Rola odnawialnych źródeł energii w globalnym miksie energetycznym rośnie dynamicznie. Pojawia się coraz więcej przedsięwzięć zaawansowanych technologicznie, a inwestorzy wyrażają coraz większą troskę o środowisko naturalne. Podczas śledzenia doniesień o kolejnych tzw. zielonych przedsięwzięciach rodzi się jednak pytanie, dlaczego Polska nie wpisuje się w ten trend?

W celu uzyskania odpowiedzi na to pytanie warto w pierwszej kolejności posłużyć się przykładem. Załóżmy, że firma deklaruje gminie chęć zbudowania siłowni wiatrowej. Zostaje zorganizowane spotkanie z mieszkańcami, na którym następuje omówienie projektu i przedstawienie korzyści, jakie realizacja przedsięwzięcia za sobą niesie. Mimo wstępnej aprobaty większość rozmów na ten temat kończy się fiaskiem. Zatem w czym tkwi problem? Przede wszystkim w tym, że na linii inwestor – mieszkańcy często dochodzi do wielu nieporozumień i konfliktów o różnym charakterze i podłożu. Mieszkańcy nierzadko czują się pomijani w procesie inwestycyjnym, a nawet wykorzystywani, m.in. w kwestii dzierżawy ziemi pod inwestycję. Co więcej, inwestor jest postrzegany jako jedyny beneficjent projektu. Niezadowolenie wynikające z konfliktu interesów nierzadko przeradza się w opór objawiający się protestami, które stają się źródłem ogólnopolskich społecznych antagonizmów wobec rozwijania tzw. zielonych inwestycji. Często antagonizmy te są tak znaczące, że mogłyby stać się siłą napędową. Aby wykorzystać ten potencjał, trzeba zacząć od wskazania polskiemu rynkowi OZE...