Zakończyły się wybory „wodociągowe”. Nie, nie mylę się, choć mam na myśli oczywiście te samorządowe. Nazwałem je tak dlatego, że wybory władz innych szczebli nie oddziałują na nasze przedsiębiorstwa tak, jak właśnie te. Najbliższe tygodnie pokażą, dla kogo nowa władza oznacza kłopoty, a komu może pomóc w zarządzaniu.

milcarzNie oszukujmy się, że nasze spółki prawa handlowego, z ograniczoną odpowiedzialnością, z udziałem samorządu czy te całkiem sprywatyzowane mogą działać zupełnie w oderwaniu od samorządowej władzy. Jest wręcz przeciwnie. Naszymi odbiorcami są również wyborcy. Jakimi więc refleksjami może podzielić się wodociągowiec po ostatnich wyborach?

Odejść jak zmyty…

CCJ 300 x 250

Trudno nie skomentować fali nieudolności, która zalała, zakryła, a w końcu zmyła Państwową Komisję Wyborczą. Jestem daleki od wyśmiewania tego, co się stało, bo to raczej powód do wstydu, a nie śmiechu. Brak oficjalnych wyników wyborów przez tydzień po ich zakończeniu nie powinien się już zdarzać we współczesnej Europie. Podważa to zaufanie do procesu wyborczego, demokracji jako takiej, rodzi podejrzenia dotyczące machlojek, a nawet fałszerstw. Ci, którzy – tak jak ja – uważają, że do fałszerstwa nie doszło, mają teraz wyjątkowo trudne zadanie, aby przekonać sceptyków. Polska znowu niepotrzebnie została podzielona na wierzących i niewierzących. Tym razem kwestią wiary stał się wynik wyborów.

Zawiodły komputery, a dokładnie rozbudowany, specyficzny system informatyczny oraz telekomunikacyjny, który miał zbierać, zliczać i drukować w bardzo krótkim czasie dużą ilość danych z całego kraju. Specjaliści twierdzą, że taki system, aby był sprawny, powinien kosztować co najmniej dziesięć razy więcej niż zapłaciła za niego PKW. Nauczka z tego płynie i dla nas. Przecież wiele spółek wodociągowych właśnie wdraża różne zintegrowane systemy informatyczne, unowocześnia te już działające albo przygotowuje się do ich zamówienia. Są to również systemy rozległe, umożliwiające użytkownikom logowanie się, pobieranie i wysyłanie danych przy pomocy sieci komputerowej. Napisanie odpowiedniej specyfikacji istotnych warunków zamówienia jest kluczowe. A w trakcie wdrażania równie ważne są przeróżne stress testy wydajności i awaryjności systemu, zanim udostępni się go odbiorcom. Na to wszystko potrzeba nie tylko pieniędzy, ale i czasu. Zdaje się, że w PKW wszystkiego zabrakło. Specyfikacja jest krytykowana przez specjalistów, testy wykazały problemy, a mimo to system uruchomiono – z wiadomym skutkiem. Próbowano wdrożyć go w trzy miesiące, a potrzeba na to co najmniej roku. Podsumowując, powiem moim wodociągowym kolegom, ale i sobie jedno – nie idźcie (nie idźmy) tą drogą.

Uroki demokracji

Druga sprawa to kampania wyborcza, ściśle związana również i z naszymi przedsiębiorstwami. Pod tym względem niewiele mnie zaskoczyło. Tak jak się spodziewałem, w wielu miastach i gminach ceny wody i odprowadzania ścieków stały się orężem w walce o władzę. I tak jak ostatnio, w tej wodociągowej szermierce niewiele było ładnych pchnięć i gard, a więcej nieczystych zagrań pod publiczkę. Na szczęście nie wszędzie opłaciło się to. W naszym regionie odpadł z kretesem już w pierwszej turze jeden samorządowiec, który oparł swoją kampanię na wychwalaniu nie swoich zasług w kanalizowaniu jego gminy. Ludzie nie dali się na to nabrać. Ale, dla równowagi, w innej gminie zwyciężył krytyk Wodociągów Kieleckich. Czy ja się na to obruszam? Ależ skąd, za wiele już w życiu widziałem i za duże mam doświadczenie w polityce i sferze samorządowej, żeby się dziwić. Będziemy się przez najbliższe miesiące, a może i lata docierać, spierać, szukać kompromisu. Byle merytorycznie. I to jest urok demokracji, bo przecież nie sprowadza się ona tylko do samego aktu wyborczego, ale do wszystkiego tego, co z wyborów wynika.

Czy graliśmy w kampanii cenami wody? Czytałem doniesienia z kraju i nie zamierzam wyrokować ani nikogo pouczać, ale trudno się nie odnieść do ogłaszanych w wielu miejscach chęci zamrożenia bądź nawet obniżek cen. Tam, gdzie taryfy zbliżały się do granicznej wysokości, trudno to krytykować. Ale taki komunikat zawsze może być uznany za włączenie się do kampanii wyborczej broniącego władzy samorządu. Ten dylemat mieliśmy i w Kielcach, bo terminy ustalania taryf zbiegły się u nas z wyborami. Zdecydowaliśmy się na kompromis. Na trzy dni przed pierwszą turą wyborów ujawniliśmy plany pozostawienia taryfy na dotychczasowym poziomie, ale zrobiliśmy to tylko na naszej stronie internetowej. Nie było komunikatu do mediów ani konferencji prasowej, aby nie narazić się na zarzut sprzyjania władzy w kieleckim ratuszu. Czas pokazał, że była to dobra decyzja, bo nikt nie wypomniał nam nieczystego zagrania. Społeczeństwo zostało poinformowane i kto chciał, z tej wiedzy mógł skorzystać. A prezydent i tak wygrał w pierwszej turze.

Bez obaw

Inna kwestia, z którą musieliśmy sobie w tym gorącym wyborczym okresie radzić, to aktywność polityczna naszych pracowników. Jako szef wodociągowej spółki wręcz zachęcam do tego każdego, kto czuje, że może się w samorządzie spełniać. Nie patrzę na legitymację partyjną, bo jeżeli ktoś chce działać, poświęcać swój czas, to dobrze. Uważam bowiem, że, niestety, poziom przygotowania osób wybieranych do samorządów jest różny, więc warto ich wesprzeć fachowcami znającymi się na gospodarce wodą i ściekami. Dla wielu nie jest tajemnicą to, że i ja w tych wyborach kandydowałem, dlaczego miałbym więc utrudniać to innym? Nie ma się czego bać. Wierzę, że silna, stabilna finansowo i dobrze zarządzana firma pozostanie niepodatna na zakusy samorządowych harcowników. Bez względu na to, jaka władza zasiada w ratuszach i radach, musimy ludziom dostarczać wodę i odbierać ścieki, tak jakby nic się nie zmieniło.

Henryk Milcarz, Wodociągi Kieleckie

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj