No cóż, to będzie porównanie dość „fantastyczne”, ale takie, które może skutecznie trafić do naszej do wyobraźni. Otóż proszę pomyśleć, że najsłynniejsza Justyna – i ostatnio w ogóle Polka – startuje w biegu długodystansowym, w którym jej groźna rywalka ma do pokonania krótszą trasę i na lepszych nartach, a w
trudnych miejscach ktoś ją mocno popycha. Ponadto przygotowaniem formy tej rywalki zajmuje się więcej dobrze opłacanych fachowców, a popularne media wyraźnie ją faworyzują. Nasza reakcja na całą tę sytuację byłaby oczywista i zapewne impulsywna – przecież to niesprawiedliwe!
To aktualne, choć wydumane i przesadzone, porównanie oddaje w publicystycznym przybliżeniu charakter rywalizacji pomiędzy energetyką odnawialną a jądrową. Łatwo bowiem zauważyć, że trudniejszy start oraz gorsze warunki zmagań i samych przygotowań ma ta pierwsza, „nasza”. Tymczasem energetyka jądrowa, mimo iż wciąż niewiele na jej temat konkretów wiemy, ma już zapewnione pół miliarda na wdrożenie programu rozwoju i 6 milionów na akcję informacyjną. „Atom” ma też swojego pełnomocnika na szczeblu rządowym, a coraz bardziej zacięta walka o lokalizację elektrowni jest mocno wspierana przez lokalne władze samorządowe. Okazuje się też, że energetyka jądrowa ma wśród rodaków coraz więcej kibiców – pewnie po części dzięki temu, że media straszą ich brakami prądu.
Wystarczy jednak odrobina rozsądku czy doświadczenia, by zdać sobie sprawę tego, że nie tylko w sporcie motorem ogólnego rozwoju jest właśnie rywalizacja, zwłaszcza uczciwa. Bardzo korzystna i dla zwycięzcy, i dla tego – z różnych powodów – drugiego. Nie ulega przy tym wątpliwości, co potwierdzają fachowe raporty, że na energetycznym rynku jest miejsce i zapotrzebowanie na energię pochodzącą zarówno z atomu, jak i z OZE. Dlatego też dziwi i martwi, że te dwie rywalki mają nierówne szanse. Wszak tracą na tym obie, a pośrednio – my wszyscy.
W wyniku tych okoliczności energetyka odnawialna zasługuje na tym większy podziw i doping. Bo ona – tak jak nasza Justyna – nigdy nie „odpuszcza”! Jej systematyczny postęp to efekt pasji i presji. Pasja – wraz z uporem, ambicją, wizjonerstwem i często przedsiębiorczym heroizmem – jest największą siłą naszego środowiska, prawdziwie sportowym „sercem do walki”. Natomiast presja ze strony unijnych dyrektyw pomaga w jakimś stopniu wyrównywać warunki rywalizacji z energetyką węglową i jądrową. Oba te czynniki pozwalają ufać, że – mimo wszystko – odniesiemy sukces… Jak nasza Justyna!
 
 
Urszula Wojciechowska
Redaktor naczelna