Pytanie takie jest może i prowokujące, ale zasadne. Bo być może na system gospodarki odpadami trzeba spojrzeć całkowicie od nowa, mając za sobą burzliwe, ale obfitujące w doświadczenia, ostatnie trzy lata od wejścia w życie tzw. rewolucji śmieciowej?

Artykuł pochodzi z lipcowego wydania miesięcznika „Przegląd Komunalny” (07/2016).

Przyczynkiem do podjęcia tego tematu jednej strony są oczekiwania Parlamentu Europejskiego związane z kolejnym podniesieniem celów dotyczących wykorzystania odpadów, a z drugiej trwająca (i, niestety, przedłużająca się) dyskusja nad Krajowym Planem Gospodarki Odpadami (KPGO) i wojewódzkimi planami gospodarki odpadami (WPGO) oraz rozporządzeniem w sprawie standardów segregacji odpadów.

MTP 300 x 250

Od ogółu do szczegółu

Eurodeputowana Simona Bonafe przedłożyła właśnie Parlamentowi Europejskiemu raport, z którego wynika, że europejskie dyrektywy dotyczące gospodarki odpadami powinny być zaostrzone, m.in. przez wprowadzenie obowiązkowej segregacji odpadów. Proponowane są zmiany w obowiązujących dyrektywach (odpadowej, opakowaniowej i składowiskowej), tak by szerzej wpisać się w ideę gospodarki o obiegu zamkniętym. Postuluje się podniesienie sformułowanych i sformalizowanych wskaźników do osiągnięcia w najbliższych latach do czterech podstawowych kategorii odpadów obowiązkowo selektywnie zbieranych (papier, tworzywa, metal, szkło), ale dodaje się także drewno, tekstylia i bioodpady, przewiduje się też zaostrzenie zakazu składowania odpadów oraz ich spalania. Przy czym należy także zwrócić uwagę, że proponowane wskaźniki nie bazują na średnich ich poziomach w państwach Unii Europejskiej, lecz mieszczą się w zdecydowanie górnych ich pułapach. Oznacza to, że ich osiągnięcie będzie szczególnie problematyczne dla tych państw, które już dziś znacząco odstają w osiąganiu wcześniej wyznaczanych celów.

Jednak nie na tych szczegółach chciałbym się skupić, lecz na aspektach systemowych. Przyjęciu bowiem nowych celów dla gospodarki odpadami na poziomie europejskim towarzyszyć będzie, z mniejszym lub, niestety, większym opóźnieniem, zmiana regulacji krajowych. Powstaje więc pytanie, których regulacji oraz w jakim zakresie? Podstawowym dokumentem określającym strategię działania i wyznaczającym cele jest Krajowy Plan Gospodarki Odpadami, a w ślad za nim plany wojewódzkie. Jesteśmy w Polsce właśnie w fazie analizowania projektu KPGO, czemu także na łamach „Przeglądu Komunalnego” poświęcono już sporo miejsca (PK 5/2016). Dyskusje trwają, finału nie widać, plany wojewódzkie stanęły w miejscu. Gospodarka odpadami mimo to się kręci. Pytanie, czy we właściwym kierunku…

Proponuję więc nieco inne, menedżerskie podejście do kwestii sporządzania planów i wyznaczania celów działania, z wykorzystaniem metodologii SMART, czyli koncepcji formułowania celów w dziedzinie planowania. Ten akronim jest różnie rozwijany, podstawia się różne treści pod poszczególne jego litery. Niemniej jednak jego istota już dawno weszła do kanonów poprawnego formułowania celów, niezależnie od specyfiki obszaru objętego konkretnym planowaniem. Ja wykorzystam w mojej analizie następujące rozwinięcie tego akronimu: S – szczegółowy, M – mierzalny, A – atrakcyjny, R – realistyczny, T – terminowy.

Szczegółowość rozwiązań prawnych serwowanych przez Unię Europejską jest, oczywiście, kontestowana, nie tylko zresztą w obszarze gospodarki odpadami. Stawiany jest choćby zarzut zbytniej szczegółowości narzucanych rozwiązań czy też obejmowania tymi regulacjami obszarów, które powinny być pozostawione swobodzie państw członkowskich. W tym jednak przypadku wydaje się, że cele, przynajmniej te najważniejsze, powinny być wspólne. Muszą także być dostatecznie szczegółowo formułowane, tak by były bez zbędnych domysłów zrozumiałe dla tych, którzy mają je osiągać. Nie ma tu więc miejsca na górnolotne frazesy i okrągłe sformułowania. W jeszcze większym stopniu dotyczy to planów niższego stopnia, w naszym przypadku KPGO i WPGO.

Wspólne kryteria

W tym miejscu wypada wspomnieć, że przeniesienie celów określonych na poziomie europejskim do lokalnego systemu prawnego powinno być niezwłoczne i dokładne. Szkopuł w tym, że nie idzie to zbyt dobrze. Młyny Parlamentu Europejskiego mielą dość wolno. Od pojawienia się nowych postulatów do momentu wpisania ich do systemu prawnego mijają długie miesiące, a często także lata. Nie lepiej jest na poziomie krajowym. Przykładem jest KPGO, wciąż dyskutowany. Na sporządzenie i przyjęcie zgodnych z KPGO planów wojewódzkich też potrzeba minimum pół roku. Jeśli dodamy do tego niezbędne okresy przejściowe, to od pierwotnej zmiany celów do rozpoczęcia ich realizacji może upłynąć nawet pięć lat. Przy formułowaniu celów na okresy 10- czy 15-letnie taka zwłoka jest w oczywisty sposób destrukcyjna. Nie zawsze też dobrze wypada dokładność transpozycji regulacji unijnych do lokalnego prawa. Przykład – nasze pomysły na interpretowanie przepisów o zamówieniach in house. W efekcie przez trzy czy nawet pięć lat trwa realizowanie celów aktualnie obowiązujących, podczas gdy znane są już, bo obecne w publicznej debacie, cele nowe. W mojej ocenie w dość znaczącym stopniu opóźnienia jednych państw i zaawansowanie drugich są pochodną między innymi tego, jak szybko nowe cele zaczynają być realizowane w praktyce, bez oglądania się na to, czy są już prawem.

Postulat szczegółowości ściśle wiąże się z mierzalnością celu, jaki jest formułowany. Innymi słowy, chodzi o to, aby używać konkretnych, policzalnych wskaźników do opisania celów, co umożliwia stwierdzenie w przyszłości, na ile (jeśli w ogóle) cel został zrealizowany, a w trakcie jego realizacji, na ile podejmowane środki (techniczne, organizacyjne, ekonomiczne i inne) przybliżają nas do jego pełnego osiągnięcia. Bez tego nie da się na bieżąco oceniać postępów i korygować podejmowanych działań, co wobec 10- czy 15-letniej perspektywy planowania jest niezbędne.

Wydaje się niby oczywiste, że podstawą formułowania mierzalnych celów jest posiadanie odpowiednio precyzyjnego opisu punktu wyjścia. I tu, niestety, mamy kolejny problem, albowiem metody statystyczne stosowane przez poszczególne państwa różnią się między sobą, a i z definicjami części pojęć nie jest najlepiej na poziomie europejskim. Wiele więc pozostaje tutaj do uporządkowania i wyegzekwowania, by zapewnić poprawną, zgodną z rzeczywistością mierzalność celów.

1
2
3
UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

6 Komentarze

  1. Bo cała ta rewolucja to właściwie była antyrewolucja śmieciowa. W wielu miejscach cofnęliśmy się o kilkadziesiąt lat…
    Do tego wieksość rozwiązań prawnych rodem z gospodarki socjalistycznej.
    A tworzenie prawa lokalnego w większości gmin wiejskich to…tragedia nad trgedyje…
    Wrócic do swobody działalności ze wzmocnieniem kontroli gmin nad zawieraniem umów, i ich realizacji….

  2. Z niejakim opóźnieniem dotarłem do tego tekstu, ale uważam treść za jeden z bardzo niewielu, tak trafnie odtwarzający rzeczywistość i diagnozujący niechybną przyszłość bez zmiany sposobu myślenia. Zmagamy się z problemami zastępczymi – kto ma zarabiać na śmieciach – polskie przedsiębiorstwa czy obcy kapitał, czy minister z mojej opcji czy z przeciwnej, czy burmistrz zwraca uwagę na tą tematykę ze zrozumieniem, czy aby tylko w papierach się zgadzało. Na śmieciach w Polsce nikt nie chce zarabiać. Chodzi tylko o daninę obywatelską. To co się z odpadami komunalnymi dzieje, wydaje mi się mało kogo obchodzi. Wszyscy uczestnicy obecnych systemów zagospodarowania odpadów „dumają” jak na danym odcinku zarobić. Stąd te pożary na wysypiskach, zasypane „badziewiem” wyrobiska po żwirowniach, bratankowie na gminnych posadach czy dumnie nazywane zakłady przetwarzania odpadów pozwalające na uzyskanie głosów wyborczych w zbliżającej się kampanii. Nie pomoże żaden „in house” czy przetarg jeżeli nie będzie się wymagało właściwego, nie „papierowego” efektu. Śmię się nie zgodzić z autorem, że wymagania perspektywiczne stawiane przez Panią Simonę Bonafe są nie do osiągnięcia, przynajmniej w satysfakcjonującej nas perspektywie czasowej. Od dłuższego czasu funkcjonują w Polsce elementy systemu, który może zaspokoić te wydawać by się mogło wygórowane zamierzenia i postawić problem na nogach. Sam próbuję tym zainteresować ludzi mających wpływ na wprowadzenie takiego podejścia, które może te problemy rozwiązać, ale trafiam na niezbyt podatny grunt. Proponuję zainteresować się już anonsowanym rozwiązaniem Pana doktora (nauk) Marka Golenia, czy Pana Andrzeja Bartoszkiewicza z uwzględnieniem rozwiązania płockiego czy też nakielskiego.
    Zdaję sobie sprawę, że znajdą się przeciwnicy takiej opinii, ale jestem gotów dyskutować z każdym, że te wspomniane przykłady są „z pewnością” elementami rozwiązań, które wcześniej czy później nastąpią. Tylko po co mamy czekać na „wynalezienie koła”?
    Pozdrawiam Autora i bardzo proszę o więcej takich wystąpień w „bardziej nośnych” mediach.

    • Szanowny Panie, pięknie dziękuję za miłe słowo i zachętę do dalszego pisania. Z pewnością będę z tej zachęty korzystał, przynajmniej tak długo jak długo zechcą mnie drukować. Nikomu nie narzucam swojego poglądu ani nie rekomenduję „jedynie słusznych” rozwiązań ( bo takich nie ma, rzeczywistość jest bowiem bardzo złożona ). Chętnie też wsłuchuję się w opinie innych znawców tematu i ważę własne poglądy. Nie ma dobrych, cudnych recept. Wiele dobrego można było uczynić na początku reformy, teraz będzie to znacznie utrudnione ( a przez to także bolesne ). A co do „bardziej nożnych mediów” to uważam, że Przegląd Komunalny jest dobrą trybuną do głoszenia własnych poglądów o gospodarce odpadami. Szkoda jedynie, że jest to miesięcznik, bo dynamika zdarzeń skłania do zdecydowanie częstszego komentowania rzeczywistości.
      Serdecznie pana pozdrawiam.

  3. „Niczego nie lajkuję bezmyślnie. Widocznie w tamtych realiach i okolicznościach systemowych uznałem to za stosowne”. Nie ma trafniejszej definicji lizusostwa dla tych co płakali po Stalinie…

  4. „Różnorodność systemów gospodarki w poszczególnych gminach/związkach międzygminnych, nieostrość definicji odpadu komunalnego, brak jednolitych standardów selektywnej zbiórki odpadów, tolerowanie obecności na rynku „kodołamaczy”, brak wystarczającego (albo jakiegokolwiek!) nadzoru i kontroli nad sprawozdawczością, nieszczelności systemu w sferze przemieszczania odpadów, brak jednoznaczności w przypisywaniu odpadów do określonych kodów, techniczne zacofanie wielu firm wywozowych, dowolność w ujmowaniu (lub nie) nieruchomości niezamieszkałych w systemach gminnych, niekonsekwencja w programach zamykania zbędnych składowisk, nieujęcie wszystkich wytwórców odpadów w systemach gospodarki odpadami” – wszystko to powoduje, że rację miał POprzedni minister środowiska który jasno stwierdził na przekór jakiejś tam Simony Bonafe, że portalsamorzadowy.pl/gospodarka-komunalna/NIE-WIDZE-POWODU-ZEBY-NAKLADAC-OBOWIAZEK-SEGREGOWANIA-SMIECI,56300.html… Dwa lata temu Pan A. Gawłowski nie przedstawiał jeszcze powyższej diagnozy polskiego chaosu w gospodarce odpadami – za to pracowicie klikał lajki dla tak POstępowego POstawienia sprawy na najwyższym polskim ministerialnym szczeblu…

    • Zdania w wielu kwestiach nie zmieniłem. Choćby w tej, że generalnie jestem przeciwnikiem narzucania samorządom ( i podporządkowanym im jednostkom ) zbyt daleko idących rozwiązań. Niestety w selektywnej zbiórce odpadów bez minimalnej standaryzacji nie osiągniemy zakładanych celów, tym bardziej, że one rosną i będą rosły jeszcze bardziej.
      Niczego nie lajkuję bezmyślnie. Widocznie w tamtych realiach i okolicznościach systemowych uznałem to za stosowne. Po 2-3 latach te realia są dalece odmienne od tamtych. Autorów reformy krytykowałem i nadal krytykuję za nieprzewidzenie wielu skutków tamtych decyzji, ale proszę pamiętać, że wiele z tych negatywów tak na prawdę wypłynęło dopiero z czasem. Ani pan, panie Tomaszu, ani tym bardziej ja, nie zrobilibyśmy tej reformy diametralnie lepiej. Dlatego patrzę na te kwestie z należną pokorą i dystansem. Cytowane zdanie jest mimo wszystko wyrwane z kontekstu całości artykułu. Za podjęcie polemiki dziękuję. 🙂 I serdecznie pozdrawiam.

Skomentuj