Partycypacja, choć już spowszechniała, nadal budzi dyskusje o jej skuteczności. Nieumiejętnie prowadzona, może prowadzić do „koszmaru partycypacji” – frustrujących, fasadowych dyskusji. Odpowiedzią jest pragmatyzm, wdrożeniowość i odpowiedzialność we współpracy z mieszkańcami.

Działania partycypacyjne są dziś realizowane w wielu samorządach. Spotkania z mieszkańcami, wyłożenia planów miejscowych, dyskusje i warsztaty to powszechny element lokalnej demokracji. Wydawałoby się zatem, że po wielu latach funkcjonowania samorządów kwestia angażowania mieszkańców jest czymś oczywistym. Sposób prowadzenia procesów partycypacyjnych i jej skuteczność nadal wywołują jednak dyskusje co do jej skuteczności i zasadności.

Partycypacja nie zawsze idealna

Często krytyka wychodzi od samych mieszkańców, którzy w widzą w partycypacji działania pozorowane i chęć „przegadywania”, a nie rozwiązywania problemów. W innych przypadkach wysłuchania i debaty stają się wentylem dla mieszkańców, którzy wyrażają swoje niezadowolenie. Stałym problemem wielu z procesów jest niska frekwencja i brak zaangażowania, który prowadzi do kwestionowania reprezentatywności. Samorządowcy angażujący się w procesy partycypacyjne często obawiają się wzniecania konfliktów i nie widzą korzyści płynących ze współpracy. Ponadto profesjonalne przygotowanie procesów – informowanie, logistyka, angażowania specjalistów – jest związane z dodatkowymi kosztami. W najgorszym wypadku obydwie strony widzą w partycypacji raczej rodzący frustrację problem i wymuszony obowiązek niż korzyść.

Wymienione powyżej dylematy sprawiają, że idea partycypacji podlega krytycznej debacie w środowisku osób zajmujących...