Proszę wyobrazić sobie jakieś zwierzę, którego nie spodziewalibyśmy się w mieście. Dowolne... Sprawdzimy, czy to niemożliwe. Wieloryb, delfin a może słoń? Wydaje się, że to oczywisty wybór – wieloryby nie mogą wpływać do miast, no chyba że na łamach tabloidów. Swego czasu słynna była historia humbaka płynącego Wisłą w stronę Warszawy (ciekawe jak pokonał tamę we Włocławku). Temat wymyśliły gazety brukowe w sezonie ogórkowym, ale powstał on na podstawie obserwacji humbaka w Zatoce Gdańskiej. Te wieloryby czasami pojawiają się na Bałtyku, zapewne błądząc. Stąd prosty wniosek, że zabłądzić mogą bardziej i popłynąć w górę rzeki. W 2017 r. jednak pasażerowie komunikacji miejskiej na moście Poniatowskiego w Warszawie ze zdumieniem odkryli, że pod nim, na brzegu naprawdę leży wieloryb. Był to sporej wielkości kaszalot, wokół którego szybko zebrało się też sporo gapiów. Ten ogromny ssak był elementem akcji marketingowej, która miała zwrócić uwagę na zmiany klimatu, zanieczyszczenie mórz i konsekwencje w postaci wypływających często na brzeg waleni. Podejrzewa się, że zmiany zachodzące w oceanach zakłócają ich system poruszania się pod wodą, oparty na tworzeniu dźwiękowych obrazów trójwymiarowych brzegów i oblewających je wód. Waleń w mieście to jednak nie tylko fikcja na potrzeby gazet albo marketingu. Na świecie nie tylko zdarzają się przypadki wpływania tych ssaków...