Nie pamiętam już, w jakim czasopiśmie widziałem satyryczny rysunek, przedstawiający Zjednoczoną Europę widzianą oczyma J. Chiraca. Autor – niewątpliwy złośliwiec – narysował wóz, na którym siedzą państwa członkowskie Unii Europejskiej. Wóz ciągnie para perszeronów z napisem „Niemcy”, a na koźle z lejcami w ręku siedzi sobie Chirac i nadaje kierunek
jazdy. Złośliwe, ale nieźle oddaje stan ducha – zresztą nie tylko Francuzów.
Autor rysunku nie doprowadził swego rozumowania do końca i objaśnienia ograniczył do Francji i Niemiec. Brakowało mi Anglii i krajów Beneluxu. Może i dobrze, bo z satyry powstałby obrazek ilustrujący po prostu aktualną sytuację gospodarczą Unii.
Drugi obrazek (tym razem rzeczywisty), który - w kontekście tego, co mam zamiar napisać - utkwił mi w pa-mięci, pochodzi z polskiej telewizji. Otóż pokazano awanturę przed wejściem do Fundacji Samotnej Matki w Poznaniu. Fundacja, prowadzona przez kilka humanitarnie nastawionych pań, zbiera środki finansowe i rze-czowe, przeznaczane na pomoc dla samotnych matek, znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. Opóźniona akcja rozdawania chleba została odebrana przez samotne matki jako akt skierowanej przeciw nim wrogości oraz zaniedbywanie elementarnych obowiązków.
Jeżeli przyjrzeć się mapie Europy, nie tej politycznej, a tej, na której zaznaczono poziom ekonomiczny po-szczególnych jej regionów (mierzony poziomem PKB na mieszkańca), łatwo zauważyć, że bogactwo koncen-truje się na terytorium Niemiec bez landów wschodnich, krajów Beneluxu, zachodniej i centralnej Francji oraz środkowej i południowo–wschodniej Anglii. Jest to terytorium obejmujące 14% powierzchni Unii Europej-skiej, zamieszkałe przez 33% jej ludności, przy czym „wytwarza się” tam 47% całego unijnego PKB. Są to więc te regiony, które mogą i faktycznie finansują owe, tak przez nas oczekiwane, Fundusze Europejskie. 33% unijnej ludności finansuje wyrównywanie poziomu gospodarczego reszty.
Gdyby patrzeć wyłącznie na PKB, przypomina to sytuację Polski, gdzie zasadniczo trzy województwa muszą dofinansowywać resztę. To, co o tym myślą ich mieszkańcy, mniej więcej wiemy. To, co myślą mieszkańcy owych 14% procent powierzchni Unii - możemy sobie z łatwością wyobrazić. Sądzę, że artykułują dość podobne, jeśli nie takie same argumenty. Wiemy również, co mówią mieszkańcy regionów „wspieranych” przez owe bogatsze. W tym kontekście można łatwiej zrozumieć „awanturę nicejską” wokół „siły głosów” w konstytucji UE.
Francja i Niemcy, a po cichu też reszta z owych 33%, „uświadomiły” sobie drastyczną zmianę sytuacji po przystąpieniu do jakoś już zorganizowanej Unii 10 nowych państw, których PKB jest na dodatek znacznie od unijnego niższy. Fundusze przeznaczane na politykę regionalną zamiast na 8, muszą się rozciągnąć na 18 kra-jów objętych jej zasadami. Można więc sobie wyobrazić chęć uzyskania jakiejś rekompensaty, w tym przypad-ku politycznej.
Proces „urabiania” opinii o potrzebie uwypuklenia roli państw finansujących budżet rozpoczął się już w okresie Nicei. Aż dziwne, iż długo nikt tego w Polsce nie zauważył.
„Bomba” wybuchła po ogłoszeniu projektu konstytucji. Wybuchła u nas w Polsce, reszta przyjęła ten wybuch z umiarkowanym zainteresowaniem. Natomiast nasze elity polityczne w sumie zachowały się jak owe samotne matki przed Fundacją. Jak to? Zamiast nas po prostu finansować, próbuje się nam stawiać jakieś warunki? Pró-buje się z nas zrobić drugą kategorię? Na równi z innymi – tymi najbogatszymi gospodarczo i ludnościowo – mamy prawo decydować o tym, co ma się stać z polityką unijną. Żadnych kompromisów: w razie czego - Unii nie potrzebujemy! Boso, ale w ostrogach. A żołądki to mamy równe...
Tymczasem spojrzenie na wspomnianą już mapę europejskiego rozkładu PKB ujawnia smutną prawdę o na-szych możliwościach. Niestety na pewno nie jest to druga kategoria. Obyśmy chociaż zdołali zagospodarować oferowane nam przez Unię możliwości.



Wojciech Sz. Kaczmarek