Na początku listopada br. w decydującą fazę wkroczyły tzw. konsultacje społeczne i międzyresortowe projektu ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, firmowanego przez Ministerstwo Budownictwa. Bardzo trafnie projekt ten, będący przecież efektem wielomiesięcznej pracy urzędników ministerialnych, podsumowało Rządowe Centrum Legislacyjne. Stwierdziło ono w swej opinii, że mimo deklarowanej przez
resort budownictwa intencji zmian merytorycznych i uporządkowania przepisów – projektowana ustawa „nie dokonuje uporządkowania stanu prawnego w zakresie utrzymania czystości i porządku na terenie gminy, stanowi ona raczej powtórzenie większości przepisów dotychczasowej ustawy, z zachowaniem jej legislacyjnych i redakcyjnych wad”. Mimo tej pozornej tylko nowelizacji dość krótkiej, jakby nie było, ustawy resorty zgłosiły prawie 50 uwag. Znacznie więcej kontrowersji projekt wzbudził w organizacjach przedsiębiorców. Jednak zgłoszone przez nie uwagi zostały całkowicie zignorowane przez Ministerstwo Budownictwa.
Z kolei następna wersja projektu ustawy, datowana na 2 listopada br., powróciła do starej koncepcji „podatku śmieciowego”. Zmodyfikowano ją jednak o tyle, że mieszkańcy mieliby wnosić opłaty za wywóz śmieci nie bezpośrednio na konto gminy, tylko do gminnego funduszu ochrony środowiska. W praktyce to żadna różnica ani dla mieszkańców, ani dla firm. Dla dopełnienia odpowiednich procedur administracyjnych na koniec przeprowadzona została konferencja uzgodnieniowa, ograniczająca się w zasadzie do monologu przedstawicieli Ministerstwa Budownictwa, którzy i tak już wcześniej przesądzili o ostatecznym kształcie tej ustawy. Na dobrą sprawę urzędnicy rozstrzygnęli tę sprawę już wiosną, podsuwając politykom koalicji rządzącej do tzw. Paktu Stabilizacyjnego zapis o wykreśleniu referendum śmieciowego z ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. I to właśnie on stanowi przez cały czas podstawowe i w zasadzie jedyne rzeczywiste uzasadnienie tej noweli. Nawiasem mówiąc, raptem już po trzech miesiącach w kolejnej (obowiązującej w zasadzie do dzisiaj) umowie koalicyjnej politycy wycofali się z zapisu o likwidacji referendum. Ostatnim na tym etapie interesującym wydarzeniem było posiedzenie sejmowej Komisji Gospodarki (15 listopada br.), które – jak wcześniej zaplanowano – miało być poświęcone ocenie prawnych i rynkowych aspektów prowadzenia działalności gospodarczej w branży gospodarki odpadami. Jak można się domyślać dyskusja na tym forum szybko zeszła na temat tego feralnego projektu ustawy. Trzeba tutaj zaznaczyć, że ubiegłoroczne i te sprzed trzech lat debaty na temat „podatku śmieciowego” toczyły się na forum Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, więc dla niektórych posłów były to sprawy zupełnie nowe i nie ukrywali zaskoczenia, że samorządy lokalne chcą zajmować się biznesem i zarabiać na gospodarce odpadami. I dokładnie tak, jak w ubiegłym roku, bez względu na barwy polityczne, doświadczeni posłowie, mający również bardzo długi staż samorządowy, zupełnie nie mogą zrozumieć (podobnie zresztą jak my – przedsiębiorcy), dlaczego samorządy miałyby przejąć od sektora prywatnego rynek gospodarki odpadami i zajmować się bezpośrednio (zakłady budżetowe) lub poprzez swoje spółki działalnością stricte gospodarczą. Powstaje więc pytanie, czy rzeczywiście władze lokalne nie mają na swym terenie innych problemów do rozwiązania? Przeczy to bowiem istocie samorządności i podstawowej zasadzie ustroju samorządowego, jaką jest subsydiarność.
Polska Izba Gospodarki Odpadami poprosiła o opinię na temat tego projektu wybitnego eksperta i współtwórcę reformy samorządowej – prof. Michała Kuleszę (patrz ramka).

Niekonstytucyjne i korupcjogenne

"Nie ulega wątpliwości, że obecnie obowiązujące przepisy ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach wymagają nowelizacji w celu zapewnienia realizacji zadań wynikających z ustawy o odpadach i skierowania strumienia powstających odpadów w pierwszej kolejności do nowoczesnych instalacji zajmujących się odzyskiem i unieszkodliwianiem odpadów. Nie musi to być nowelizacja prowadząca od razu do całkowitej zmiany systemu funkcjonowania rynku wywozu odpadów. Taka pilna, całkowita zmiana systemu nie wydaje się być obecnie uzasadniona, zważywszy że zmiany wprowadzone nowelą z 2005 r. nie miały jeszcze okazji wejść w życie na obszarze ponad połowy gmin w Polsce. Możliwe, że wystarczy niewielka nowelizacja, skutkująca wprowadzeniem w życie regulaminów na obszarze wszystkich gmin i uruchomieniem przy ich pomocy powszechnej selektywnej zbiórki odpadów oraz przekazywania ich do nowoczesnych instalacji utylizacyjnych.
(…) Nowe regulacje zawarte w przepisach projektu należy jednakże ocenić negatywnie jako sprzeczne z przepisami Konstytucji. Ponadto nowe przepisy należy uznać za korupcjogenne. Jeżeli bowiem:
1) przedsiębiorca będzie miał perspektywę zostania monopolistą na danym rynku lokalnym, który może ustalać ceny usług bez obawy, że konkurencja zaoferuje "produkt" lepszy i tańszy,
2) przedsiębiorca będzie musiał zainwestować w środki techniczne w celu uzyskania "promesy" po to tylko, aby móc stanąć do przetargu na zamówienie publiczne,
3) uzyskanie zezwolenia będzie zależało przede wszystkim od pozytywnego wyniku postępowania o zamówienie publiczne,
to oczywiste jest, że będzie to sprzyjać korupcji, mającej na celu zdobycie pozycji "monopolisty" na rynku gospodarki odpadami. Przedsiębiorca będzie gotów zrobić wszystko, aby nie stracić pieniędzy zainwestowanych w już funkcjonujące lub dopiero co utworzone przedsiębiorstwo, którego przedmiotem działalności ma być odbiór odpadów komunalnych".
Fragmenty opinii przygotowanej przez prof. dr. hab. Michała Kuleszę i Mieczysława Binkiewicza z kancelarii prawnej Baker & McKenzie Gruszczyński i Wspólnicy. Pełna wersja na stronie www.pigo.org.pl.


(dm)