Obrońcy zwierząt pomstują na cyrkowych treserów za niehumanitarne metody, którymi zmuszają zwierzęta do odruchów warunkowych. A gdzie są obrońcy przedsiębiorców, gdy ministerialni treserzy przypalają im pięty pięciusetprocentową podwyżką „opłaty marszałkowskiej”? Czyż przedsiębiorcy są mniej warci ochrony niż sympatyczne skądinąd misie? Kto wpadł na ten szaleńczy pomysł? Ale przede wszystkim – „dlaczego”? Powiedzmy prawdę, system gospodarki odpadami rzeczywiście nie działa dobrze, ale naprawiajmy system, a nie pięty. Należy jednak – po pierwsze – zadać pytanie, czy nie chcemy od systemu zbyt dużo? Jak ma się zachować przedsiębiorca, który jest zmuszany do zbiórki i uszlachetniania odpadów, co do których istnieje ryzyko, że nikt ich nie będzie chciał (po aferach z zabawkami z tworzyw sztucznych importowanych z Chin kryzys w zakresie plastików jest niemal pewny). Pozwólmy więc sobie na dygresję: gdyby nie dotacje „nasiębierne”, „odtylcowe”, skrośne itp., nigdy odpady by się nie dowiedziały, że są surowcami wtórnymi. Może się zatem i tak zdarzyć, że kiedyś ambitny treser-„przypalacz” trafi na dotacyjną protezę pięty i cały zamysł spali na panewce. Nie bądźmy doktrynerscy Nie sposób tu nie wspomnieć o coraz większych wątpliwościach, czy aby pozyskiwanie surowców – niby w imieniu środowiska – nie jest dla tegoż środowiska per saldo większym obciążeniem (poprzez np. pobór energii, zużycie wody i...