Świat w XXI w. coraz bardziej przyspiesza i staje się jedną globalną wioską.

Rozwój został podporządkowany różnym ponadnarodowym strukturom i korporacjom, które narzucają reguły naszego funkcjonowania, a człowiek wciśnięty w tę machinę staje się jej bezwolnym trybikiem. Ta myśląca część mieszkańców planety ciągle zadaje pytanie: dokąd zmierzamy i czy to jest rozwój zrównoważony?

Życie Polaka

Statystyczny Polak w kraju nad Wisłą budzi się rano, włącza japońskie radio, zakłada chińskie tenisówki i wietnamski podkoszulek, po czym otwiera włoską lodówkę i wyjmuje niemieckie piwo. Siada na szwedzkiej kanapie i włącza koreański komputer, aby w hiszpańskim banku zapłacić rachunek za prąd dostarczany przez niemiecką firmę. Następnie wsiada do starego już czeskiego samochodu i udaje się do portugalskiego hipermarketu. Po zakupach (m.in. hiszpańskie owoce, grecki ser, włoskie wino, holenderskie pomidory i cypryjskie kartofle – spakowane w sześć plastikowych toreb) wraca do domu, aby jego polska żona mogła na rosyjskim gazie przygotować mu obiad. On tymczasem siada na duńskim krześle i w regionalnej, „polskiej” gazecie, wydawanej przez niemiecki koncern prasowy, szuka pracy, a tam ofert pracy dla niego brak. Wtedy zaklnie szpetnie na polską politykę i wrzuci gazetę do śmieci, które następnego dnia zabierze francuska firma śmieciowa.

Tymczasem bez zbędnego nagłaśniania w zaciszu gabinetów od 2013 r. toczą się prace nad umową o wolnym handlu między USA i UE pod kryptonimem TTIP (Transatlantic Trade Investment Partnership). Podobno mają drastycznie obniżyć cła, zmniejszyć regulacje, ułatwić inwestowanie itd. Niestety, to zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Ostateczna treść porozumienia nie jest jeszcze znana, ale z tego, co ujawniają niektóre media, to:

– przy okazji umowy pojawi się próba wprowadzenia ograniczeń znanych wcześniej z ACTA,

– zmniejszenie regulacji oznacza raczej „mniej regulacji dla koncernów, a więcej dla pozostałych”,

– cała umowa pisana jest przez i pod wielkie korporacje, które mają być traktowane w sposób specjalny, w tym będą mogły skarżyć do specjalnego trybunału każdego, kto im będzie przeszkadzał, m.in. pozywać kraje, np. Polskę, która już w 2014 r. miała osiem procesów z dużymi koncernami o odszkodowania w kwocie prawie 9 mld zł.

Liczne są obecnie głosy ekspertów i ekonomistów, że umowa w tym kształcie preferuje ponadnarodowe koncerny kosztem przedsiębiorstw MŚP i suwerenności biedniejszych krajów Europy. O zagrożeniu dla środowiska i różnych eksperymentach na ludziach, np. swobodzie w stosowaniu GMO, nie wspomnę, bo na pewno nie jest celem tej umowy zrównoważony rozwój i ochrona zasobów naturalnych biedniejszych krajów.

W wielu krajach toczy się publiczna debata w tej sprawie i liczba przeciwników, podobnie jak przy ACTA, szybko rośnie. Jednak w Polsce jakoś nie słychać poważnych rozmów o szansach i zagrożeniach dla nas tu i teraz z tytułu wdrożenia takich rozwiązań, choć przecież też będziemy podlegać tej umowie. To zastanawiające, że jakoś nie udaje się chociaż w mediach publicznych podjąć tego tematu i posłuchać niezależnych ekspertów w tej ważnej sprawie.

Problemy zamieść pod dywan?

Powoli opada pył na polu bitwy o europejski system gospodarowania odpadami w Polsce. Miało być czysto i po europejsku, a wyszło jak zwykle. Politycy zwyczajowo odtrąbili sukces i pojechali na wakacje, a śmieciowe problemy zostały. Po czterech latach od uchwalenia nowej ustawy śmieciowej coraz więcej ekspertów zadaje pytanie: po co ta cała rewolucja była? Media pokazują mizerię tej całej „rewolucji śmieciowej”. Sektor gospodarowania odpadami ledwo dyszy i też pyta „jak dalej żyć z nową ustawą?”. Odpowiedzialna administracja rozkłada bezradnie ręce i jak mantrę powtarza „będzie dobrze, jest dobrze, nie jest nagorzej”. W tym chocholim tańcu brakuje rzetelnej analizy, refleksji i odpowiedzialności za faktyczny stan wdrażania reformy śmieciowej. Ktoś zapyta, jaki jest faktyczny stan? Tego niestety nikt nie wie, bo nie ma baz danych, nie ma wiarygodnej ewidencji i monitoringu odpadów, ale za to jest rosnący udział szarej strefy, który wg ocen branżowych sięga już 40-50%, czyli ogromna ilość odpadów znika w tej wielkiej dziurze. Mamy więc system dualny, czyli oficjalny i nieoficjalny, ale co będzie, jak ten drugi powiększy udział w rynku np. do 80%? To dopiero będzie sukces, bo wykażemy w naszych sprawozdaniach dla Komisji Europejskiej, że w Polsce wytwarzanie odpadów spadło 3-4 razy, czyli za rok lub dwa zrealizujemy to, co stara Unia planuje osiągnąć dopiero w 2030 r. Niech głupole uczą się od nas, jak unikać odpadów. Z tą zbiórką selektywną i recyklingiem to już chyba nikt w kraju nie wie, jak jest i jak ma być. Na szczęście, mamy odpowiedzialnych urzędników, którzy robią właściwe sprawozdania gminne i marszałkowskie, nawet czasami udaje się więcej odpadów selektywnie zebrać niż ich wytworzyliśmy. Próba uporządkowania selektywnej zbiórki i wdrożenia w miarę jednolitych standardów, np. kolorów pojemników lub worków, spotyka się z atakiem wielu środowisk samorządowych jako zamach na ich wolność. Dzięki takiej niefrasobliwości doszliśmy do kolejnego paradoksu śmieciowego związanego z selektywną zbiórką. Teoretycznie zbieramy coraz więcej i coraz więcej mieszkańców deklaruje swój udział w selektywnym gromadzeniu odpadów, a do recyklerów dociera coraz mniej i to coraz gorszego surowca. Większość gmin nie kiwnęła palcem, aby pilnować jakości tej zbiórki, a tam, w tych workach na odpady surowcowe, tylko dziada z babą brakuje, bo wszystko inne się tam znajduje i nikomu to nie przeszkadza. Sytuacja na rynku zbiórki (tym legalnym) jest w tym zakresie dramatyczna, bo taka zbiórka do niczego poza składowaniem się nie nadaje, ale kogo to poza branżą interesuje? Czasami jakaś instytucja pochyli się nad tą maskaradą i jakaś ocena przebije się do opinii publicznej – np. ostatni raport NIK z czerwca br. Jeśli odpowiedzialnym za ten stan rzeczy zabraknie woli szczerej rozmowy i faktycznego naprawienia naszego systemu gospodarowania odpadami, to w końcu przyjdzie im spalić się ze wstydu, bo dalej nie da się zamiatać tego pod dywan. To naprawdę będzie śmierdziało i będzie bolało.

Artykuł pochodzi z wrześniowego wydania miesięcznika “Recykling”

Kolędownik 2018 696px
UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

2 Komentarze

  1. Portalu Komunalny co ty bredzisz o jakiejś selektywnej zbiórce odpadów… Przecież minister środowiska powiedział, że mamy instalacje do parowania odpadów i nie widzi powodów aby selektywnie zbierać odpady…

Skomentuj