Walka z COVID-19 sporo kosztuje. Wiedzą o tym przedstawiciele miast, którzy od niemal roku zmagają się z problemami związanymi z pandemią koronawirusa i wynikającymi z niej ograniczeniami. Jak obecnie wygląda sytuacja finansowa samorządów? Jak zmieniły się ich plany inwestycyjne?

Polskie samorządy już od dłuższego czasu borykają się z problemami finansowymi, które

poważnie rzutują na ich budżety. Dodatkowo od ubiegłego roku ogromny wpływ na gospodarkę ma epidemia koronawirusa, przyczyniając się do rujnowania i tak już mocno napiętych finansów samorządowców.

– Trudno precyzyjnie oddzielić oddziaływanie pandemii od wpływu innych, wcześniejszych zmian – uważa prof. Paweł Swianiewicz, kierownik Katedry Rozwoju i Polityki Lokalnej Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert Fundacji Batorego oraz autor raportu pt. „Finanse samorządu terytorialnego w dobie pandemii”.

– Przykładowo zmiany koniunktury gospodarczej lub zmiany przepisów podatkowych dopiero w tym roku wyraźnie się zaznaczą – wskazuje. W jego odczuciu przedstawiciele rządu czasami nawet bronią swojej polityki braku większego wsparcia dla samorządów. Wskazują, że niektóre dochody samorządów w sumie rosną. Według profesora, nie biorą oni jednak pod uwagę w tym wyliczeniu, jak bardzo rosną koszty, które samorządy muszą ponosić, również dlatego, że rząd narzucił na samorządy sporo nowych obowiązków.


Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego, promocyjnego dostępu do zasobów Portalu Komunalnego Plus

Wykup cyfrową prenumeratę, aby cieszyć się całą biblioteką czasopism "Przegląd Komunalny", "Wodociągi-Kanalizacja", Energia i Recykling" oraz "Zieleń Miejska". 


Kryzys finansów

Niepokojącym zjawiskiem, które najlepiej ilustruje pogorszenie kondycji finansowej samorządów, jest spadek nadwyżki operacyjnej. Jest to różnica między bieżącymi dochodami i wydatkami. – Skutki kryzysu najbardziej odczują duże miasta i gminy podmiejskie. Tam właśnie nadwyżka operacyjna w drugim kwartale 2020 r. w porównaniu do tego samego okresu w 2019 r. spadła aż o 70%. W sumie po trzech kwartałach nadwyżka operacyjna w porównaniu z analogicznym okresem 2019 r. spadła o 40% – mówi prof. Swianiewicz, a szczegółowe analizy prezentuje w swoim raporcie.

Spadek dochodów z podatków dochodowych od osób fizycznych najbardziej odbija się na dużych miastach, bo to one w największym stopniu opierają na tym swoje dochody. – Samorządom będzie bardzo trudno wyjść z obecnej sytuacji obronną ręką bez drastycznego poziomu spadku albo dostarczanych usług, albo podejmowanych działań rozwojowych – twierdzi profesor. Związek Miast Polskich przypomina, że na potencjał rozwojowy JST składają się trzy elementy: potencjał własny, czyli nadwyżka operacyjna, wsparcie zewnętrzne, czyli dotacje, oraz finansowanie zwrotne, uzależnione od zdolności kredytowej i od możliwości obsługi długu (zależna od relacji nadwyżki operacyjnej do dochodów bieżących bez dotacji).

Jak wynika z obliczeń ekspertów ZMP, w porównaniu z rekordowym pod względem poziomu inwestycji rokiem 2018 (52 mld zł) plan na 2019 r. był jeszcze wyższy (65 mld zł), jednak został wykonany w kwocie tylko 51,1 mld zł. Nadwyżka operacyjna netto, liczona dla wszystkich JST łącznie, po wcześniejszym trendzie wzrostowym pierwszy raz spadła w roku 2019 o 240 mln zł, a w 2020 r sytuacja jeszcze się pogorszyła. Liczba samorządów z ujemną wartością nadwyżki operacyjnej netto sukcesywnie rośnie z roku na rok: od liczby 199 JST łącznie w 2016 r. do 357 JST w 2019 r.

– Bezpośrednio z powodu pandemii COVID-19 samorządy stracą dochody z udziału w podatku PIT oraz z opłat za usługi samorządowe, z których mieszkańcy przestali w dużej mierze korzystać. Dodatkowym czynnikiem są zeszłoroczne zmiany w podatku PIT, przez które JST utraciły dodatkowe 6-7 mld zł – twierdzi Mariusz Gołaszewski, prezes Aesco Group, niezależnej ogólnopolskiej instytucji analitycznej i doradczej, świadczącej usługi dla jednostek samorządu terytorialnego i instytucji publicznych.

– Jednocześnie koszty funkcjonowania JST w stosunku do ub.r. zwiększyły się o ok. 10%. Wpływ na to miały m.in. podwyżki w oświacie. Łączny efekt oznacza ostre cięcia w inwestycjach, a także trudności płynnościowe wielu samorządów. W 2021 r. trudna sytuacja może się pogłębić i kolejne gminy będą miały trudności nawet ze spłatą bieżących zobowiązań. Szacujemy, że z takim problemem będzie musiało się zmierzyć nawet 135 samorządów – uważa Gołaszewski.

Z kolei zdaniem Leszka Świętalskiego, sekretarza generalnego Związku Gmin Wiejskich RP, wpływ pandemii rozkładał się na pewnego rodzaju etapy. Po pierwszym kwartale 2020 r. i u progu drugiego sytuacja wyglądała bardzo pesymistycznie. – Po raz pierwszy w zasięgu ogólnopolskim odnotowano spadek udziału w podatku PIT o ok. 20% we wszystkich budżetach. W niektórych przypadkach zaczęto nawet bardzo szybko korygować zarówno budżety po stronie dochodowej, jak i wieloletnie plany finansowe i związane z tym programy inwestycyjne – mówi Leszek Świętalski.

Pierwsze działania były nakierowane przede wszystkim na ochronę inwestycji, nawet kosztem realizacji innych zadań. Do tego nałożyły się oczekiwania JST oraz małego i średniego sektora handlowo-usługowego, dotyczące obniżenia lub odstąpienia od poboru podatków. Wielkości te nie są rekompensowane przez rząd, a wpływają na poziom realizacji budżetu i w kolejnym roku budżetowym na poziom subwencji ogólnej.

– Jeżeli chodzi o udział samorządów w PIT w późniejszych etapach, sytuacja się wyrównała. Prognozy mówiące o spadku dochodów w graniach 10-15% nie nabrały przewidywanego rozmiaru. Obecnie jest on znacznie mniejszy, ale i tak dotkliwy, bo doszły koszty walki z pandemią. Były i są też oczekiwania rozmaitych grup społecznych i przedsiębiorców na dalsze stosowanie ulg i zwolnień w podatkach, opłatach oraz innych daninach lokalnych – informuje Leszek Świętalski.

W tym czasie pojawiło się kilka inicjatyw, np. Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych (ramka), co było szczególnie ważne dla gmin wiejskich. Niestety, wiele samorządów zostało pominiętych i nie otrzymało wsparcia, co w ich ocenie wynikało z decyzji o podłożu politycznym. Problemy finansowe mają samorządy nie tylko w Polsce, ale praktycznie w całej Europie. We wspólnym badaniu ankietowym, przeprowadzonym w połowie 2020 r., Komitet Regionów oraz Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju ostrzegają, iż pandemia jest zagrożeniem dla finansów gminnych i regionalnych w Europie. Wzrost wydatków oraz spadek dochodów zagrozi inwestycjom publicznym. Aż 86% miast i regionów UE prognozuje wzrost wydatków, podczas gdy 90% spodziewa się spadku dochodów.

Miliardy zabrane mieszkańcom

Eksperci ZMP zwracają uwagę, że od lipca 2019 r. rządząca większość dokonuje systematycznego osłabienia finansów samorządowych, bez żadnych rekompensat i bez zmniejszenia nałożonych obowiązków, to znaczy w sposób niezgodny z art. 167 Konstytucji RP, który gwarantuje adekwatność zasilania finansowego do zakresu nałożonych zadań.

Malejący potencjał rozwojowy JST przypada na okres rosnących oczekiwań mieszkańców, którzy domagają się szybszej budowy i modernizacji lokalnej infrastruktury oraz lepszej jakości usług publicznych. Oprócz trudnej sytuacji finansowej na ograniczenie możliwości rozwojowych wpływają też skutki ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, a przede wszystkim ogromne koszty niekontrolowanej urbanizacji obszarów podmiejskich.

Zdaniem ZMP, apele samorządów o zmianę tej sytuacji pozostają bez odpowiedzi. Sytuacja oświaty również w coraz większym stopniu rzutuje na ogólny stan finansów JST, nie tylko ograniczając możliwości finansowania rozwoju lokalnego, ale także obniżając jakość lokalnych usług publicznych. I, niestety, to właśnie może być konsekwencją, którą poniosą w najbliższym czasie mieszkańcy miast. Profesor Paweł Swianiewicz, analizując dotychczas dostępne dane, stwierdza, że inwestycji miejskich jest obecnie mniej niż przed rokiem. W jego ocenie kluczowy będzie rok 2021, bo mogą skumulować się rozmaite efekty. – Mimo dużych obaw mam jednak nadzieję na poprawę sytuacji. Obecny problem może złagodzić dostępność funduszy unijnych, które raz już uratowały budżety samorządów w kryzysie w latach 2009-2011 – twierdzi profesor.

Samorządy są bardzo ważnym inwestorem publicznym, a inwestycje publiczne to jedno z podstawowych narzędzi, za pomocą których można sobie radzić z kryzysami gospodarczymi. Gdyby inwestycje się załamały, to byłoby to groźne nie tylko dla samorządów, ale też dla całego kraju. Jeśli zatem JST nie dostaną wsparcia, to inwestycje nie będą mogły być utrzymane. To samorządy same będą musiały zdecydować, w których obszarach wprowadzą największe oszczędności. Przykładem jest lokalny transport publiczny. Wpływy ze sprzedaży biletów w 2020 r. drastycznie spadły – np. w Warszawie o ok. 200 mln, w Krakowie o ok. 100 mln zł. Równocześnie koszty funkcjonowania w wielu obszarach wzrosły, choćby w związku z koniecznością zachowania reżimu sanitarnego.

– Faktem jest, że popandemiczny spadek dochodów najbardziej odczują duże miasta. Obawiamy się, że środki wypracowane przez samorządy, które miały zostać wykorzystane na inwestycje, będą niższe o co najmniej 7 mld zł – szacuje Mariusz Gołaszewski. – A zatem niektóre inwestycje będą musiały poczekać na tzw. lepsze czasy, a z innych będzie trzeba całkowicie zrezygnować. Trudno generalizować, które konkretnie wypadną z planu budżetu na przyszły rok, ale mogą wśród nich znaleźć się remonty dróg, budowy nowych szkół, przedszkoli i żłobków, inwestycje w kulturę, dofinansowania na rzecz edukacji lub opieki zdrowotnej – twierdzi prezes Aesco Group. Sytuacja ta może też doprowadzić do spadku częstotliwości kursowania transportu publicznego albo do zawieszenia niektórych połączeń.

– Może to wywołać efekt skumulowany, bo tego typu działania mogą zniechęcić mieszkańców do korzystania ze środków komunikacji miejskiej. Wrócą oni do korzystania z samochodów prywatnych, z różnymi negatywnymi skutkami, m.in. związanymi z zanieczyszczeniem powietrza. Skutki trudnej sytuacji finansowej dla mieszkańców są widoczne też w wielu innych obszarach. Nie wiadomo, jaka będzie przyszłość popularnych w ostatnich latach rowerów miejskich. Niektóre miasta zapowiadają też ciecia środków przeznaczonych na budżety obywatelskie – wylicza profesor Swianiewicz.

Wsparcie „dla swoich”

Budżet samorządowy zależy w dużej mierze od budżetu państwa. A ten również znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, choć państwo jest w o tyle lepszej sytuacji, że dysponuje rozmaitymi instrumentami makroekonomicznymi. JST nie mają instrumentów polityki makroekonomicznej w rękach i nie mogą decydować o nowych źródłach finansowania. Samorządy są dużo bardziej ograniczone w swoich kompetencjach i są bardziej skazane na pomoc z zewnątrz. Pomoc ta jednak jest za mała. Dodatkowo forma wsparcia realizowana jest poprzez różne dotacje celowe, co z założenia zmniejsza autonomię samorządów.

– I ten fakt można nawet przejściowo zaakceptować. Niestety, programy dotacji celowej nie mają precyzyjnie skonstruowanych kryteriów. Jeżeli jednak już są, to w moim odczuciu nie są racjonalnie przemyślane – twierdzi prof. Paweł Swianiewicz. – To wszystko budzi zagrożenie dla zjawiska, które nazywam klientelizmem politycznym. Oznacza to, że samorządy, które z jakiegoś powodu będą przychylne władzy, będą miały większą szansę na uzyskanie wsparcia niż samorządy, które są postrzegane jako opozycja. A przecież takie kryterium nie powinno mieć żadnego wpływu na pomoc udzielaną przez państwo dla samorządów. O tym, że nie są to zupełnie bezpodstawne obawy, mówią nam doświadczenia z rozdziałem środków z funduszu dróg samorządowych w ubiegłym roku – mówi prof. Paweł Swianiewicz.

Potwierdzają to głosy samorządów, że obecnie wsparcie dla inwestycji lokalnych jest skorelowane z tym, czy prezydent miasta albo burmistrz jest sympatykiem opcji rządzącej. Jest to bardzo niebezpieczne dla samorządności w Polsce. – Oczekiwałbym zatem form wsparcia, które będą wiązały się z większym poziomem zaufania do samorządów i nie będą pieniędzmi rozdawanymi, tylko to samorządy będą decydowały, na co będą chciały je wydawać. Będą rozdysponowane według jasnych kryteriów. Najprostsze rozwiązanie to podniesienie środków na subwencję oświatową, np. o tyle procent, o ile w ubiegłym roku samorządy dopłaciły do środków subwencji oświatowej. To byłoby na zasadzie wyrównania, pieniądze trafiłyby do wszystkich samorządów i one same decydowałyby, na co te środki wykorzystać. To by pozwoliłoby uwolnić własne środki na realizowanie innych zadań – doradza profesor.

Według Leszka Świętalskiego, ratunkiem dla samorządów mogłoby być zwiększenie wysokości udziału JST we wpływach z PIT. Chodzi o wyrównanie ubytków w dochodach samorządów, spowodowanych wprowadzeniem w 2019 r. zmian w ustawie z 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych. Bez proponowanej rekompensaty nie będzie możliwe powstrzymanie spadku tempa rozwoju gmin. Podobne zdanie mają przedstawiciele samorządów zrzeszonych w ZMP. W raporcie na temat stanu finansów JST domagają się m.in. zrekompensowania ubytków we wpływach JST z udziałów w podatku PIT, a także zastąpienia odgórnie rozdawanych dotacji celowych na zadania własne (fundusz drogowy, fundusz inwestycji lokalnych) obiektywnym mechanizmem wspierania rozwoju lokalnego, np. w postaci części rozwojowej subwencji ogólnej.

Apelują też o zwiększenie wydatków budżetu państwa na edukację i ochronę zdrowia, tak aby zmniejszyć obciążenie społeczności lokalnych skutkami rosnącego niedoszacowania części oświatowej subwencji ogólnej oraz niedofinansowania ochrony zdrowia przez NFZ. Należy również w pełni pokrywać koszty realizacji zadań zleconych z zakresu administracji rządowej oraz przestrzegać zasad przekazywania wystarczających środków na nowe zadania, rozumiane również jako zwiększenie zakresu czy podnoszenie wymagań dla zadań już realizowanych.

– Polski samorząd, przy poszanowaniu zasady pomocniczości, będącej podstawą funkcjonowania państw demokratycznych, zasługuje na adekwatne do jego powinności wobec obywateli i osiągnięć traktowanie przez władze centralne. Społeczności lokalne i regionalne powinny nadal aktywnie uczestniczyć w procesach rozwoju kraju. Dlatego trzeba im zapewnić odpowiednie warunki tego uczestnictwa. W przeciwnym razie grozi nam stagnacja, która obróci się także przeciwko instytucjom centralnym. Malejące inwestycje samorządowe to mniejsze wpływy z podatków VAT i CIT, a w dalszej perspektywie także PIT. Zahamowanie rozwoju lokalnego i regionalnego to słabsza Polska – czytamy w raporcie ZMP.

Mariusz Gołaszewski zapewnia, że samorządy, aby mądrze zmniejszyć wydatki, powinny rozważyć optymalizację organizacyjną swoich jednostek, w szczególności urzędów oraz placówek oświatowych. Jego zdaniem, bardzo pomocne w określeniu zmian jest przeprowadzenie zewnętrznego audytu przez doświadczonych ekspertów. Alternatywą jest obniżenie kosztów istniejącego zadłużenia poprzez jego refinansowanie za pomocą np. emisji obligacji komunalnych o niższym oprocentowaniu. Taka operacja wymaga jednak wcześniejszego rozeznania na rynku finansowym i przekonania RIO o możliwości obniżenia odsetek.

– Do sprawy należy podejść indywidualnie. Przykładem może być powiat nowosolski, który w ciągu dwóch miesięcy zyskał 4,2 mln zł oszczędności odsetkowych. Zwiększenie dochodów jest bardziej skomplikowane, wymaga czasu i planowania przyszłości gminy czy miasta w perspektywie kilkunastoletniej – zapewnia Mariusz Gołaszewski. I dodaje, że samorządy powinny zadbać o zatrzymanie odpływu młodych mieszkańców do wielkich aglomeracji oraz o napływ nowej ludności, co przełoży się na wzrost dochodów budżetowych. Gminy mogą to zrobić, tworząc korzystne warunki do życia. Bez wątpienia czynnikiem determinującym atrakcyjność są mieszkania na wynajem należące do JST.

Czy budżety gmin to wytrzymają?

Zmagamy się z niższymi dochodami i sztywnymi wydatkami bieżącymi, które bardzo trudno obniżyć. Staramy się oszczędzać wszędzie, gdzie to możliwe – mówi Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku, prezes Unii Metropolii Polskich. Do drugiej połowy listopada ub.r. miasto przeznaczyło 2,5 mln zł na płyny, rękawice, maseczki, kombinezony itp. Otrzymano jedynie 24 tys. zł refundacji od wojewody podlaskiego. Jak oszacowano, tylko w tym roku w Białymstoku wpływy z PIT będą niższe o ok. 25 mln zł, z czynszów i najmu o ok. 4,5 mln zł, a ze sprzedaży biletów komunikacji miejskiej o ok. 10 mln zł. Skutkiem tej sytuacji po raz pierwszy od lat w 2021 r. w budżecie będą dochody w stosunku rok do roku niższe aż o 32 mln zł. Ograniczono też inwestycje, m.in. budowę dróg lokalnych czy te związane z oświatą i sportem.

– Wstrzymaliśmy budowę Galerii Sportu Białostockiego, hali widowiskowo-sportowej i basenu o wymiarach olimpijskich. W przypadku projektu „Intermodalny węzeł komunikacyjny w Białymstoku” musieliśmy ograniczyć zakres inwestycji – zrezygnujemy z budowy części ulic, ograniczymy do minimum wykup gruntów – wylicza prezydent.

W budżecie na przyszły rok zaplanowano niższy deficyt niż w ostatnich latach. Ma on wynieść 123 mln zł. W budżecie znalazły się tylko zadania niezbędne do realizacji, np. rozpoczęte i kontynuowane inwestycje, bieżące utrzymanie miasta, wydatki na oświatę oraz wynagrodzenia. W Gdańsku również sytuacja przedstawia się pesymistycznie. Budżet miasta na rok 2020 został gruntownie przebudowany poprzez zrównoważenie spadających dochodów m.in. zmniejszeniem wydatków bieżących o ponad 100 mln zł, przy równoczesnym zwiększeniu o ok. 20 mln zł wydatków na wynagrodzenia nauczycieli, podwyższone w 2019 roku o 13% i w 2020 roku o 6%.

Największe korekty w zeszłorocznym budżecie związane były z planowanym spadkiem wpływów z PIT (-50 mln zł), z CIT (-30 mln zł) i ze sprzedaży biletów komunikacji miejskiej (-40 mln zł). Ubytek w dochodach budżetu w 2020 r. udało się zbilansować dzięki ograniczeniu zadań i dzięki wprowadzonym oszczędnościom. Sporym obciążeniem dla gdańskiego budżetu były ulgi dla przedsiębiorców działających w lokalach komunalnych. W miesiącach, gdy na mocy rozporządzenia Ministra Zdrowia wiele działalności gospodarczych zostało zamkniętych, miasto zmniejszało do 1 zł czynsze dla przedsiębiorców działających w zawieszonych branżach. Część inwestycji planowanych w 2020 r. została przesunięta na lata 2021-2022. W budżecie na 2021 r. pojawiły się środki przeniesione z ub.r. Spora część wydatków inwestycyjnych planowana jest do sfinansowania z kredytów, pożyczek i obligacji. W 2021 r. deficyt sięga 565 mln zł, czego główną przyczyną jest kumulacja wydatków inwestycyjnych przypadająca na ostatnie lata kończącej się perspektywy budżetu unijnego. Duże ograniczenia w projekcie budżetu na 2021 r. dotknęły wydatków bieżących.

– Niższa baza do wyliczenia dochodów na 2021 r. oraz konieczność zabezpieczenia wyższych niż w 2020 r. wydatków m.in. na edukację, komunikację miejską, podwyższenie wynagrodzeń pracowników z najniższą krajową i wyższe o 20% tzw. janosikowe powoduje, że pozostałe wydatki będą na podobnym poziomie jak w 2020 roku, czyli ograniczone o ok. 100 mln w stosunku do uchwalonego budżetu 2020r. z powodu kryzysu epidemicznego – mówi Izabela Kuś, skarbnik miasta z Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

– W konsekwencji wiele zaplanowanych zadań realizowanych będzie w ograniczonym zakresie i utrudnione będzie podejmowanie nowych inicjatyw i projektów – wyjaśnia. Mimo to średnie i duże miasta, już teraz pozbawione dostępu do niektórych funduszy lub pomijane przy podziale środków pomocowych (np. II transza RFIL), nie czekają na finansowe wsparcie z budżetu państwa. Samorządowcy oczekują, że rząd zaprzestanie wprowadzania reform, których koszt i organizacja spadają na lokalne władze i budżety. – Gdyby nie zmiany w przepisach podatkowych, m.in. piątka Kaczyńskiego z 2019 r. i wchodzące zmiany w zryczałtowanym podatku PIT, w opodatkowaniu spółek komandytowych oraz estoński CIT, uszczuplające bez żadnej rekompensaty dochody samorządów, przy równoczesnym zwiększeniu dochodów państwa, samorządy dużo łatwiej poradziłyby sobie z kryzysem pandemicznym – przekonuje Izabela Kuś.

Przyznaje też, że trudna sytuacja ekonomiczna przedsiębiorców i mieszkańców nie sprzyja poszukiwaniu dodatkowych źródeł dochodów. To, co można w obecnej sytuacji robić, to – jej zdaniem – uszczelnianie systemu dochodów z podatków i opłat lokalnych poprzez aktualizację baz podatników. W najbliższych latach Gdańsk skupiać się będzie na tym, by miejskie inwestycje obejmowały rozwój ekologicznych źródeł energii, które w przyszłości zaowocują niższymi rachunkami za prąd. Dużą szansą na odbudowanie i wzmocnienie samorządowych finansów jest nowy budżet unijny oraz dodatkowe wsparcie z UE w postaci Krajowego Planu Odbudowy w ramach pomocy na walkę ze skutkami pandemii.

Nie rezygnują z inwestycji

Od ogłoszenia w marcu ub.r. epidemii w Polsce Urząd Miejski Wrocławia zanotował ok. 170 mln zł rzeczywistego ubytku w finansach miasta. Największa strata to dochody z PIT (-77 mln zł), wpływy ze sprzedaży biletów komunikacji zbiorowej (-40 mln zł) oraz z podatku od nieruchomości (-36 mln zł). Ubytek dochodów z CIT (względem planów budżetowych) to ok. 10 mln zł. Niższe są również wpływy ze sprzedaży mienia o 75 mln zł mniej niż planowano w 2020 r. Łączny szacowany ubytek dochodów to ok. 300 mln zł. Wpływ pandemii będzie widoczny także w kolejnych latach, przede wszystkim w postaci utrzymujących się niższych wpływów z tytułu podatków CIT oraz PIT.

Dodatkowo na walkę z koronawirusem Wrocław wydał ok. 100 mln zł. Mimo to obecnie miasto kontynuuje zaplanowane inwestycje. Realizowane są m.in. trasa autobusowo-tramwajowa do dzielnicy Nowy Dwór i tramwaj na Popowice, rozpoczyna się też budowa alei Wielkiej Wyspy. Miasto nie rezygnuje z nowych projektów infrastrukturalnych, mając świadomość, że wpływają one pośrednio na miejsca pracy i lokalne łańcuchy dostaw, ale także są źródłem dochodów podatkowych. Projekt budżetu na 2021 r. zakłada, że wydatki związane z transportem i łącznością będą wynosiły niespełna 1,3 mld zł. Planowany deficyt w budżecie wyniesie 539 mln zł. Ma on związek przede wszystkim z ubytkiem w dochodach. Powstała luka jest uzupełniana finansowaniem zewnętrznym. Jeszcze w 2020 r. miasto wprowadziło wiele drobnych oszczędności w departamentach Urzędu Miejskiego.

– Gospodarcze skutki pandemii będą widoczne w budżetach JST także w kolejnych latach, dlatego rząd powinien wprowadzić rozwiązania umożliwiające czasowe zawieszenie limitów zadłużenia JST – uważa Marcin Obłoza z Departamentu Prezydenta Urzędu Miejskiego we Wrocławiu. – Potrzebne jest również rozszerzenie na kolejne lata programu dofinansowania inwestycji lokalnych. W czasie, w którym kryzys finansowy dotyka wszystkie samorządy, nieaktualna jest idea, na której opiera się zasada naliczania janosikowego. Trudno bowiem wymagać od miasta, które samo utraciło znaczną część budżetu, żeby pomimo tego odprowadzało dodatkowe środki do budżetu państwa. Wrocław wraz z pozostałymi miastami zrzeszonymi w Unii Metropolii Miast Polskich od samego początku zgłaszał, że jedynym słusznym rozwiązaniem w obecnej sytuacji jest zawieszenie obowiązku wpłaty tzw. janosikowego – mówi Marcin Obłoza.

W Ostrowie Wielkopolskim ogromny wpływ na miejskie finanse ma subwencja oświatowa, która pokrywa zaledwie połowę kwoty wydatków na przedszkola i szkoły. Miasto otrzymuje 50 mln zł przy ponad 100 mln wydatków. Wynika to także ze wzrostu płacy minimalnej i podwyżki wynagrodzeń nauczycieli, które nie są w pełni rekompensowane subwencją oświatową. Przez pandemię działalność wielu firm została ograniczona, a to przekłada się na zmniejszenie płaconych podatków, z których część trafia do budżetów gmin. To także skutki zwolnienia z podatku dochodowego od osób fizycznych podatników do 26. roku życia.

Z podatku dochodowego od osób fizycznych za 2020 r. miasto otrzyma ok. 4,5 mln mniej niż prognozowało Ministerstwo Finansów. Obszarem, który najbardziej odczuł skutki epidemii, była miejska komunikacja. W skali roku to o 40% mniejsze wpływy ze sprzedaży biletów. Obecnie z miejskich autobusów, w porównaniu z ubiegłym rokiem, korzysta jedynie 15% pasażerów. Mimo trudnej sytuacji w Ostrowie Wielkopolskim podjęto decyzję o bardzo odważnym inwestowaniu w rozwój miasta.

W dobrym momencie pozyskane zostało atrakcyjne wsparcie z Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Gdyby nie środki z EBI, na inwestycje w 2021 r. miasto mogłoby przeznaczyć 11 mln zł, a nie prawie 50 mln zł. Nie zwalniając tempa inwestowania, miasto zapewnia zlecenia lokalnym firmom, a jednocześnie realizuje inwestycje taniej niż wstępne kosztorysy inwestorskie. Już pierwsze przetargi na inwestycje realizowane w 2021 r. pokazują, że są oszczędności, np. na budowę nowoczesnego przedszkola zaplanowanych zostało 15 mln zł. Po rozstrzygnięciu przetargu wiadomo już, że najniższa oferta wyniosła 11,5 mln. Cieszy fakt, że najniższą ofertę złożyła firma z Ostrowa.

– Nie chcemy radzić sobie z deficytem budżetowym, sięgając głęboko do kieszeni naszych mieszkańców. Niewielkie zmiany były jednak konieczne. Wprowadzona została waloryzacja stawek podatków od nieruchomości na 2021 r. o 3,9%, czyli o stopień inflacji. Nie zdecydowano się na wprowadzenie maksymalnych stawek podatkowych w trosce o mieszkańców i przedsiębiorców. Czasowo zawieszony został także program darmowych przedszkoli.

– Przez ostatnie lata w ostrowskich przedszkolach pobyt powyżej piątej godziny był darmowy – informuje Artur Kołaciński, kierownik Biura Prasowego z Urzędu Miejskiego w Ostrowie Wielkopolskim. – Od lutego 2021 r. każda godzina powyżej wspomnianych pięciu kosztować będzie złotówkę. Dzieje się to w momencie, kiedy myśląc o najmłodszych ostrowianach, budujemy w tych trudnych czasach dwa nowe przedszkola – dodaje. W Ostrowie poparto senacką inicjatywę ustawodawczą o zwiększeniu o ok. 5 punktów procentowych udziału gmin w podatku PIT, co skutkowałoby w przypadku Ostrowa zwiększeniem dochodów o 5-7 mln zł. Ostrów stara się również o dofinansowanie zadań inwestycyjnych w ramach Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. Mimo zgłoszonych projektów wpisujących się w priorytety tego programu miasto wsparcia nie otrzymało. – Tarcza dla samorządów jest rekompensatą za utracone dochody, w związku z tym ponowiliśmy starania o dotacje w kolejnym naborze i mamy nadzieję, że tym razem Ostrów otrzyma należne mu wsparcie – konkluduje Artur Kołaciński.