Ktoś kiedyś powiedział, że „życie to sztuka wyboru” i na pewno jest w tym stwierdzeniu wiele prawdy. Ciągle bowiem musimy decydować, a zatem zastanawiać się, którą „drogą” podążać do celu. Wybory stoją zarówno przed jednostkami, jak i przed całymi społecznościami. Do tych najważniejszych, mających wpływ na rozwój kraju, należą wybory

polityczne – samorządowe, parlamentarne i prezydenckie.

Jednak oprócz tych elekcji, na szczeblach ministerstw i parlamentu dokonywane są – również bardzo ważne – wybory ścieżek rozwoju kraju. Jako kraj jesteśmy właśnie w trakcie podejmowania jednej z takich istotnych decyzji w gospodarce odpadami komunalnymi. To, jakiego wyboru dokonają rządzący krajem, zadecyduje o przyszłości tej gałęzi ochrony środowiska i być może o tym, czy i jak duże kary zapłacimy wobec braku realizacji wymogów stawianych krajom członkowskim przez Komisję Europejską.
Według Andrzeja Kraszewskiego, ministra środowiska, jest duża szansa, że prace parlamentarne nad ustawą zmieniającą zasady prowadzenia gospodarki odpadami komunalnymi będą mogły rozpocząć się we wrześniu br. Minister mówił o tym w Legionowie, gdzie w wyniku referendum miasto przejęło obowiązki mieszkańców w zakresie gospodarki odpadami. Właśnie taki system, w którym właścicielem odpadów jest samorząd, ma – zdaniem m.in. ministra Kraszewskiego – pomóc w realizacji naszych traktatowych zobowiązań.
Jest to model, który sprawdził się w większości państw członkowskich. Pozostaje tylko zapytać: jak zadziała on w naszym kraju i jak odnajdą się w nim polskie gminy? Do pesymistycznych rozważań skłaniać może opublikowany w kwietniu br. raport Najwyższej Izby Kontroli, w którym samorządom stawianych jest wiele zarzutów dotyczących niewykonywania ich ustawowych zadań. Oczywiście, można się tłumaczyć brakiem pieniędzy. Są jednak obowiązki – te politycznie opłacalne – które realizuje się, nawet przy niewystarczających środkach. Bo często o podjęciu lub zaniechaniu działań decyduje chłodna kalkulacja wyborczego poparcia, a nie interes publiczny, osiągany w dłuższej, niż kadencyjna, perspektywie.
Jeżeli więc samorządy dostaną tzw. własność odpadów, to może warto pomyśleć o przygotowaniu narzędzi restrykcyjnych, które będą mogły być stosowane wobec tych włodarzy gmin (wójtów, burmistrzów, prezydentów, a może też radnych), którzy w swych wyborczych kalkulacjach będą pomijać interesy sozologii? Ale tak, by ewentualne kary dotykały autorów zaniechań, a nie lokalne społeczności. Te ostatnie zaś niewątpliwie trzeba intensywnie edukować, by w swych wyborczych preferencjach uwzględniały także ochronę środowiska i tych, którzy chcą działać także dla przyszłych pokoleń, a nie kierują się tylko doraźnym interesem wyborczym.
Oby zatem planowane przekazanie dodatkowych uprawnień i obowiązków samorządom okazało się trafnym wyborem i zdopingowało gminy do rzetelnej realizacji nakładanych na nie zadań w gospodarce odpadami.
 
Piotr Strzyżyński
z-ca redaktor naczelnej