Zamiast hossy w branży budownictwa drogowego czy boomu na placach budów może być poważny kryzys o charakterze logistycznym. I to już niebawem, bowiem od 1 stycznia br. od firm, także tych działających w sektorze komunalnym, wymagane są nowe poziomy udziału w ich flotach pojazdów elektrycznych lub napędzanych gazem ziemnym. Czy branże poradzą sobie z nowymi realiami? 

O nadchodzących trudnościach wiedzieli wszyscy – Sejm i Senat, politycy ugrupowań rządzących, ale też opozycji. Nawet premier Mateusz Morawiecki reagował, ponieważ to do niego Ogólnopolska Izba Gospodarcza Drogownictwa skierowała w tej sprawie stosowne informacje. Jednak ani ten, ani wiele innych monitów ostrzegających przed kłopotami nie dał żadnych pozytywnych dla branż rezultatów.

– W kwietniu 2021 r. negatywnie opiniowaliśmy będący w konsultacjach projekt ustawy o zmianie ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych – mówi Barbara Dzieciuchowicz, prezes Zarządu Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. – Pisma w tej sprawie skierowaliśmy do Ministerstwa Klimatu i Środowiska, później do Sejmu i Senatu, przedstawiając zagrożenia i wątpliwości dotyczące skutków zmian wprowadzonych tą ustawą dla przedsiębiorców z branży drogowej oraz dla jednostek samorządu terytorialnego. 

Jak zaznacza prezes Dzieciuchowicz, większość uwag nie została przyjęta. Podkreślano, że wprowadzane przepisy muszą wejść w życie, gdyż Polskę zobowiązują do tego unijne dyrektywy, a przepisy wychodzą naprzeciw oczekiwaniom społecznym, służąc wsparciu rozwoju elektromobilności oraz infrastruktury paliw alternatywnych.

– Prosiliśmy między innymi o trzy lata vacatio legis, lecz bezskutecznie, choć...