1 / 4

Wnioski po przeprowadzonym na terenie poznańskiej biogazowni audycie nie są optymistyczne – inwestycja o wartości ponad 60 mln zł może przynieść miastu więcej strat niż zysków. O sprawie piszą m.in. Głos Wielkopolski i portal epoznan.pl.

Zakład zlokalizowany na poznańskim Morasku jest obecnie w fazie rozruchu technologicznego. Ma przyjmować rocznie 18 tys. ton odpadów zielonych i 12 tys. ton odpadów kuchennych, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania zastosowanej w instalacji technologii. Problem w tym, że w mieście nie funkcjonuje system zbiórki odpadów z tej drugiej grupy.

Zastępca prezydenta Poznania Arkadiusz Stasica powiedział w piątek, że do błędu doszło już prawdopodobnie na etapie planowania inwestycji. Zamiast tradycyjnej kompostowni, której koszt byłby kilkukrotnie niższy, zbudowano nowoczesną biogazownię. – Została popełniona w mojej ocenie pomyłka przy wyborze technologii dla realizacji tej inwestycji – powiedział w rozmowie z telewizją WTK A. Stasica.

Unisoft 300 x 250

– Jestem przekonany, że na tym etapie segregowania śmieci, uzyskanie takiej ilości odpadów kuchennych jest rzeczą niewyobrażalną – mówi A. Stasica. – Tak naprawdę musiałaby powstać kolejna jednostka, która będzie zbierać odpady kuchenne – zauważa Halina Owsianna, jedna z poznańskich radnych.

Radni nie kryją frustracji co do zbyt wysokich kosztów inwestycji. – Mamy chyba najdroższą biogazownię w tej części Europy – mówi w rozmowie z Głosem Wielkopolskim Tomasz Lewandowski, radny Lewicy oraz szef komisji gospodarki komunalnej i polityki mieszkaniowej. – Ostrów wybudował instalację do mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów ulegających biodegradacji, która przetwarza 85 tys. ton, za 37 mln zł. Instalacja ta ma też sortownię – zauważył.

Za mało odpadów, zbyt wysokie koszty i brak perspektyw

Problematyczne nie są wyłącznie kwestie braku systemu zbierania odpadów kuchennych oraz zbyt wysokich kosztów inwestycji. Kolejnym wyzwaniem jest to, że biogazownia obliczona jest na 30 tys. ton odpadów rocznie, podczas gdy, według szacunków Zakładu Zagospodarowania Odpadów i GOAP, zapotrzebowanie wynosi tak naprawdę 50 tys. ton. Niestety, technologia zastosowana w zakładzie uniemożliwia jego dalszą rozbudowę.

– Wybór technologii, która uniemożliwia rozbudowę powoduje, że w przyszłości Urząd Marszałkowski może dojść do wniosku, że potrzebna jest druga instalacja. Jeśli zbuduje ją firma prywatna i stanie się ona RIPOK-iem, to będzie konkurencją dla naszej biogazowni – obawia się T. Lewandowski.

ZZO nie wytwarza ponadto odpowiedniej ilości energii oraz sprzedaje zbyt mało kompostu, aby spełnić założone wymagania dla instalacji.

Co zrobi miasto?

Poznań stara się rozwiązać problem. Ogłoszono już m.in. przetarg na zakup 12 tys. pojemników na odpady kuchenne dla mieszkańców i instytucji (koszt – ok. 2,3 mln zł). ZZO skontaktowało się także z dużymi sieciami handlowymi. W zamian za pojemniki, do których mają wyrzucać przeterminowaną żywność otrzymają kompost.

Przypomnijmy, że to nie pierwsze kontrowersje wokół poznańskiej biogazowni. Mieszkańcy Moraska i Suchego Lasu, w rejonie których powstaje zakład protestowali przeciwko uciążliwościom zapachowym, które będą powstawać podczas przetwarzania odpadów, ale budowa instalacji i tak ruszyła.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

5 Komentarze

  1. Słusznie piszą poprzednicy: Pierwsza i jedyna taka instalacja w Polsce, a za zachodnią granica takie same efektywnie “śmigają”…
    Inwestycja daje szanse osiągnięcie wprowadzanych w Polsce wysokich poziomów recyklingu, jest pierwszą, która pozwala wyjść z zaklętego kręgu nieefektywnego przetwarzania frakcji zmieszanych odpadów komunalnych. Dziwne, że nie dostrzega tego Pan Lewandowski, głęboko zaangażowany w nadzorowanie gospodarki odpadami i w Poznaniu i Ostrowie.
    Nie jest wiedzą tajemną, że budowa tej inwestycji nie mogłaby dojść do skutku (bo nikt nie udzieliłby wsparcia finansowego), gdyby miasto Poznań i GOAP nie zagwarantowały wcześniej tych 18 tys ton odpadów zielonych i 12 tysięcy ton bioodpadów. Można zrozumieć, że Panu Prezydentowi Stasicy trudno się w tym ogarnąć, bo rzeczywiście w trudnym okresie należałoby ponieśc koszty zakupu pojemników i selektywnej zbiórki bioodpadów.
    Natomiast “nadruchliwośc nadgarstków” w działaniach dotyczących biogazowni wykazywana przez Pana Lewandowskiego + jego partyjne “merytoryczne zaplecze” (“trzeba to codziennie zbierać”), skłaniają do zastanowienia sie o co w tej zabawie chodzi i czym się ona ma skończyć…

  2. Do błędu to doszło ale na etapie wyboru wice prezydenta. Nie popełniono żadnego błędu, instalacja ma być obok spalarni, szeregu “zakamuflowanych” kompostowni oraz spalarni uzupełnieniem systemu gospodarki w mieście poznań. I to uzupełnieniem dobrym. Pierwsza, póki co jedyna taka instalacja w Polsce. Moglibyśmy być dumni gdyby nie banda dyletantów ww. i ów portal rzucający populistyczne hasła

  3. Oto jak w październiku wyjaśniał Pan Lewandowski cyt:
    “Poprzedni prezes ZZO Krzysztof Krauze chciał bowiem kompostować rocznie 12 tys. ton odpadów kuchennych – GOAP nie jest w stanie zapłacić za zbieranie tych odpadów, więc ten plan nie jest do zrealizowania – wyjaśniał przewodniczący komisji Tomasz Lewandowski i członek zgromadzenia GOAP.

    Najpierw to ruszcie z zbierzcie 12 tysięcy a potem się martwcie przepustowością i rozbudową. Policzcie dokładnie ile możecie mieć z Poznania organiki.
    Nerwy zaraz mi puszczą. Dyletanci i filozofowie. U naszych zachodnich sąsiadów, co dziwne te instalacje śmigają, jest kompost, jest metan. Dziwne nie ? Ta sama instalacja w rękach germana i Słowianina.

  4. “Ostrów wybudował instalację do mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów ulegających biodegradacji, która przetwarza 85 tys. ton, za 37 mln zł”

    Pan Lewandowski powinien najpierw zapoznać się z technologią instalacji i w Ostrowie i w Poznaniu a nie rzucać pochopnie słowa i slogany polityczne
    Potem powinien się uderzyć w pierś
    A potem zrobić wszystko aby zapewnić tej instalacji wsad i być dumnym gospodarnym poznaniakiem

Skomentuj