Rozmowa z Piotrem Szewczykiem

Po ogólnopolskim cyklu warsztatów szkoleniowych „RIPOK – od pomysłu do eksploatacji” ma Pan całościowy obraz systemu zagospodarowania odpadów w naszym kraju. Jak on wygląda z Pana perspektywy?

W ostatnich latach wiele samorządów uświadamia sobie konieczność współdziałania w zakresie realizacji zadania własnego w dziedzinie gospodarki odpadami, w tym przede

wszystkim budowy instalacji do ich przetwarzania. Powstaje zatem coraz więcej inicjatyw wspólnie realizujących tego typu idee. Nie bez znaczenia jest tutaj pozyskanie środków, głównie z funduszy pomocowych Unii Europejskiej. Bez tego wsparcia większość tych przedsięwzięć byłaby niemożliwa do przeprowadzenia. Mimo tego mapa Polski bardzo powoli zapełnia się siecią instalacji na miarę XXI w. zastępujących stare składowiska. Na taką kompleksową sieć trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Cieszy mnie duże zainteresowanie, wyrażane podczas warsztatów, nie tylko samym procesem inwestycyjnym i jego organizacją, ale także procedurą tworzenia i współpracy w ramach związku międzygminnego, w którym działam. Formuła ta jest coraz bardziej popularna. Przykładem tego są choćby związki powstałe ostatnio w Wielkopolsce, skupione wokół Poznania i Leszna.

 

Po przyjęciu wojewódzkich planów gospodarki odpadami od jesieni 2012 r. regionalne instalacje przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK) miały stać się jedynymi miejscami, gdzie będą trafiały odpady komunalne. Niestety, z różnych miejsc kraju docierają do nas głosy, że nie wygląda to tak „różowo”. Dlaczego?

W ostatnim czasie mamy do czynienia z bardzo niepokojącym zjawiskiem „wyciekania” strumienia odpadów z dopiero co powołanego do życia systemu instalacji regionalnych. Takie sygnały napływają ze wszystkich stron Polski. Problem dotyczy większości nowych instalacji, wybudowanych z dofinansowaniem z UE. Może to nie tylko przełożyć się na koszty jednostkowe eksploatacji takich instalacji, ale również zagrozić trwałości projektów i osiągnięciu planowanych efektów ekologicznych. Jest to prawdopodobnie skutkiem konkurencji obiektów, które – nie spełniając wymagań dla RIPOK-ów – stosują dumpingowe ceny, próbując tym sposobem przejąć strumień odpadów. Mam nadzieję, że kontrole powołanych do tego organów wyjaśnią tę sytuację i doprowadzą do uszczelnienia systemu zgodnie z prawem.

Także skierowanie do własnej gminnej instalacji pełnego strumienia odpadów, w tym pochodzących z selektywnej zbiórki, budzi w niektórych interpretacjach prawnych wątpliwości. Problem ten powinien zostać natychmiast wyjaśniony, brakuje bowiem jednoznaczności w obowiązujących przepisach prawnych. Może to skutkować nie tylko zagrożeniem trwałości projektów dofinansowywanych z UE, które uzyskały wsparcie pod warunkiem przyjmowania całego strumienia odpadów, ale także wzrostem opłat za odbiór odpadów, ponoszonych przez mieszkańców. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że po 1 lipca br. system zostanie uszczelniony, a patologie – wyeliminowane.

 

Jakie są największe wyzwania, przed którymi stają kierujący RIPOK-ami?

Problemów, jakie napotykamy, jest mnóstwo. Poza niepewnym i niekontrolowanym przez nikogo strumieniem odpadów pojawia się także wiele wątpliwości natury prawnej, dotyczących np. zawierania umów z dostawcami odpadów. Jak ukształtować warunki umowne w różnych warunkach przetargowych, ogłaszanych przez gminy? Jak przygotowywać i przekazywać sprawozdania z odzysku odpadów ze strumienia odpadów zmieszanych? Zaskakują nas też działania podejmowane przez niektóre samorządy, które – choć mają własną instalację, wybudowaną w ramach związku międzygminnego – ogłaszają przetarg na odbiór i zagospodarowanie odpadów, pozbawiając ten obiekt strumienia najbardziej wartościowych odpadów. Niestety, takie przypadki nie należą do rzadkości. Są to koszty demokracji czy sobiepaństwo i niezrozumienie interesu społecznego? Budując instalację i wydatkując na ten cel publiczne środki, samorząd powinien zapewnić także jej eksploatację, a to jest niemożliwe bez pełnego, zgodnego z założeniami i studium wykonalności, strumienia odpadów.

 

Próbą odpowiedzi na problemy, z jakimi borykają się zarządzający instalacjami, jest inicjatywa powołania rady przedstawicieli RIPOK-ów. Pan jest jednym z jej „ojców chrzestnych”. Jakie cele stawiają sobie jej uczestnicy?

RIPOK-i – mimo uprzywilejowanej prawnie pozycji w zakresie ukierunkowania do nich trzech podlegających regionalizacji strumieni odpadów – narażone są na wiele zagrożeń. Podstawowym jest egzekucja prawa. Drugim – niejasność przepisów i ich wieloznaczność, co daje szerokie pole do interpretacji. Brakuje także modelu współpracy RIPOK-u z instalacjami zastępczymi w regionie. Mając to na uwadze, uznaliśmy, że wskazane jest powołanie gremium reprezentującego instalacje wybudowane w celu zagospodarowania odpadów, gdzie samorządy i inwestorzy prywatni, korzystając ze współfinansowania z funduszy UE i środków krajowych, podjęli wyzwanie i ponieśli ryzyko budowy nowoczesnych instalacji. Celem rady RIPOK-ów jest stworzenie forum wymiany doświadczeń w skali całego kraju oraz udział w doskonaleniu prawa zarówno istniejącego, jak i nowo tworzonego. Chcemy także ukazywać problemy i zagrożenia, jakie RIPOK-i napotykają w aktualnych realiach, aby nasz kraj miał szansę nadrobienia zapóźnieni będących efektem ostatnich 20 lat ekstensywnej gospodarki w tym jakże ważnym społecznie obszarze. Mam nadzieję, że nasze ideały, jakimi są systemy w krajach skandynawskich czy w Niemczech i Austrii, są możliwe do osiągnięcia w Polsce w ciągu następnych dwóch dekad.

 

Rozmawiał Tomasz Szymkowiak

 

Wywiad przeprowadzony drogą elektroniczną.

 

Cykl warsztatów szkoleniowych „Regionalna instalacja przetwarzania odpadów komunalnych – od pomysłu do eksploatacji” dofinansowano ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

 

Piotr Szewczyk
Piotr Szewczyk