Do połowy lat 80. ubiegłego wieku badania nad znaczeniem terenów zieleni w miastach koncentrowały się na ich wartości przyrodniczej. Dopiero artykuł Rogera S. Ulricha pt. „View through a window may influence recovery from surgery”, opublikowany w czasopiśmie „Science”, odmienił tę sytuację. Badacz udowodnił w nim, że samo oglądanie zieleni z okna może zmniejszać ból i przyspieszać powrót do zdrowia chorych po operacji. Artykuł ten stał się kamyczkiem, który wywołał lawinę podobnych badań, jednoznacznie wykazujących wszechstronne znaczenie społeczne terenów zieleni miejskiej.

Niestety, świadomość tego faktu nie jest powszechna. Najnowszym tego przykładem jest dyskusja w sprawie ogrodów działkowych. Niemal wszyscy się zgadzają, że tereny te nie powinny służyć wyłącznie działkowiczom, że lepiej byłoby w ich miejsce założyć np. parki publiczne, służące wszystkim mieszkańcom. Sęk w tym, że nawet gdyby tereny te nie padły ofiarą deweloperów, a rzeczywiście zamieniono by je na parki, to korzyści płynących z ogrodów działkowych nie da się zastąpić, gdyż użytkują je odmienne grupy społeczne, w zupełnie inny sposób. Przy czym czas spędzany w kontakcie z zielenią na popularnych działkach jest zdecydowanie dłuższy niż w parkach. Nie trzeba zatem tłumaczyć, jak duży wpływ na zdrowie użytkowników mają ogrody działkowe, w porównaniu do parków. A przecież trzeba jeszcze wziąć pod uwagę...