały do czarnego pojemnika i dalej na składowiska. Dziś większość gmin organizuje selektywną zbiórkę odpadów zielonych i bioodpadów kuchennych. Wszystkie samorządy będą musiały wdrożyć ten obowiązek od 1 stycznia 2020 r.

Już dziś wiadomo, że będzie to problematyczne, zwłaszcza w dużych miastach. O ile mieszkańcy terenów wiejskich decydują się na przydomowe kompostowniki, o tyle zbiórka frakcji bio na terenach miejskich, zwłaszcza w zabudowie wielorodzinnej, nadal pozostaje ogromnym i bardzo kosztownym wyzwaniem. Ze względu na swój skład frakcja bio musi być bowiem odbierana znacznie częściej niż pozostałe rodzaje odpadów. W przeciwnym razie mieszkańcy mogą borykać się z uciążliwościami zapachowymi, insektami, gryzoniami i zwierzętami. Poza tym już po kilku dniach te odpady zaczynają gnić i w dużej mierze nie nadają się do przetworzenia.

Biogazownie na pierwszym miejscu

Zagospodarowanie frakcji bio – zwłaszcza bioodpadów kuchennych – powinno odbywać się...