Pod koniec stycznia br. wicepremier Mateusz Morawiecki wraz z innymi członkami prezydium rządu wystąpił na konferencji prasowej dotyczącej innowacyjnej gospodarki, która – co oczywista – musi funkcjonować w elemencie konkurencyjności (sporu, dyskusji, rywalizacji itp.) i która byłaby zwrotem w niekorzystnym trendzie tzw. średniego wzrostu.

Jednocześnie w Ministerstwie Rozwoju przygotowywana jest skądinąd niezbędna inicjatywa legislacyjna rządu, jaką jest nowelizacja ustawy Prawo zamówień publicznych (P.z.p.). Projekt ten zawiera jednakże zupełnie zbędne zapisy dotyczące wyłączeń od stosowania przepisów P.z.p. na rzecz prawa do ustanawiania monopoli (doktryna in house). Gdy więc zestawimy poszukiwanie mechanizmów innowacyjności, to na pewno nie znajdziemy ich w stojącej wodzie monopolu, „złego” etatyzmu i chyba nie ma co do tego sporu. Problem jest poważny, bo dotyczy zleceń o wartości rocznej ok. 140 mld zł, a trzeba pamiętać, że różnymi drogami (wyłączenia sektorowe, zlecenia podprogowe itp.) dodatkowe 90 mld zł już jest „powierzane” przez zamawiających z pominięciem przepisów P.z.p. Nawet jednak wyłączenie niewielkiej skali – przyzwolenie na etatyzm bez jakiejś idei przewodniej (celu, potrzeby itp.) – działa wbrew kreowaniu mechanizmów innowacyjności. Nie mówiąc już o tym, że jest działaniem na szkodę konsumentów, bo mocą aksjomatu każdy monopol w dłuższej perspektywie prowadzi do pogorszenia optimum między ceną i jakością (renty monopolowej).

Pytanie o...