Ludzie często mówią, że „wszyscy oszukują, wszyscy są podatni na oszustwo”. Owszem, każdy może być oszukany, przedsiębiorstwo wodociągowe też. Lepiej więc zastanowić się nad skutkami oszukiwania i oszukańczych strategii, niż potem się dziwić i ponosić straty.
„Na wodociągowca”
Zacznijmy od popularnego ostatnio oszustwa „na wodociągowca”. Do mieszkania puka człowiek, a

najczęściej para, przedstawiając się: „Jesteśmy z wodociągów”. Nie okazują żadnych dokumentów, licząc na naiwność lokatora lub jedynie coś, co wygląda na legitymację pracownika spółki wodociągowej, ale nią nie jest. Gdy już wejdą do mieszkania, odgrywają przećwiczony spektakl. Na przykład sprawdzają ciśnienie wody, prosząc właściciela mieszkania, by w łazience odkręcał i zakręcał kran. Sposób dziecinnie prosty. Właściciel nie tylko nie widzi, jak drugi oszust plądruje jego mieszkanie, ale nawet tego nie słyszy, bo szum płynącej do wanny wody to jedno z najskuteczniejszych „szumideł”. Spółki wodociągowe, w tym Wodociągi Kieleckie, co jakiś czas ostrzegają przed takimi oszustami, ostrzega policja, a czasami nawet księża z ambon. Jednak liczba oszustw „na wodociągowca” wcale nie spada. Mam tylko nadzieję, że dzięki naszym ostrzeżeniom przynajmniej kilka osób nie dało się oszukać, a może jakichś oszustów złapano i skutecznie osądzono.
Tak oszukiwani są nasi odbiorcy. Ale i niektórzy, na szczęście nieliczni, odbiorcy oszukują nas. Kilka przykładów? Proszę bardzo. „Ale oczywiście, że ja legalnie odprowadzam ścieki, mam przecież szambo”, słyszymy. A kiedy dochodzi do kontroli, okazuje się, że owszem, szambo jest, ale „bezodpływowe” tylko z nazwy. Pojawia się też problem z rachunkami za wywóz ścieków z takiego zbiornika. Bo zginęły albo szwagier wywiózł i nie dał rachunku. Taka ściema. Ścieki lądują też w rowach, wywożone są nielegalnie na pola. Czy winni takich działań zastanawiają się nad skutkami? Kogo oszukują? Nas? Straż miejską czy gminną? Najbardziej oszukują swoje rodziny, swoich najbliższych ukochanych – dzieci i wnuki. Gdyby ich naprawdę kochali, nie zostawialiby im w spadku zanieczyszczonej przyrody, ziemi, wody.
Co pod ziemią, tego nie widać
Zdarza się też, że oszukują wykonawcy. Robimy wielomilionowe inwestycje wymagające zaangażowania dziesiątek firm i instytucji. Jakież tu pole do popisu. Możemy to też nazywać rynkową grą – wykonawca chce się jak najmniej napracować i zapłacić za materiały, ale dostać za to jak największe wynagrodzenie, my chcemy mieć jak najlepiej zrealizowaną inwestycję, a zapłacić jak najmniej. Dopóki stawiamy sprawę jasno, wszystko jest w porządku. Czasami jednak przeczuwałem albo byłem świadkiem próby oszustwa. Bo wiadomo – zakopie się pod ziemią, ziemia wszystko ukryje. Nawet lekko popękaną rurę. Co z tego, że rura straci szczelność po 20 latach, a mogłaby służyć nawet 50? Kto wtedy będzie jeszcze pamiętał o inwestycji, kogo pociągnąć do odpowiedzialności? Bywa, że oszukują dostawcy. Albo czegoś jest w zbiorniku mniej niż na zamówieniu, albo skład nie ten. Taka to już nasza codzienność.
Nie chciałbym jednak, aby moja krótka rozprawa zabrzmiała jak marudzenie albo czarnowidztwo. Polska w różnych rankingach biznesowych, poziomu korupcji itp. nie wypada najgorzej. Jest jeszcze wiele do zrobienia, ale jest też wiele krajów, gdzie interesy robi się mniej uczciwie, a poziom zaufania społecznego jest jeszcze niższy. Oszustwa nigdy nie wyplenimy, więc lepiej nauczyć się z nim radzić, no i starać się samemu być uczciwym. Oszustwo jest w naturze, i to nie tylko w naturze ludzkiej. Znają Państwo widok tej mewy z utrąconym skrzydełkiem, która ucieka przed drapieżnikiem nieporadnie po piasku, bo nie może latać? A gdy już wróg oddali się od gniazda mewy i przestanie zagrażać jej potomstwu, ptak podrywa się szybko do lotu. Rzekomo złamane skrzydło świetnie daje sobie radę, a oszukany drapieżnik może się tylko obejść smakiem. Oszukują pawie, że są takimi wspaniałymi samcami i kandydatami na partnera, a one po prostu mają wielkie kolorowe pióra, niepraktyczne i do niczego niepotrzebne przy wychowywaniu potomstwa.
Jest więc oszustwo podpadające pod odpowiednie paragrafy Kodeksu karnego, ale są też takie nasze zwykłe, codzienne, naturalne „gierki”. Jest to w ludzkiej naturze, a nawet, być może, świat bez oszustwa byłby nie do zniesienia? Kto wie? Powstały już na ten temat książki i filmy, których bohaterami są ludzie niemogący z różnych powodów kłamać, oszukiwać. Zawsze takie historie kończą się źle albo ich bohaterowie w końcu wracają do „normy”, na powrót mogą kłamać i oszukiwać tak jak inni.
Kiedy więc już oswoimy to nasze codzienne powszechne oszustwo, łatwiej będzie nam z nim żyć. I się przed nim bronić. Bo żeby oszustwo się udało, potrzebne są dwie strony – oszust i osoba (firma), która da się oszukać.

Henryk Milcarz, Prezes Wodociagów Kieleckich