Pyton przepadł w Warszawie. Nikt nie jest w stanie go odnaleźć, znaleziono jedynie pięciometrowe wylinki zwierzęcia. W Polsce trudno nam sobie wyobrazić, jak gad tej wielkości może pozostać niezauważony w mieście, podczas gdy na całym świecie wzruszają ramionami: „Ależ to zupełnie normalne”.

Gdybyśmy mieli znaleźć największe zwierzę świata żyjące w ludzkich domostwach, nie będzie to żaden z hodowanych w Azji bawołów, nawet żaden z udomowionych w Indiach czy na Cejlonie słoni, żaden lampart czy odwiedzający śmietniki niedźwiedź, ale właśnie pyton.

Warszawska zguba

Ten, którego przez całe lato bezskutecznie szukano w Warszawie, to azjatycki pyton tygrysi, jeden z dwóch największych gatunków tych węży, nazwany tak z uwagi na pasiasty deseń na skórze. Rozmiarami przebijają go jedynie również azjatycki pyton siatkowy (on ma deseń w siateczkę) oraz anakonda z mokradeł Ameryki Południowej – ich długość szacowana jest nawet na 10 m. Znaleziona we wsi Gassy nad Wisłą, na południe od Warszawy, wylinka węża długości 5 m wzbudziła strach mieszkańców, ale w wypadku pytona tygrysiego to w zasadzie betka i żaden specjalny rozmiar! Ten gatunek osiąga w Azji nawet 8 m, a tak dorodne okazy mogą połknąć nie tylko człowieka (i to dorosłego), ale nawet jelenia, dzika, bawołu, a zdarza się, że i tygrysa.

Całe szczęście, że...