Gdy zaczyna padać śnieg, zwykle widzimy wokół siebie tylko niepozorny biały puch. Zaczyna on jednak przeszkadzać, gdy utrudnia poruszanie się po chodnikach i ulicach. Rzadko jednak zwracamy uwagę na to, co leży na dachach. A leży tam dużo, nawet bardzo dużo.

W Krakowie w nocy z 25 na 26 marca 1845 r., „(…) bliscy mieszkańcy kościołów pokrytych blachą miedzianą, przebudzeni byli (…) łoskotem i przelękli się mniemaiąc, że to iest huk działowy, a to były tylko massy śniegu spadaiące na ziemię (…)”1. Na szczęście wydarzyło się to w nocy i nikt z tego powodu nie ucierpiał.

Władze miejskie kontra śnieg

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że warstwa 1 m2 świeżego śniegu o grubości 15 cm waży ponad 30 kg, a mokrego cztery razy więcej. Wprawdzie obecnie, gdy dachy są płaskie, nie występują takie przypadki jak opisany na wstępie. Ale nagromadzenie na dachach śniegu – w postaci czy to równomiernej warstwy, czy śnieżnych nawisów – stwarza olbrzymie zagrożenie dla konstrukcji dachów lub przechodzących osób.

Z tego powodu od dawna władze miejskie starały się przeciwdziałać temu zjawisku. Zbieg okoliczności sprawił, że możemy obecnie porównać, jak władze w tym samym czasie – ale różnych zaborach – podchodziły do tego problemu. Przykładem działań formalnych, by nie...