Lobbing nie brzmi dumnie, a nazwanie kogoś lobbystą stało się wręcz obraźliwe. Tymczasem wszystkie izby, związki czy stowarzyszenia w swych statutach mają zapisane skuteczne reprezentowanie swoich członków.

Aby istnieć, organizacje muszą czynnie zabiegać o tworzenie dogodnego dla swojej grupy prawa, czyli lobbować na jej rzecz. Jak jednak to robić i jak tę działalność określić w języku polskim, skoro angielskie słowo zostało zdeprecjonowane krótko po wprowadzeniu go do naszego słownictwa?

Wywieranie wpływu

Można zabiegać o przywrócenie temu określeniu pozytywnego znaczenia, jednak problem tkwi w pojawiających się czasem negatywnych przypadkach, które są nagłaśniane i podlegają powszechnej medialnej krytyce. W ten sposób cała społeczność biorąca udział w konsultacjach społecznych ponosi odpowiedzialność zbiorową i narażona jest na odium reszty społeczeństwa. Podobnie cierpią uczciwi kibice utożsamiani z kibolami albo wybrani przez naród politycy, których wrzuca się do jednego, „krytycznego worka”.

Można też spróbować wymyślić na tę stosunkowo nową działalność odmienne określenie, pozostawiając słowo lobbing, tak jak to jest w rozumieniu stricte prawnym, lobbystom działającym za wynagrodzeniem na rzecz osób trzecich. Zdaje się, że nowa nazwa również szybko zostałaby zdeprecjonowana, ponieważ cały problem tkwi w uczciwości i przejrzystości wywierania nacisku na decydentów. Oficjalni lobbyści oznaczeni specjalnym identyfikatorem w parlamencie, są najczęściej przedstawicielami kancelarii prawnych, niemogących pozwolić sobie na jakiekolwiek...