W ostatnim czasie w branży odpadowej mówi się o niepokojącym zjawisku, jakim jest niedobór strumienia odpadów trafiającego do regionalnych instalacji przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK-ów), wyznaczonych w wojewódzkich planach gospodarki odpadami. Choć z ustawowych zapisów wynika, że odebrane od mieszkańców odpady powinny być kierowane właśnie do RIPOK-ów, to w wielu przypadkach tak się nie dzieje. Jakimi konsekwencjami to grozi i co należałoby zrobić, aby ukrócić tego typu proceder?

Marian Kozera, prezes Przedsiębiorstwa Produkcyjno Usługowo Handlowego RADKOM

Wprowadzona rewolucja odpadowa miała na celu stworzenie zintegrowanego systemu gospodarki odpadami, opartego na najlepszych rozwiązaniach technologicznych. Jednak pierwsze problemy pojawiły się już na etapie opracowywania wojewódzkich planów gospodarki odpadami, przy wyznaczaniu RIPOK-ów. Wszyscy wtedy walczyli, aby ich instalacja otrzymała status regionalnej. Wydawało się, że takie rozwiązanie pozwoli na objęcie systemem wszystkich odpadów. Jednak rzeczywistość okazała się inna.

W pierwszych dniach stycznia br. ukazało się rozporządzenie, które dopuściło, aby zmieszane odpady komunalne nadal były kierowane na składowiska. I trudno w tym momencie w ogóle dyskutować. Ceny na składowiskach są dużo niższe niż ceny w zakładach zagospodarowania odpadów.

Aktualnie gminy ogłaszają przetargi na odbiór i zagospodarowanie odpadów, ale – co dziwne – z analizy specyfikacji istotnych warunków zamówienia, przygotowywanych przez poszczególne gminy, można wysnuć wniosek, że wszyscy świetnie zapobiegamy powstawaniu...