Z Lutzem Ribbe rozmawiają Magdalena Dutka i Robert Rosa Został Pan laureatem ubiegłorocznej Nagrody Pracy Organicznej w Ochronie Środowiska. Co to dla Pana oznacza? Jestem szczęśliwy i dumny. To dla mnie szczególne wyróżnienie, gdyż moja praca została doceniona za granicą i zyskała uznanie nie tylko moich rodaków. Z drugiej strony, nagroda ta jest też dowodem na to, że wykonuję dobrą i pożyteczną pracę, która jest wysoko ceniona. Musimy też wziąć pod uwagę to, że Polska i Niemcy to dwa różne kręgi kulturowe, to dwa kraje o odmiennej historii i o różnym podejściu do wielu spraw. Nagroda ta – w mojej ocenie – tym bardziej jest dowodem uznania dla mojej pracy. Wiadomość o moim wyróżnieniu dotarła do niemieckiego Ministerstwa Ochrony Środowiska i Bezpieczeństwa Jądrowego i mimo że nie należę do kręgów rządowych, a reprezentuję organizację pozarządową, sam minister napisał do mnie list z gratulacjami. To dla nas wszystkich – ekologów i osób działających w instytucjach pozarządowych – bardzo ważne, że niemieckie ministerstwo środowiska dostrzega, iż nasze działania mają sens i że są uznawane również poza granicami Republiki Federalnej Niemiec. Jeszcze raz dziękuję zatem za to wyróżnienie.   Skąd wzięło się Pańskie zaangażowanie w działania na rzecz ochrony środowiska? Jak kształtowała się Pana działalność na tym polu? Dorastałem...