Niemal 13 lat temu wodociągowców trapiły całkiem podobne problemy, co dzisiaj. Jeszcze w 2005 roku ówczesny redaktor prowadzący Henryk Bylka pisał w swoim wstępniaku o centralnym regulatorze cen wody i zastanawiał się nad zasadnością jego wprowadzenia. „Gminy w przeważającej liczbie przypadków są dziś właścicielami monopolistycznych przedsiębiorstw, a więc, pośrednio, monopolistami.

Ustawa, także po nowelizacji, przypisuje im funkcję regulatora, zobowiązując do samoregulacji. Teoretycznie narzędzia regulacji, regulaminy, plany wieloletnie, a wreszcie procedury ustalania taryf politycy gminni wykorzystują przede wszystkim do realizacji własnych celów politycznych. Takie jest ich niepisane prawo”.

Sen z powiek wodociągowcom spędzało także ustalanie taryf i nowelizacja ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i odprowadzaniu ścieków. Zastanawiano się nad zmianami cen wody i reakcją konsumentów. Zarządcy przedsiębiorstw wod-kan głowili się nad nowymi regulaminami dostarczania wody i odprowadzania ścieków. Palącym tematem była deszczówka i możliwość wprowadzenia za nią opłat. Historia zdaje się dziś zataczać koło. Rok po wejściu do Unii Europejskiej otworzyły się też nowe możliwości, ruszyła machina pozwalająca na uzyskanie sporych dodatkowych środków i przeprowadzenie modernizacji czy inwestycji. Wówczas redaktor Ewa Gosiewska na naszych łamach szeroko poruszała kwestię współpracy międzynarodowej spółek wod-kan, w której coraz śmielej stawialiśmy swoje pierwsze kroki. Wzorowaliśmy się również na rozwiązaniach z zagranicy. Omawiane były takie tematy jak jakość wody i regulacja jej strat w Austrii, a także oczyszczalnie kwiatowe i biologiczne w Danii.
Zarządcy spółek wod-kan dopiero zaczynali poznawać mechanizmy marketingowe, a na kolejnych stronach pisma nasi redaktorzy wyjaśniali, czym są badania marketingowe i do czego się przydają. Jako specjalny dodatek zamieszczono też przykładową ankietę sondażową. Coś, co dziś dla wielu firm jest standardem, gdyż funkcjonują w nich całe działy marketingu, wówczas było ekstrawagancją z Zachodu.
Kwestie logistyczne i techniczne też miały swoje miejsce w naszym czasopiśmie od początku. Zarządzanie pracownikami i organizacja czasu pracy były omawiane przez ekspertów, a zarządcy uczyli się funkcjonowania w nowych realiach. Ponieważ sytuacja na rynku pracy jest dynamiczna, również w kolejnym numerze zajmiemy się tematem pozyskiwania i szkolenia kadr w dobie tzw. rynku pracownika.
2005 rok był także smutny dla firmy Abrys ze względu na śmierć jej założyciela, Wojciecha Dutki. Patrząc jednak na to, że jego pomysły stały się pionierskie w branży, a czasopismo „Wodociągi-Kanalizacja” obchodzi dziś swoje 15-lecie, ma się dobrze i nadal się rozwija, mógłby być z tego naprawdę dumny.
Gabriela Jelonek

To był maj, ale parafrazując słowa słynnego przeboju Maryli Rodowicz, wcale nie pachniała Saska Kępa, tylko zaczynała się moja przygoda z czasopismem, którego nazwa zdecydowanie nie kojarzyła się z czymkolwiek zapachowo przyjemnym. Piętnaście lat temu, wiążąc się zawodowo z nowym tytułem „Wodociągi-Kanalizacja”, nie miałam zielonego pojęcia o funkcjonowaniu tej branży. Bałam się, że ja, humanistka, nie podołam współtworzyć pisma, które ma być z założenia „inżynierskie”. Wiedziałam, że bez fachowców praktyków taki periodyk nie będzie miał szans na rozwój. Kiedy zaczęłam coraz więcej jeździć po Polsce, poznając świat „wodociągowców”, byłam już zdecydowanie spokojniejsza. Warto było otaczać się ludźmi, którzy w przeciwieństwie do mnie ten świat znali od podszewki. To ich zapraszaliśmy do współpracy. Autorami czasopisma byli zarówno inżynierowie praktycy, naukowcy, prawnicy, jak i pracownicy firm oferujących coraz to nowsze rozwiązania dla branży. Z początku cieniutka gazetka pęczniała, a wydania przygotowywane na majowe targi wręcz pękały w szwach. Powstawały nowe działy, w tym mój szczególnie ulubiony – Pomniki techniki. Pamiętam, że do jego stworzenia zainspirował mnie ówczesny szef wrzesińskich wodociągów Ryszard Szambelańczyk, który zafascynowany pięknem zabytkowych wież wodociągowych wydawał ich zdjęcia w formie albumów. To dla wszystkich miłośników zabytków techniki komunalnej rozpoczęliśmy cykl Pomników. Odwiedzanie tych miejsc i zanurzanie się w ich historiach było dla mnie niezwykle inspirujące. Pisaliśmy zarówno o tych, które nadal pełnią swoją funkcję, jak i tych, które zupełnie zmieniły przeznaczenie. 
Prezentowaliśmy na łamach „Wodociągów” drugie życie niektórych wież ciśnień. Pamiętam niezwykłe obserwatorium astronomiczne w Olsztynie czy urokliwą kawiarnię z widokiem na jezioro w Giżycku. Ot, wspomnienia.
Tematów przybywało i czasopismo, które na początku było wydawane co dwa miesiące, zwiększyło swoją częstotliwość, stając się miesięcznikiem. Staraliśmy się być wszędzie tam, gdzie działy się rzeczy ważne i dla branży pilne. Najpierw były to bydgoskie targi WOD-KAN, później też kieleckie i wiele konferencji tematycznych rozsianych po całym kraju. To właśnie rozmowy z ludźmi „branży” pozwalały nakreślać kształt czasopisma. Tych ważnych spraw nigdy nie brakowało. Zwłaszcza bolączki prawne znalazły silną pozycję w gazecie. Współpracowaliśmy z kancelariami, których radcy na naszych łamach wiele tych wątpliwości rozwiewali. Inspirujące były wrzesińskie fora „wodociągowców”, gdzie tłumnie zgromadzeni przedstawiciele przedsiębiorstw z całego kraju mogli podyskutować o najbardziej palących problemach branży. My dzięki temu do redakcji przywoziliśmy gorący materiał – relację, którą publikowaliśmy w kolejnym numerze. 
Minęło 15 lat, osoby prowadzące tę gazetę się zmieniają, ale pismo trwa i ma się dobrze. Pozostaje mi pozdrowić wszystkich, z którymi miałam okazję przez siedem lat współpracować, a redakcji życzyć ciągłego rozwoju, wiecznych inspiracji i prezentowania takich tematów, które sprawiają, że czytelnicy wyczekują kolejnego numeru, bez względu na to, kto aktualnie go prowadzi. Wyczekują, bo wiedzą, że warto.
Ewa Gosiewska 
prowadząca czasopismo „Wodociągi-Kanalizacja” w latach 2003–2010