Halina Jaroszewska "Mądry Polak po szkodzie" - to nasze narodowe powiedzonko można by w zakresie wiedzy o budowie miast strawestować na "mądry człowiek po szkodzie". Kolejne etapy rozwoju nauki zwanej urbanistyką wyznaczają klęski idei i zasad, objawiające się zjawiskami katastrofalnymi dla mieszkańców miast. "Morowe zarazy" średniowiecza i renesansu, związane z ciasnotą i fatalnym stanem sanitarnym miast, pobudziły do poszukiwania metod zaradczych. Jedną z nich opracował Leonardo da Vinci, który w swoim planie miasta idealnego uwzględnił znaczne obszary zieleni jako czynnika wspomagającego wietrzenie zamkniętych w murach poszczególnych miast. Rozwój miast przemysłowych spiętrzył problemy, dodając do sanitarnych - zanieczyszczenia chemiczne, zabójcze dla człowieka. Wystarczy przeczytać "Ziemię obiecaną" Reymonta, czy nieco już zapomnianą "Pamiątkę z celulozy". Zresztą, jeszcze w latach 70-tych, kiedy zamieszkałam w Łodzi dławił nas dwusiarczek węgla z "Anilany", a "rzeki" tego miasta wiernie oddawały kolor, na jaki aktualnie farbowano tkaniny, zionąc przy tym oparami kwasu octowego. Dwie tendencje w urbanistyce I tak - przełom XIX i XX wieku zaznaczył się rozwojem dwóch tendencji w urbanistyce. Jedna zakwitała (na szczęście bezowocnie) futurystycznymi pomysłami miast na Księżycu, pod wodą, pod szklanymi kopułami - byle w izolacji od własnych brudów. Druga - obowiązująca od stu lat - polegała na pomyśle usuwania wszystkiego, co uciążliwe, jak najdalej od miejsca,...