Nowy rok, nowe szczęście. Chociaż pewnie można by napisać nowa kadencja władz samorządowych to nowe szczęście albo jego brak. Jakby na to nie patrzeć, krajobraz zmienił się. I nadal zmieniać się będzie sytuacja naszych przedsiębiorstw wodociągowych, zwłaszcza z uwagi na braki w kasach gmin. Ponadto zakłady wod-kan są, być może już ostatnim, aktywem do spieniężenia przez gminy w celu podreperowania budżetów. Spróbujmy więc pomyśleć o tym, jak może wyglądać nasza branża w związku z takim procesem.

Proste?

Pewne jest to, że nasze przedsiębiorstwa nie wymagają (a przynajmniej mogą nie wymagać) dotowania z budżetów gmin. Nie ma więc racjonalnej przesłanki ku temu, by przedsiębiorstwo wodociągowe było własnością gminy, być może poza jedną, jaką jest proces stanowienia taryf, ale w tym przypadku akurat oderwanie się od gminy pomoże jej, przedsiębiorstwu, a z pewnością klientom. Zatem w czym tkwi problem? Ano jeśli wszystko wygląda tak prosto, to pewnie wcale takim prostym nie jest. Otóż żeby dobrać się do skarbczyka, jakim jest wartość przedsiębiorstwa wodociągowego, trzeba się jednak troszkę napocić. Po pierwsze, powinien znaleźć się osobnik potrafiący to zrobić i posiadający niezbędny autorytet, by określić warunki, jakie musi spełniać ktoś, kto chciałby kupić przedsiębiorstwo wodociągowe. Chodzi nie tylko o wymogi uwzględniane w momencie kupna przedsiębiorstwa, ale również za dziesięć czy dwadzieścia lat. Łatwo domyślić się, że ktoś posiadający takie umiejętności będzie cenił swoje usługi, a to ma oczywiście wpływ na możliwości zaangażowania kogoś takiego (tym kimś przeważnie bywa duża firma doradcza). Z tego wynika, że do przeprowadzenia procesu prywatyzacji predystynowane są w pierwszej kolejności przedsiębiorstwa największe, bowiem względne koszty takiej transakcji będą dla nich najmniejsze. Ponieważ istnieje duża konkurencja, polskie miasta muszą się dynamicznie rozwijać, a więc inwestować, by móc skutecznie rywalizować, i to nie tylko ze sobą, ale i na arenie międzynarodowej.

Skupmy się na…

Co w takim razie (poza doradcą prywatyzacyjnym i wolą mniej lub bardziej polityczną) jest potrzebne do przeprowadzenia prywatyzacji? Oczywiście wiele zależy od tego, co chcemy prywatyzować: całe przedsiębiorstwo, czy tylko samo świadczenie usług. Bardziej kompleksowe jest oczywiście prywatyzowanie samego przedsiębiorstwa i niech nikt nie da się zwieść temu, że bardziej prospołeczne będzie prywatyzowanie samych usług, a majątek winien należeć do gminy, bo w końcu przecież nikt tych rur z ziemi nie wykopie. Jeśli je kupi, to będzie musiał o nie dbać bardziej niż o te, które wydzierżawi od gminy. Nie ma żadnych racjonalnych przesłanek pozwalających sądzić, że majątek trzeba zostawiać w rękach gminy lub spółki gminnej. A przynajmniej ja ich nie znam. Zamiast bić się o gminną własność rur, lepiej skupić się na tym, jakie oraz kiedy inwestycje wodociągowe trzeba zrealizować, a także kto za te inwestycje będzie płacić. I jak będą kształtowane taryfy? Jaki wzór posłuży do ich wyliczania? Co będzie determinować wzrost taryf? Jakie warunki i jaki poziom zabezpieczeń należy założyć, by transakcja powiodła się? Kto i za co będzie odpowiadał? A może sprzedać przedsiębiorstwo na giełdzie?

Tak ja to widzę

To oczywiście nie wszystkie pytania, które należy sobie zadać i na które należy uzyskać odpowiedź. Prywatyzacja nie jest procesem prostym ani krótkotrwałym. Pomijając wszystkie kwestie merytoryczne, powoduje ona wiele dyskusji, a czasem wręcz wyzwala namiętności. Myślę jednak, że nie ma przed nią odwrotu. Spoglądając na budżety dużych miast zrozumiemy, że możliwości zaciągania zobowiązań już się wyczerpały lub wyczerpią się wkrótce. Miasta sięgną więc do źródła kapitału, jakim są przedsiębiorstwa wodociągowe. I w ten sposób za kilka lub kilkanaście lat będziemy mieli kilkanaście lub kilkadziesiąt sprywatyzowanych przedsiębiorstw wodociągowych, a także gmin, które przestaną zajmować się branżą wodociągową. Po drugiej stronie „rzeki” pozostanie blisko dwa tysiące (a może wówczas już ponad dwa tysiące) gminnych przedsiębiorstw wodociągowych, z gminnym właścicielem, gminnym regulatorem i w niektórych przypadkach gminnym inwestorem. Nie jest niczym odkrywczym stwierdzenie, że nastąpi też podział kompetencji, i to nie tylko tych zarządczych, wśród przedsiębiorstw prywatnych oraz gminnych. Tak właśnie widzę przyszłość naszej branży. Jest ona wynikiem braku koncentracji przedsiębiorstw wod-kan i  regulatora. Wprawdzie dzisiaj nie wiadomo, czy tak będzie lepiej i dla kogo. Wiadomo już jednak, jak będzie.

Paweł Chudziński, prezes Aquanet, Poznań

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj