Zdroworozsądkowi zwolennicy ochrony środowiska i klimatu mają świadomość, że nie wolno tego robić na skróty i po trupach. A trzeba przyznać, że od dobrych kilku lat ekonomia bardzo troszczy się o ekologię, stopniowo spełniając jej bardzo kosztowne wymogi. W takich realiach żądania ekologii nie mogą być przesadnie radykalne, bo na
dłuższą metę skutki tego nie będą zadowalające. Łatwo to odnieść do wielu dziedzin i życiowych sytuacji, w których pochopne i bezkompromisowe dążenie do słusznego celu powoduje nagły kryzys, konflikt czy nieoczekiwany koszt. A to oddala nas od realizacji założeń i sprawia, że idea traci wielu dotychczasowych sympatyków.
Wiadomo, że UE coraz bardziej śrubuje normy związane z emisją CO2 i coraz silniej naciska na tych, dla których tempo redukcji i tak jest duże. Nie trzeba tu wymieniać wartości procentowych i dat, bo tym razem diabeł nie tkwi w szczegółach. Niepokoi tendencja ogólna, nieuwzględniająca polskich uwarunkowań, starań i osiągnięć. Można to porównać do sytuacji biegacza, który ambitnie startuje do długodystansowego biegu i na pierwszych okrążeniach ma niezłe wyniki, ale organizatorzy i sędziowie każą mu wciąż przyspieszać, zwiększają obciążenie i zapowiadają, że będzie jeszcze trudniej. Mało tego, rywale wystartowali do tego biegu wcześniej, mają bogatszych sponsorów i większy wpływ na regulamin zawodów.
Pan Andrzej Kraszewski coraz częściej i dobitniej komentuje nieracjonalność sytuacji i wskazuje na wynikające z niej zagrożenia. Fakt, że robi to minister środowiska (a nie gospodarki), najlepiej świadczy o wadze problemu i jego zrozumieniu przez rząd. Potwierdzeniem tego jest również niewycofywanie się Polski z planów w zakresie energetyki jądrowej. I dobrze, bo mimo znaczących różnic „atom” i OZE mogą być antywęglowymi sojusznikami. Co więcej, jest szansa, że przybędzie im sprzymierzeniec we wspólnej walce o spełnienie unijnych dyrektyw. Chodzi o gaz łupkowy, który od pewnego czasu jest tematem medialnym, a ostatnio miał swoje ważne „pięć minut” przy okazji wizyty prezydenta USA.
W kilku miejscach świata gaz łupkowy wydobywa się na dużą skalę i z dużym zyskiem – również dla ekologii. W Polsce może być podobnie, ale… nie musi. Bo zaangażowanie amerykańskich firm poszukiwawczych i polska szansa na energetyczne eldorado wyraźnie „zaniepokoiły” niektórych zachodnich polityków (choć jeszcze nie tych najważniejszych). Wygląda na to, że wspólnota jest dla nich dobra tylko wtedy, gdy oni sami organizują i sędziują „zawody”, a my biegniemy gdzieś w ogonie. Miejmy nadzieję, że nasz rząd nie przyjmie tych dziwnych reguł, a sami – „róbmy swoje”! To dzięki nam energetyka odnawialna rozwija się coraz szybciej.
Urszula Wojciechowska
Redaktor naczelna