Otrzymałem właśnie ostatnie statystyki Interpolu dotyczące przestępczości. Obejmują one 17 krajach europejskich, w których poziom przestępczości przekracza 500 przypadków na 100 tysięcy mieszkańców i dotyczą 1999 r. Dane pewnie się trochę w międzyczasie zmieniły, niemniej stanowią lekturę ciekawą i pożyteczną.
Mogą one stanowić pewną bazę do dyskusji na temat zagrożenia przestępczością
w kontekście obiektywnym oraz subiektywnym, tzn. w kontekście potocznego poczucia tego zagrożenia. Zwłaszcza w świetle gwałtu podnoszonego przez rodzimych i zagranicznych polityków na temat polskiego zagrożenia przestępczością. Wielu tych pierwszych, mimo znajomości liczb, które przecież nie są dla polityków tajne, zachowuje się tak, jakby informacje na ten temat uzyskiwali "na imieninach u cioci", podsycając stan pewnej społecznej psychozy. Zakładam przy tym, że dane wyjściowe, tzn. te podawane przez odpowiednie ośrodki poszczególnych krajów, są zbliżone do rzeczywistych i faktycznie oddają stan rzeczy w tym zakresie.
Już pierwszy rzut oka na te statystyki budzi, w świetle owej psychozy, pewne zdziwienie. Wydawałoby się bowiem, iż należałoby oczekiwać w tym zakresie zasłużonej wysokiej pozycji naszego kraju w poszczególnych kategoriach przestępczego współzawodnictwa. Okazuje się jednak, że na miejscu medalowym, na podium, udało nam się stanąć wyłącznie w kategorii: "rozboje, kradzieże i wymuszenia rozbójnicze". Zajmujemy tu trzecie miejsce po Hiszpanii, która nas zdublowała, i Francji, która nas poważnie zdystansowała. Na każde 100 mieszkańców przypada u nas 115,8 przestępstwa tego rodzaju. Miejsca w pierwszej dziesiątce zajmujemy w kategoriach włamań - 6., kradzieży samochodów - 7. i 10. w kategorii zabójstw. We włamaniach Polska - z wynikiem 936,8 - została zdublowana przez Danię i Finlandię oraz wyraźnie zdystansowana przez tradycyjnie uczciwych Niemców i Szwajcarów, nawiązując równorzędną walkę z Austriakami. Tradycyjnie uczciwi Szwajcarzy wygrali z nami o pięć okrążeń w kategorii kradzieży samochodów, w której uzyskaliśmy wynik 185, dublując Duńczyków i Francuzów oraz deklasując Norwegów, Hiszpanów i Czechów. W kategorii zabójstw, z wynikiem 2,79, zostaliśmy znowu za Duńczykami, Niemcami, Francuzami, Portugalczykami i Grekami. Trzy medalowe miejsca zajęły Bułgaria, Rumunia i Dania. W konkurencji "wszystkie kradzieże" i zgwałcenia, z wynikiem 1747,56 i 5,25, znajdujemy się już poza dziesiątką. W klasyfikacji ogólnej w konkurencji "przestępstwa i wykroczenia", w której zdecydowanie wygrała Finlandia (14350), nasz wynik 4500 daje miejsce dziesiąte, a w konkurencji "przestępstwa", gdzie króluje Norwegia z wynikiem 9763, nasz wynik 2900 pozwala zająć dopiero dwunaste miejsce.
Felieton ten nie stawia oczywiście tezy, że przestępczość w Polsce jest zaniedbywalnie mała i zajmowanie się nią jest w skali społecznej niepotrzebne.
Chciałem jedynie pokazać, jak kształtuje się ona na tle pozostałych krajów europejskich, w tym i przede wszystkim takich, które tradycyjnie jesteśmy skłonni uznawać za bogate, cywilizowane, uporządkowane i posiadające sprawnie działające instytucje prawne i policyjne. Przeczy również tezie, że przestępczość jest wyłącznie pochodną zacofania i biedy, czym niektórzy interpretatorzy naszego życia społecznego są skłonni ją usprawiedliwiać. Pozycje zajmowane w poszczególnych kategoriach przez kraje niewątpliwie od naszego bogatsze jest tego wyraźną ilustracją.
Statystyka Interpolu nie wyróżnia niestety pewnego rodzaju przestępczości, który z zasady ogranicza się do relatywnie wąskiego kręgu osób, w jakimś sensie decydujących o życiu każdego państwa, czyli administracji i polityków. Mam tu oczywiście na myśli tak modne i hojnie rozdzielane ostatnio w Polsce oskarżenia o korupcję. Nie ma niestety danych, jak nasz Kraj plasuje się w tej jakże ciekawej konkurencji, zwłaszcza na tle krajów bogatych i nauczających demokracji.

Wojciech Sz. Kaczmarek