Rozpoczęła się VI kadencja Sejmu. Co przyniosą kolejne dni nowych rządów – czas pokaże. Nastała pora podsumowań i rozliczeń, a przede wszystkim wytyczania kierunków działań na przyszłość. Na co szefowie poszczególnych ministerstw, szczególnie rozwoju regionalnego i środowiska, powinni zwrócić uwagę? W którą stronę zdążać, by Polska ustawicznie rozwijała się,
ale w sposób zrównoważony i przyjazny środowisku?
Koalicja PiS – Samoobrona – LPR trwała tylko dwa lata, jednak nawet tak krótki czas wystarczył, by przeprowadzić wiele zmian.
Jednym z działań realizowanych przez Ministerstwo Środowiska pod kierownictwem prof. Jana Szyszki było wyznaczanie sieci Natura 2000. Przez dwa lata w resorcie przeprowadzano inwentaryzację istniejących obszarów o szczególnym znaczeniu dla środowiska. W wyniku tych prac sieć Natura 2000 obejmuje aktualnie 13,5% terytorium Polski. Do tej kwestii odniósł się również prof. Maciej Nowicki, nowy minister środowiska. Podczas konferencji prasowej, która odbyła się 6 grudnia 2007 r. w siedzibie resortu, prof. Nowicki powiedział, że do połowy br. chce zamknąć listę wszystkich obszarów Natury. – Dopiero wówczas będzie to dobre narzędzie, które wskaże, jakie inwestycje mogą być wykonywane i jakie rekompensaty mają być wyznaczane, jeżeli konieczne będzie zrealizowanie przedsięwzięcia na takim chronionym obszarze – przekonywał minister środowiska.

Zmiana prawa
Ponadto w minionej kadencji dokonano zmian w przepisach prawnych i przygotowano szereg projektów (m.in. o powstaniu Państwowej Agencji Ochrony Środowiska, o organizmach genetycznie modyfikowanych, o międzynarodowym przemieszczaniu odpadów). Zmiany Prawa ochrony środowiska dostosowała polski system prawny do przepisów unijnych. Aktualnie mamy uporządkowane m.in. wymogi dotyczące postępowań prowadzonych w zakresie ocen oddziaływania inwestycji na środowisko. Nowością w ustawie są przepisy dotyczące Rejestru Uwalniania i Transferu Zanieczyszczeń – Resort środowiska w tej krótkiej kadencji podjął wiele prac, które należałoby docenić – twierdzi Dariusz Matlak, prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami. – Tu przede wszystkim chciałbym pogratulować odwagi. Mimo, że podniesienie opłat marszałkowskich cały czas budzi wiele kontrowersji, należy docenić decyzję rządu, że musi to wreszcie nastąpić. O konieczności wzrostu opłat za składowanie mówiło się od lat, tak jak o tym, że należy segregować odpady, poddawać je procesom odzysku i recyklingu. Ale właśnie w tym tkwił problem: że tylko się o tym mówiło. – Szkoda, że wzrost opłat nastąpił tak późno i w efekcie podwyżka musiała być taka drastyczna. Dzięki temu może wreszcie coś drgnie w gospodarce odpadami – konstatuje D. Matlak. – Mam nadzieję, że ta śmiałość poczynań i ta konsekwencja zamierzeń zostanie utrzymana. To dobrze wróży na przyszłość.
Jeśli chodzi o zmiany w prawie, to bardzo dobrym posunięciem była nowelizacja Prawa zamówień publicznych. – Ministerstwo Rozwoju Regionalnego znalazło sposób, żeby zahamować pieniactwo przy rozstrzyganiu przetargów – mówi Jerzy Jacek Rybiński, prezes Polskiego Stowarzyszenia Beneficjentów Funduszy Pomocowych. – Zastosowano prosty zabieg: chcesz złożyć protest, to złóż wadium w kwocie odpowiadającej wielkości przetargu. I wtedy zostanie podjęta procedura. A więc trzeba zapłacić za to, żeby ktoś się tym protestem zajął. Wobec tego zaczęto ważyć, czy argumenty są dostatecznie silne, by instytucja protestująca miała szansę obronić swoje zdanie i podważyć rozstrzygnięcie przetargu. Prezes Rybiński dodaje, że tym samym uniemożliwiono zabawę niebezpiecznymi narzędziami. To było rozwiązanie, dzięki któremu w tej chwili następuje ogromne przyspieszenie w rozstrzyganiu przetargów. – Pazerność czy pieniactwo jakiegoś prezesa nie mogą prowadzić do kar za niezrealizowane zobowiązania akcesyjne – ostrzega Rybiński.
Pozostając na polu działań MRR-u, warto zwrócić uwagę na fakt, że w minionej kadencji uproszczono również procedury ubiegania się o środki pomocowe i ich rozliczanie. Ponadto, co podkreślało wielu beneficjentów i przedstawicieli organizacji pozarządowych, resort ten zawsze był gotowy na dialog. – Nasze Stowarzyszenie zajmuje się kontaktami z rządem na bazie współpracy z beneficjentami. Takiego dobrego okresu współpracy, jaki był przez ostatnie dwa lata z MRR-em, nigdy wcześniej nie było – twierdzi z przekonaniem J.J. Rybiński. – W ostatnich dwóch latach z marszu zostało wdrożonych wiele praktycznych rozwiązań, sugerowanych przez beneficjentów, które nie wymagały zmian ustawowych. Po raz pierwszy na poziomie instytucji zarządzającej ktoś chciał słyszeć głos beneficjentów. Znakomicie to funkcjonowało.
Pozytywnie w kontekście działań MRR-u wypowiada się również D. Matlak. Stawia on najwyższe noty szefostwu resortu, szczególnie za działania w zakresie Programu Operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko”. W liście projektów zakwalifikowanych do dofinansowania znalazły się bowiem także zadania związane z gospodarką odpadami. Według niego, oznacza to, że w Ministerstwie dostrzeżono i nadano właściwą rangę tej dziedzinie. – Wielki plus dla resortu za otwartość na współpracę z organizacjami przedsiębiorców i z beneficjentami, a także za doskonałe działania promujące fundusze unijne – mówi prezes PIGO.
Jak twierdzi Ludwik Węgrzyn ze Związku Powiatów Polskich, w przyjętej perspektywie finansowej 2007-2013 właśnie rozwój regionalny będzie determinował to, czy Polska będzie szła do przodu, zatrzyma się czy też uwsteczni. – Samorządy są bardzo zadowolone z dotychczasowej współpracy z MRR-em pod kierownictwem Grażyny Gęsickiej, ale równocześnie są pełne nadziei, że nowa minister będzie kontynuować tę linię polityczną, jaka była do tej pory prezentowana, a może ją nawet pogłębi – mówi L. Węgrzyn.
W opinii środowisk pozarządowych nie wszystko jednak funkcjonowało należycie. Jednym z mankamentów rządzenia poprzedniej ekipy był brak kreatywnej współpracy pomiędzy poszczególnymi resortami. To powodowało, że w gospodarce odpadami ciągle mamy bałagan, niedoprecyzowane i często sprzeczne prawo, w którym zaczynają się gubić nawet najmędrsze głowy. – W Polsce powinna być jedna instytucja odpowiedzialna za gospodarkę odpadami – przekonuje Tomasz Uciński, prezes Krajowej Izby Gospodarki Odpadami. – Nie może być tak, że Ministerstwo Budownictwa tworzyło swój system w oparciu o ustawę o utrzymaniu czystości i porządku w gminie, Ministerstwo Środowiska podpierało się ustawą o odpadach, a Ministerstwo Rolnictwa ustalało własne zasady w ustawie nawozowej.
Dariusz Matlak uważa, że należałoby postawić duży minus Ministerstwu Budownictwa. – Praktycznie zmarnowaliśmy dwa lata na bezowocnych debatach dotyczących nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Jak twierdzi prezes PIGO, każda kolejna wersja projektu tej ustawy była gorsza od poprzedniej, a ostatnia z nich spotkała się ze sprzeciwem wszystkich – zarówno prywatnych przedsiębiorców, firm komunalnych, jak i samorządów. – Po raz kolejny okazało się, że rozdzielenie spraw gospodarki odpadami pomiędzy resort budownictwa i środowiska jest bardzo szkodliwe i powoduje nakładanie się kompetencji – dorzuca Matlak. – Potrzeba zatem ściślejszej koordynacji działań pomiędzy MRR-em oraz resortami środowiska, infrastruktury i gospodarki.
Poczynania poprzedniego rządu Przemysław Gonera, przewodniczący Konwentu Prezesów Zarządów Wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, prezes WFOŚiGW w Poznaniu, ocenia w kontekście ostatnich 15 lat. – Podjęto wiele działań, mających usprawnić inwestycje i pozyskiwanie środków unijnych jednak forsowany projekt zlikwidowania wojewódzkich funduszy groził destabilizacją bardzo dobrze funkcjonującego systemu finansowania ochrony środowiska w Polsce. Jego zdaniem, dobrze, że nowy minister środowiska jednoznacznie opowiedział się za utrzymaniem WFOŚiGW i wykorzystaniem ich doświadczeń w realizacji projektów unijnych. – Trzeba podkreślić, że wojewódzkie fundusze są regionalnymi instytucjami finansów publicznych. Nie ma w regionie innych podmiotów, które oferowałyby inwestorom tak tanie środki finansowe – twierdzi P. Gonera. – Proponowana likwidacja tego źródła finansowania spowodowałaby, że nagle gminom zabrakłoby instytucji, która mogłaby im pomóc dofinansować przedsięwzięcie do 70-90% kosztów kwalifikowanych.
Wiele niezbędnych działań, dofinansowywanych ze środków unijnych, utknęło w martwym punkcie – ze względu na zmianę cen wykonawstwa robót budowlano-montażowych, projektów i konsultingu. Od momentu naszej akcesji do Unii ceny te wzrosły niemal dwukrotnie, a przy tym umocniła się złotówka. – Za przychodzące do Polski euro nie da się dziś kupić tej samej ilości materiału i wykonać tej samej roboty, bo wartość w złotówkach dofinansowania unijnego jest zdecydowanie niższa, a na to nie mają wpływu ani beneficjenci, ani organizatorzy systemu – twierdzi J.J. Rybiński. – Rząd minionej kadencji twierdził, że tej sytuacji nie dało się przewidzieć, dlatego mamy teraz dylematy, skąd pozyskać dodatkowe środki na inwestycje. A przecież taka sytuacja miała miejsce niemal we wszystkich krajach starej Unii, więc dlaczego nie miała zdarzyć się również w Polsce? Prezes PSBFP dodaje jednak, że z tej negatywnej sytuacji MRR wyciągnął fantastyczne wnioski. – Dziś przychodzące do nas euro przechodzi przez budżet państwa i do beneficjentów trafia już w złotówkach. Dzięki temu różnice kursowe bierze na siebie państwo. Pozostaje mieć nadzieję, że obecny rząd również zaakceptuje to rozwiązanie.

Nie stracić euro
Co na przyszłość? Jakie działania należałoby podjąć w pierwszej kolejności? Jakie dziedziny dotyczące gospodarki komunalnej i ochrony środowiska są priorytetowe? – na te pytania starają się odpowiedzieć zarówno nowa formacja rządząca, jak i samorządy i organizacje pozarządowe. Nie jest tajemnicą fakt, że punkt widzenia niejednokrotnie zależy od punktu siedzenia. Wszelkie oddolne inicjatywy to głos praktyków, którzy widzą problemy lokalnie, na własnym terenie, we własnej branży. Na ile rzucone przez nich hasła znajdą odzew wśród nowych ministrów – pokaże przyszłość.
Grażyna Gęsicka, była minister rozwoju regionalnego, w swoim wystąpieniu z początku listopada ub.r. powiedziała, że „wykorzystanie dostępnych środków, tempo i sposób prac promujących rozwój i zaawansowanie tworzenia oraz wdrażania nowego systemu dla perspektywy 2007-2013 potwierdzają słuszność decyzji o powołaniu MRR-u oraz są najlepszą rekomendacją dla kontynuowania jego działalności”. Jakie zatem zadania stoją przed resortem dziś, u progu kolejnej kadencji sejmu?
- Do końca 2008 r. trzeba wydać wszystkie dostępne środki z perspektywy 2004-2006 – mówi G. Gęsicka. – W większości programów mamy dobre wyniki, jednak np. program dla rybołówstwa wymaga stałej uwagi. Nowy minister będzie miał cały rok na rozwiązanie tego problemu, tak aby nie stracić ani jednego euro ze środków przyznanych przez Unię.
Podobne zdanie w tym zakresie ma obecna minister rozwoju regionalnego – Elżbieta Bieńkowska. Podczas konferencji prasowej z 28 listopada ub.r. minister przedstawiła priorytety MRR-u, które można streścić w trzech słowach: „Faster, fewer, better”. – „Faster” znaczy, że powinniśmy szybciej wydawać unijne środki. „Fewer” oznacza mniej procedur, a „better” – że powinniśmy nie tylko wydawać przyznane nam środki do ostatniego eurocenta, ale wykorzystywać je w sposób jak najbardziej efektywny, czyli przeznaczać je na projekty przynoszące rzeczywisty wzrost gospodarczy i zmniejszanie różnic między regionami – tłumaczyła minister. Stąd wśród najpilniejszych zadań znalazły się maksymalne wykorzystanie środków z perspektywy finansowej 2004-2006, uzyskanie akceptacji Komisji Europejskiej dla wszystkich programów operacyjnych na lata 2007-2013 (uzyskały ją już wszystkie programy), podpisanie kontraktów wojewódzkich oraz uczestnictwo w europejskiej dyskusji nt. kształtu polityki spójności po 2013 r.
- Stworzyliśmy taką dobrą strukturę: Instytucję Zarządzającą, czyli MRR, i Instytucję Pośredniczącą, czyli resort środowiska. I wreszcie dostrzeżono nas, wojewódzkie fundusze. W czerwcu ub.r. podpisaliśmy umowę i oto jesteśmy Instytucją Wdrażającą oś priorytetową I i II, czyli gospodarkę wodno-ściekową i gospodarkę odpadami Funduszu Spójności – powiedział P. Gonera. – Zadań nam na szczęście przybyło, mamy kompetentną kadrę, która doskonale sobie radzi z tymi tematami i mam nadzieję, że ten system finansowania ochrony środowiska przetrwa przynajmniej do końca okresu przejściowego, czyli do 2015 r. My chcemy pracować. Dlatego dla nas najważniejsze jest, żeby strona rządowa dostrzegła nasze zaangażowanie i to, że działamy od 15 lat wg określonego schematu, który okazuje się zbieżny z procedurami obowiązującymi w Unii, i że chcemy wspomóc beneficjentów od strony logistycznej, ale również korzystnymi pożyczkami dla samorządów na wkład własny. Słowa prezesa Gonery potwierdza Krzysztof Mączkowski, wiceprezes WFOŚiGW w Poznaniu: – Wojewódzkie fundusze to nie tylko jednostki finansujące. Dysponujemy też stabilną, merytoryczną kadrą, która jest w stanie pomagać wnioskodawcom w uzupełnieniu środków do inwestycji o środki unijne, a także wspomagać beneficjentów w zakresie przygotowania wniosków, na etapie realizacji inwestycji i ich rozliczania.
Do kwestii wojewódzkich funduszy odniósł się również nowy minister środowiska: – Polska ma sprawdzony w kilkunastoletniej praktyce system finansowania ochrony środowiska. Próby jego zlikwidowania w momencie, kiedy przed naszym krajem stoją tak wielkie wyzwania, mogłyby skończyć się katastrofą – twierdzi prof. Nowicki. – Nie poradzilibyśmy sobie z absorpcją środków unijnych. Przecież fundusze ekologiczne mają już doświadczenie przy wykorzystaniu licznych europejskich programów, np. Phare czy ISPA.
Wykonanie potężnej ilości przedsięwzięć z zakresu ochrony środowiska, gospodarki odpadami i gospodarki wodnej wymaga nie tylko dofinansowanie zewnętrznymi środkami unijnymi, ale również wkładu własnego po stronie samorządów. A do uporządkowania w tej dziedzinie jest wiele spraw. Co prawda, w minionej kadencji sejmu nastąpiło radykalne zwiększenie puli środków przekazywanych na dofinansowanie inwestycji proekologicznych przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a wartość wszystkich realizowanych obecnie kontraktów w ekoinwestycjach Funduszu Spójności koordynowanych przez NFOŚiGW wynosi blisko 2 mld euro, ale mimo to mamy opóźnienia w realizacji tych przedsięwzięć.
Na konferencji prasowej Narodowego Funduszu podczas Targów POLEKO 2007 przedstawiono propozycję nowych rozwiązań na przyszłość, które mają ułatwić działania beneficjentom. Dotychczas beneficjent otrzymywał środki dopiero po dokładnym sprawdzeniu. – Była zbyt duża ingerencja w te wnioski – przyznaje prezes Rybiński. – Każda instytucja pośrednicząca wtykała tam swój palec, a przez to czas pozyskania dotacji znacząco się wydłużał. Obecnie ma być tak, że beneficjent zaplanuje sobie jakąś kwotę na inwestycję, dostanie na nią środki, a później się z nich rozliczy. Teraz jest więc wycofywanie się z tego „wtykania palca”, pozostawiając większą swobodę beneficjentom. Oczywiście zwiększa się tym samym ryzyko beneficjenta, ale to uczy samodzielności i podejmowania większej odpowiedzialności za własne decyzje. Oby tak dalej.
Rozwój regionalny w wydaniu samorządowym jest elementem niezbędnym, aby Polska kroczyła naprzód. 17 lat funkcjonowania samorządów jest dowodem na to, że reforma administracyjna była decyzją skuteczną i przynoszącą dobre efekty. Jak twierdzi Ludwik Węgrzyn, do kontynuacji tej drogi niezbędne jest znalezienie odpowiedzi na kilka pytań. – Na ile rozwój regionalny na poziomie województwa jest autonomiczny w stosunku do centrali, czym jest samorząd – sumą potrzeb i pomysłów członków wspólnoty samorządowej czy realizacją pewnych z góry przyjętych rozwiązań i wizji przyszłej Polski? – pyta L. Węgrzyn. – Dla samorządów najważniejszą kwestią jest dziś określenie horyzontu czasowego zadłużania się jst. Dzisiaj zaciągnięte zobowiązania na zrealizowanie przedsięwzięć determinują przyszłość, bo można zostawić taki bagaż następnym władzom, że się nie pozbierają. Tych unormowań, przede wszystkich prawnych, oczekują samorządy w najbliższej perspektywie czasowej.

Ekologia musi się opłacać
Podczas konferencji prasowej minister środowiska zaznaczył, że w kwestii gospodarki odpadami mamy znaczne zaległości w stosunku do naszych zobowiązań zapisanych w Traktacie Akcesyjnym i musimy zrobić wszystko, aby poprawić prawo dotyczące odpadów.
- Przez ostatnie dwa lata miałem wrażenie, że nie kroczymy właściwą drogą, jeśli chodzi o gospodarkę odpadami w Polsce – twierdzi Frédéric Petit, przewodniczący Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami. – Podstawową rzeczą w tym zakresie winno być umacnianie porządku regionalnego. W ustawie wszystko jest zapisane, ale to dokument bardzo złożony. Nie może być tak, że projekt ustawy o odpadach narzuca obowiązek tworzenia związków międzygminnych. Zgodzę się z ideą, że gospodarowanie odpadami winno być na poziomie regionu, obejmować 1,5-2 mln mieszkańców, opierać się na znajomości danego terenu i dobrej współpracy między gminami. Ale ustawa nie może zmuszać do takich związków.
Jak twierdzi Tomasz Uciński, Polska w zakresie gospodarki odpadami powinna kierować się wzorem starych krajów Unii. Wymyślanie polskiej ścieżki jest stratą czasu. – Oczywiście, nie przeniesiemy wszystkiego wprost, bo to są za duże koszty. Ale powinniśmy dążyć do określonego modelu i wesprzeć go rozwiązaniami legislacyjnymi i zachętami ekonomicznymi dla różnych branż, np. do wykorzystania energii z odpadów – mówi prezes KIGO. – Jeżeli wysortujemy odpady mające wartość energetyczną i wytworzymy z nich paliwo alternatywne, to można je będzie wykorzystać w miejskich systemach ciepłowniczych, które tego potrzebują, zamiast czerpać z innych źródeł energii. Źródła energii pochodzące z odpadów powinny  być uznane za odnawialne. Zamiast składować to, co ma wartość energetyczną, trzeba  energetycznie to wykorzystać. Nie może być tak, że 98% odpadów jest nadal składowanych, a tylko 2% podlega odzyskowi i wykorzystaniu. To należy zmienić.
Wśród koniecznych, pilnych rozwiązań branżowcy wymieniają ponadto unormowanie spraw wykorzystania odpadów do produkcji kompostu. W Polsce nie ma możliwości prawnych, by klasyfikować komposty do różnych klas. Albo produkujemy nawóz organiczny, który można uzyskać jedynie z selektywnie zbieranych odpadów organicznych, albo uzyskujemy odpad, którego wykorzystanie rodzi różne problemy. – Odpowiednie zapisy w prawie pozwoliłyby na wykorzystanie kompostu gorszego jakościowo np. przy budowie dróg czy w zieleni miejskiej – mówi T. Uciński. Zatem jakie kierunki na przyszłość proponuje KIGO? – Należy stworzyć model spójny, który byłby w pewnym sensie zarządzany np. przez proponowane w nowelizacji ustawy o odpadach związki komunalne oraz gminy. My nie chcemy przejmować rynku firm prywatnych, chcemy jedynie jego uporządkowania z korzyścią dla środowiska i mieszkańców – postuluje T. Uciński. – Uważamy, że podwyższenie opłat marszałkowskich jest konieczne, natomiast ten sygnał powinien nadejść kilka lat wcześniej, z podaniem konkretnych dat wejścia w życie tych podwyżek. One powinny zostać rozłożone w czasie. Instrument oddziaływania na gospodarkę odpadami poprzez podnoszenie opłat marszałkowskich zastosowano za wcześnie.
Zdaniem D. Matlaka, żeby gospodarka odpadami w Polsce dobrze funkcjonowała, muszą zadziałać w niej mechanizmy rynkowe i zasady uczciwej konkurencji. – My, jako przedsiębiorcy prywatni, chcielibyśmy, by zrozumiano, że gospodarka odpadami jest taką samą dziedziną gospodarki jak każda inna. Konkurencji rynkowej nie można  traktować jako dopust boży. Nic lepszego niż rynek i konkurencja nie wymyślono w systemie demokratycznym – twierdzi prezes PIGO. To również zadanie dla ekipy rządzącej – potrzebne jest zrozumienie, że biznes nie kłóci się z ekologią. – Ekologia też powinna się opłacać, wtedy będziemy wybierać rozwiązania efektywne, które nie spowodują nieuzasadnionego wzrostu cen dla mieszkańców – dodaje D. Matlak.
Gospodarka odpadami w Polsce musi w najbliższym czasie ulec przeobrażeniu. W opinii samorządów przede wszystkim należałoby wyposażyć władze lokalne czy regionalne w większe władztwo administracyjne. – Dzisiaj, chcąc zrealizować jakąś inwestycję, trzeba przeprowadzić ocenę oddziaływania na środowisko i pokonać opór ludzki przed danym przedsięwzięciem. Stąd należy przeznaczyć więcej pieniędzy na edukację ekologiczną – twierdzi L. Węgrzyn z ZPP.
O potrzebie edukacji wspomina również F. Petit z ZPGO. Widzi on brak świadomości Polaków, szczególnie jeśli chodzi o realizację na danym terenie konkretnych przedsięwzięć. Przewodniczący Związku uważa, że edukacja ekologiczna jest w Polsce niedopłacona. – Recykling, sortowanie, utylizacja kosztują. A do tego musimy przekonać społeczeństwo, że może trzeba będzie płacić więcej – np. 2 zł zamiast 80 gr. Ale to uratuje środowisko. Trzeba edukować i tłumaczyć, dlaczego trzeba zapłacić więcej i jakie korzyści to przyniesie na przyszłość. I to jest ogromne wyzwanie – przekonuje F. Petit.
- Jeśli chodzi o gospodarkę odpadami, to musimy uderzyć się w piersi, bo mamy ogromne zaniedbania w tym zakresie w stosunku do zapisów akcesyjnych – przyznał minister środowiska. – Jesteśmy dalecy od realizacji celów dotyczących m.in. składowania odpadów, zbierania opakowań czy odpadów biodegradowalnych. Profesor Nowicki podkreślił, że w resorcie środowiska cały czas trwa mobilizacja, aby jak najszybciej poprawić prawo dotyczące odpadów. – Mam też kilka nowych pomysłów, które mogłyby przyspieszyć realizowanie poziomów zawartych w dyrektywach – mówi minister.
Ponadto M. Nowicki nawiązywał do priorytetów związanych z odnawialnymi źródłami energii. Inwestycje w tę dziedzinę oraz w energochłonność to, wg ministra środowiska, najważniejsze zadania służące ochronie atmosfery. – Chciałbym, aby powstał Narodowy Program Oszczędności Energii, m.in. dlatego, że w Polsce w tym zakresie istnieje ogromna niegospodarność – zapowiedział minister.


Myśleć kategoriami Unii
Priorytety na przyszłość pozostawiła również ustępująca minister rozwoju regionalnego. Grażyna Gęsicka stwierdziła, iż w ramach rządu kluczowa będzie współpraca i koordynacja działań pomiędzy ministrami finansów, środowiska i rozwoju regionalnego. Pierwszy z nich powinien być odpowiedzialny za bezpieczeństwo finansów publicznych, uwzględniając przy tym sprawną politykę inwestycyjną państwa. Minister środowiska powinien zadbać o efektywny dialog z organizacjami ekologicznymi i Komisją Europejską w zakresie usytuowania i realizacji inwestycji na obszarach chronionych. Kluczowe będzie też jego działanie w zakresie prawa do emisji gazów i pyłów. Zdaniem G. Gęsickiej, redukcje wprowadzone w tym obszarze grożą Polsce znacznym ograniczeniem produkcji materiałów budowlanych, a co za tym idzie – stratami przedsiębiorców i podrożeniem kosztów inwestycji.
- Powinniśmy pamiętać, że jesteśmy członkami UE, i zacząć myśleć jej kategoriami – mówił Maciej Nowicki podczas konferencji prasowej. – W Polsce, niestety, nadal panuje przekonanie, że ochrona środowiska jest oderwana od życia gospodarczego i społecznego. Nasz kraj ma konstytucyjny zapis mówiący o tym, że Polska powinna rozwijać się zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju. Dla nas powinna to być wytyczna na następne lata. Zdaniem ministra, zrównoważony rozwój kraju musi opierać się na trzech filarach – ekonomicznym, społecznym i środowiskowym. Ten ostatni jest niezwykle istotny, bo bez niego rozwój zrównoważony jest niemożliwy. Ta filozofia powinna kierować naszymi decyzjami zarówno w ochronie środowiska, jak i w gospodarce.
- Przychodząc do Ministerstwa Środowiska, nie spodziewałem się, że będzie tak wiele pilnych spraw do załatwienia, które w zasadzie powinny być gotowe na dziś – powiedział prof. Nowicki. – Obejmując stanowisko ministra środowiska, myślałem, że priorytetem będzie dla mnie jak najlepsza absorpcja funduszy unijnych z perspektywy finansowej 2007-2013. To też jest ważne, jednak najpierw trzeba zmienić podejście naszego społeczeństwa w zakresie ochrony środowiska. W przeciwnym wypadku Polska przestanie się rozwijać.
Podsumowując, wciąż mamy wiele do nadrobienia, chociażby w kwestii gospodarki odpadami. Aby osiągnąć cele wyznaczone przez Komisję Europejską, konieczna jest mobilizacja zarówno samorządów i przedsiębiorstw, jak i władz centralnych. Pozostaje mieć nadzieję, że nadchodzące lata nie będą czasem płacenia kar unijnych, ale racjonalnego wykorzystania środków.
Katarzyna Terek