Jest duża dziura do wypełnienia w przestrzeni terenów zieleni. Artyści i animatorzy kultury czekają na zaangażowanie ich do działania. Być może to jest jedno z remediów na brak szacunku, dewastację i bylejakość estetyczną naszego krajobrazu. Ale zanim to nastąpi… 

Pewnego dnia na jednym z BiP-ów gminy posiadającej na swoim obszarze cenny, zabytkowy i znacznych rozmiarów park, znalazłem ogłoszenie o naborze wniosków na zorganizowanie na jego terenie wydarzenia kulturalnego dla każdej z grup wiekowych. Świetna sprawa! Czas zakasać rękawy i opracować program dla ważnej lokalnie i historycznie przestrzeni – pomyślałem. Przygotowaliśmy analizę historyczną i zrobiliśmy burzę mózgów, zastanawiając się, co tak naprawdę potrzebne byłoby do aktywizacji mieszkańców w tej przestrzeni – co pomogłoby im zrozumieć jej wartość. Cel był jasny: poprzez działania animacyjne chcieliśmy nauczyć poszanowania dla tej dewastowanej tkanki. Jednocześnie należało to zrobić w na tyle przystępny sposób, aby wydarzenie było atrakcją, o której się będzie mówiło, a u uczestników pozostawi dobre wspomnienia. Fortepian na trawie, galeria rzeźby wkomponowana w dramaturgię parku, spacery przyrodnicze czy czytanie bajek na kocu. Program był gotowy, oferta złożona. Tymczasem... wygrały dmuchańce! A konkretnie: duży, gumowy, dmuchany czerwony zamek.

Tuje, betonowy grill, grab i śniadanie na trawie

Czy byliśmy zdziwieni? Trochę tak. Byliśmy przekonani, że zaproponowaliśmy właśnie to, czego brakuje w ofercie wielu wydarzeń kulturalnych w przestrzeni. Minęliśmy się jednak z rzeczywistością. Wraz z zespołem postanowiliśmy więc dokonać analizy sytuacji. Te rozważania zaprowadziły nas w przestrzeń ogrodu...