Dzisiejsza droga od nowego produktu do odpadu jest krótka. Znacznie krótsza niż kiedyś. Konsumpcjonizm, swobodny dostęp do produktów i coraz mniejszy szacunek do rzeczy posiadanych sprawiają, że do kosza często trafiają przedmioty, które wcale nie powinny się tam znaleźć. Mało kto dzisiaj bowiem ceruje skarpety albo łata spodnie.

Na szczęście, są tacy, którzy dziurawym spodniom nadają drugie życie i robią z nich dekoracyjny koszyk, torbę czy finezyjną poduszkę.

Czy to jest objaw gospodarności i oszczędności? A może tak przejawia się zwykła troska o środowisko i przyszłość naszej planety – bo dlaczego marnować coś, co jeszcze może się przydać? Powód jest nieważny. Naprawdę nieistotny. Trend na ponowne wykorzystanie posiadanych przedmiotów się umacnia. I choć to jeszcze nie mainstream i nie dotyczy każdego, upcykling stale zyskuje na popularności.

Torba z jeansów

Koncepcja upcyklingu po raz pierwszy opisana została w 1999 r. przez niemieckiego uczonego Riemanna Verlaga. Większą popularność zyskała dopiero po kilku latach, po publikacji Williama McDonougha oraz Michaela Braungarta pt. „Cradle to Cradle: Remaking the Way We Make Things”.

A co to takiego? To nic innego jak forma przetwarzania odpadów, rzeczy z pozoru nieużytecznych. Dzięki innowacji, fantazji i chęci zrobienia czegoś od nowa otrzymują one drugie życie, a nowo powstałe produkty są – paradoksalnie – więcej...