Z perspektywy Warszawy często zapomina się, że olbrzymi postęp infrastrukturalny ostatnich lat w Polsce to w głównej mierze efekt pracy i nakładów finansowych lokalnych samorządów. Wiedzą to jednak doskonale włodarze gmin, powiatów i województw, którzy wyremontowali lub zbudowali niezliczone odcinki dróg, oczyszczalnie ścieków czy obiekty sportowe. Dlatego, gdy minister finansów, Jacek Rostowski, zapowiedział stopniowe ograniczanie deficytu finansów publicznych, m.in. poprzez wprowadzenie ostrych limitów dla budżetów samorządowych, oni zaprotestowali.

W ciągu 20 lat samorządy nie tylko podjęły gigantyczny wysiłek inwestycyjny, ale też zbudowały własny system finansów publicznych. Jego kondycja jest lepsza niż budżetu państwa, z kilku powodów. Po pierwsze, większy mają w nim udział nakłady prorozwojowe, a mniejszy wydatki sztywne. Po drugie, władze lokalne lepiej opanowały sztukę „zaciskania pasa” w szczególnie trudnych momentach. Dobrze radziły sobie też z powiększaniem przychodów pochodzących z różnych źródeł, w tym z dotacji europejskich – podkreśla prof. dr hab. Jan Pomorski z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, ekspert w dziedzinie rozwoju regionalnego. – Minister finansów nie powinien jednak być całkowicie pozbawiony kontroli nad poziomem ich zadłużenia, skoro jest ono wliczane do całkowitego deficytu finansów publicznych.   Ucieczka o rok Niezwykle szybko na ministerialne plany zareagował Szczecin. Budżet na 2012 r. został uchwalony już w czerwcu br. W myśl zasady:...