W całej Polsce trwa spektakl pt. „Wszyscy piszą programy ochrony środowiska i plany gospodarki odpadami”. Wynika to z ustawy Prawo ochrony środowiska. Nagle okazało się, że mamy setki zespołów programujących ochronę środowiska w powiatach i gminach. Wprawdzie niewielka część wychodzi poza streszczeniem wytycznych do sporządzania takich opracowań, ale mało kogo to obchodzi. Na razie nie spotkałem pozytywnej opinii wiarygodnego gremium o jakimkolwiek programie wojewódzkim. Być może szukam w niewłaściwych miejscach? Zwracałem wielokrotnie uwagę, że sztampowe programy, wypełnione górnolotnymi zwrotami, nikomu i niczemu nie służą. Przykładem może być spójny system ochrony obrzeży wód. Wprawdzie wszystkie RZGW winny opracować konkretne zasady dla właściwych sobie terenów, lecz to wojewódzkie programy winny, moim zdaniem, wskazać determinanty przyjmowanych rozwiązań. Przecież zasady takie stosowane w parkach narodowych i krajoznawczych winny być różne od „zwykłych” terenów. Ważne przecież jest określenie linii zabudowy. Odległość 6,5 m, 30 m czy 100 m od linii brzegowej to jednak duża różnica. Inne będą zasady ochrony przed spływem wód opadowych w lasach i na polach, inne przy terenach zalewowych i o dużym spadku. Uznanie jeziora za „ciche” niekoniecznie jest wskazane dla akwenów o dużym występowaniu „przyduchy”. Zarybianie jezior karpiem jest zbrodnią dla pozostałych gatunków. Sprawy redukcji ze środowiska wyrobów zawierających azbest nie jest w...