Pomimo kanikuły, prace w Polsce i w Unii Europejskiej trwają nieprzerwanie. W lipcu Komisja Europejska opublikowała letni pakiet dokumentów i propozycji, uszczegóławiający koncepcję unii energetycznej. Jeden z ważniejszych dokumentów tego pakietu to komunikat na temat nowego modelu rynku energii, który będzie konsultowany społecznie do 8 października.  

W komunikacie przedstawiono tezę, że obecna koncepcja rynku energii jest przestarzała i w obliczu nowych wyzwań, ale i możliwości technicznych, wymaga transformacji. W dzisiejszych czasach, kiedy generacja rozproszona oparta na lokalnych, odnawialnych źródłach energii odgrywa coraz większą rolę w europejskiej energetyce, gdy na rynku pojawia się coraz więcej graczy, a wielkoskalowa energetyka zawodowa nie musi, a nawet nie powinna mieć monopolu na dostawy energii elektrycznej, powstaje potrzeba zmiany podejścia do całego rynku energetycznego.

Potrzebne zmiany

Zmiana koncepcji jest również konieczna z punktu widzenia możliwości osiągania celów pakietu klimatyczno-energetycznego do 2030 r., przyjętych przez Radę Europejską w październiku 2014 r., czyli redukcji emisji gazów cieplarnianych o 40%, poprawy o 27% efektywności energetycznej oraz zwiększenia udziału energii ze źródeł odnawialnych w całości zużywanej energii do 27% dla całej UE (co oznacza, że moc zainstalowana OZE powinna w 2030 r. stanowić ok. 50% mocy zainstalowanej).

W komunikacie podkreślono potrzebę otwarcia rynku energii dla większej liczby inwestorów, działających także w obszarze energetyki obywatelskiej. Podstawą nowego modelu jest jednolity europejski rynek energii elektrycznej. Pierwszym krokiem do osiągnięcia tego modelu ma być współpraca regionalna i koordynacja polityk narodowych wraz z rozbudową interkonektorów, umożliwiających przepływy energii pomiędzy poszczególnymi państwami. Działania w tym kierunku są już podejmowane. W 2013 r. przyjęto rozporządzenie 347/2013/WE w sprawie wytycznych dotyczących transeuropejskiej infrastruktury energetycznej, określające m.in. priorytetowe korytarze energii elektrycznej oraz projekty będące przedmiotem wspólnego zainteresowania (dla Polski są to przede wszystkim interkonektory z Niemcami).

Warto także wspomnieć w tym kontekście, że w czerwcu 2015 r. podpisano umowę dotyczącą współpracy w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa dostaw energii pomiędzy 12 krajami, przede wszystkim Europy Północnej i Wschodniej, w tym Polski, zainicjowaną przez Niemcy. Porozumienie co prawda nie jest prawnie wiążące, ale z pewnością stanowi krok w kierunku tworzenia jednolitego europejskiego rynku energii. Głównymi punktami umowy są bowiem wspólne działania na rzecz połączenia krajowych rynków energii, transgranicznej wymiany handlowej, wspierania zarządzania popytem, integracji OZE z systemami elektroenergetycznymi oraz harmonizacji zasad funkcjonowania rynku.

Także w lipcu Komisja Europejska opublikowała projekt nowelizacji dyrektywy w sprawie Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (EU ETS), która będzie obowiązywać od 2020 r. Podstawowym celem projektu jest zapewnienie większej opłacalności inwestowania w efektywność energetyczną i technologie zmniejszające emisję niż ponoszenia kosztów uprawnień do emisji gazów cieplarnianych. W projekcie zaostrzono wymogi w zakresie otrzymywania darmowych uprawnień przez zakłady energochłonne i w celu przeciwdziałania ucieczce emisji. Zaproponowano także utworzenie funduszu modernizacyjnego energetyki, który ma być zarządzany z poziomu UE przy współpracy Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Komisja proponuje również wprowadzenie aukcyjnego mechanizmu dystrybucji bezpłatnych uprawnień dla Polski i dziewięciu innych najmniej zamożnych państw UE w miejsce obecnego uznaniowego rozdzielania uprawnień przez rząd. Dyskusje nad projektem w Radzie UE rozpoczną się we wrześniu, jednak bez względu na ostateczny kształt legislacji widoczne jest dążenie do zwiększenia ceny uprawnień do emisji i w konsekwencji do dekarbonizacji przemysłu europejskiego.

Komisja Europejska i niemal cała Unia konsekwentnie dążą do transformacji systemu energetyki, otwierając go na energetykę odnawialną, opartą na generacji rozproszonej, i tworząc wspólny rynek, pomimo oporu Polski, która w dalszym ciągu planuje zachowanie monopolu wielkoskalowej energetyki węglowej, a OZE traktuje jako zło konieczne, czyli wymagane przez UE.

Działania naszych polityków i urzędników także cechują się konsekwencją w podejściu do transformacji energetyki. Polski rząd nie próżnuje w lecie, pracując nad nowelizacją ustawy o OZE, która, jak wynika z pierwszego projektu, koncentruje się przede wszystkim na ograniczeniu rozwoju energetyki prosumenckiej, nie likwidując problemów i niejasności zapisów ustawy wskazywanych przez branże OZE, a także przez Urząd Regulacji Energetyki. Prawdę mówiąc, sam system wsparcia oparty na niezależnych technologicznie aukcjach, przyjęty w ustawie o OZE z 20 lutego 2015 r., również budzi wiele wątpliwości. Doświadczenia z Włoch, Holandii i Wielkiej Brytanii, gdzie system był wcześniej stosowany, nie zachęcają do jego przyjęcia. Dotychczas też nie są znane ceny referencyjne, które ma ustalić Ministerstwo Gospodarki, a które, jeśli będą zbyt niskie, w ogóle nie zmobilizują inwestorów do zaangażowania się w energetykę OZE.

Sejm też pracuje

Trwają prace nad nowelizacją ustawy o planowaniu przestrzennym i ustawy Prawo budowlane, która przewiduje m.in. konieczność lokalizowania instalacji OZE o mocy powyżej 40 kW jedynie na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Wiadomo, że procedury opracowania i uchwalania planów są skomplikowane, długotrwałe oraz kosztowne, dlatego władze samorządowe niechętnie się do nich przymierzają i trudno oczekiwać, żeby były zainteresowane inicjowaniem procesu ze względu np. na chęć wybudowania przez rolnika małej biogazowni. Można oczekiwać, a nawet być pewnym, że jeśli ten projekt nowelizacji zostanie uchwalony, rozwój energetyki rozproszonej ulegnie całkowitemu zahamowaniu.

Szybka budowa nowych wielkoskalowych bloków węglowych w Opolu, Kozienicach, Jaworznie i Turowie także potwierdza, że Polska ma własne podejście i nie zamierza zrezygnować z istniejącego, zmonopolizowanego systemu zaopatrzenia w energię. Nie zwraca przy tym uwagi na to, że konsekwencja w podejściu UE do dekarbonizacji i wprowadzenia jednolitego rynku energii powoduje ryzyko, że polski, scentralizowany system bazujący na węglu w ciągu następnych 10-15 lat stanie się niekonkurencyjny i kraj uzależni się od tańszej energii sprowadzanej od sąsiadów. Będzie to niejako naturalna kolej rzeczy, zważywszy na sprawdzanie się w innych branżach zasady, że bardziej konkurencyjne są systemy zdecentralizowane, ponieważ bardziej elastycznie i szybciej dostosowują się do zmiany warunków zewnętrznych. Dlaczego w energetyce miałoby być inaczej?

Beata Wiszniewska

dyrektor generalny PIGEOR

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj