Na spotkaniach dotyczących współpracy samorządu i organizacji pozarządowych niejednokrotnie podnoszona jest teza, że dopuszczalna jest krytyka, ale tylko konstruktywna. Wszelkie inne protesty czy żądania nic nie wnoszą i jako takie są nieakceptowalne. Tezę tę głoszą zarówno samorządowcy, jak i przedstawiciele zorganizowanego społeczeństwa obywatelskiego. Tymczasem jest ona nie tylko błędna, ale także szkodliwa. Jako przeciwwagę dla takiego destrukcyjnego krytykanctwa najczęściej wskazuje się partnerstwo, które umożliwia wspólne poszukiwanie optymalnych rozwiązań. I niewątpliwie jest to prawda, o ile obie strony wiedzą, co to jest partnerstwo i – co więcej – posiadają zasoby i umiejętności, aby je zrealizować. Partnerstwo bez partnerów Tu pojawia się pierwsza wątpliwość. Wciąż zadziwiające jest głębokie niezrozumienie fundamentalnych idei współczesnego myślenia o rozwoju, idei, które są ważnym elementem głównych strategii przyjętych przez Unię Europejską. Chodzi w pierwszym rzędzie o rozwój zrównoważony i spójność społeczną. Niestety, niezrozumienie to nie jest wyłącznie doświadczeniem zwykłych obywateli, którym rozwój zrównoważony najczęściej kojarzy się (jeśli w ogóle) z ekorozwojem, a spójność społeczna – z pomocą najbiedniejszym. Podobnie myśli wielu decydentów, także tych działających na szczeblu lokalnym. Dla nich wydatki społeczne, przeciwdziałanie marginalizacji społecznej itp. są w najlepszym razie koniecznymi kosztami rozwoju, a nie jednym z jego celów. Można uznać, że winne jest tu zapóźnienie cywilizacyjne Polski po latach...