Polska poszła na kompromis na październikowym szczycie klimatyczno-energetycznym Unii Europejskiej, ale jednocześnie otrzymała szansę na wprowadzenie zmian w gospodarce oraz modernizację rodzimej energetyki.

Na obecnym etapie wiemy tylko, że w Brukseli uzgodniono ograniczenie emisji CO2 o co najmniej 40% do 2030 r. względem roku 1990. Mniej zamożne kraje UE, a więc te z PKB poniżej 60% średniej unijnej – w tym Polska – będą mogły do 2030 r. przekazywać elektrowniom darmowe pozwolenia na emisję CO2. Polska energetyka w okresie od 2021 do 2030 będzie mogła otrzymać pulę darmowych uprawnień do emisji ok. 282 mln ton CO2 oraz ekwiwalent pieniężny uprawnień do emisji ok. 135 mln ton CO2 z funduszu modernizacji energetyki. Tym samym Unia Europejska potwierdziła kierunek, w jakim konsekwentnie podąża i z którego nie zrezygnuje. Powstaje zatem pytanie, czy ustalenia unijnego szczytu to dla branży energetycznej sukces, czy porażka?

Korzystna zmiana frontu

Dziś jeszcze trudno jednoznacznie stwierdzić, czy można mówić o sukcesie. Wydaje się jednak, że – chcąc nie chcąc – musimy zmienić podejście i zacząć bardziej akceptować unijną politykę klimatyczną (nie rezygnując jednak z polskiej polityki w odniesieniu do struktury nośników energetycznych). Trzeba jednak pamiętać, iż przy negocjacjach jednego pakietu zagadnień często wchodzi w grę wiele innych kwestii, także związanych z...